Widzew wymęczył trzy punkty

Po dwóch meczach bez zwycięstwa piłkarze z al. Piłsudskiego wreszcie wygrali. Trzy punkty zdobyli jednak po mękach, choć grali z ostatnią drużyną w tabeli pierwszej ligi
Zanim łodzianie wyszli na boisko, swoje spotkania rozegrały już inne drużyny z czołówki. Podbeskidzie Bielsko-Biała i Flota Świnoujście wygrały i wyprzedziły Widzew, zrzucając go na czwartą pozycję. Aby wrócić na miejsce premiowane awansem do ekstraklasy, zespół trenera Waldemara Fornalika musiał więc pokonać GKS.

Jak się okazało, było to zadanie łatwe tylko w teorii. Łodzianie nie grają ostatnio najlepiej, a do tego mają problemy zdrowotne. Przed meczem Fornalik miał kłopot na dwóch ważnych pozycjach. Pierwszy rozwiązał się sam, bo uraz Ugo Ukaha nie okazał się na tyle poważne, by nie mógł wystąpić. Z obsadzeniem środka pola trener widzewiaków też sobie poradził. Obok Łukasza Juszkiewicza w drugiej linii zagrali Łukasz Masłowski i Stefano Napoleoni. Przemysław Oziębała zajął miejsce na lewym skrzydle, a jedynym wysuniętym napastnikiem był Marcin Robak.

Widzewiacy potrzebowali trochę czasu, by przyzwyczaić się do nowego ustawienia. Zaskoczyło w 22 min, chociaż Robak wcale nie doczekał się prostopadłego podania z głębi boiska. Najskuteczniejszy napastnik Widzewa ograł na skrzydle Tomasza Prasnala i zagrał wzdłuż bramki. Do piłki przy bliższym słupku doszedł Napoleoni, ale jego strzał z bliska obronił bramkarz GKS. Na szczęście dobitka Masłowskiego z kilkunastu metrów była już skuteczna. To jego czwarty gol w tym sezonie.

Chwilę później widzewiacy mogli prowadzić już 2:0, ale Napoleoni przegrał pojedynek sam na sam z Jackiem Gorczycą. Włoch miał w pierwszej połowie jeszcze jedną znakomitą okazję, ale tym razem nie sprawdziło się powiedzenie - do trzech razy sztuka. Po zagraniu Masłowskiego Napoleoni minął w polu karnym obrońcę, strzelił obok bramkarza, ale piłka trafiła w słupek. Przed przerwą dobre okazje zmarnowali jeszcze Piotr Stawarczyk i Adrian Budka. Obaj z bliska spudłowali.

W pierwszych 45 minutach goście właściwie nie zagrozili bramce Macieja Mielcarza, chociaż chyba należała im się jedenastka, bo w 17 min w polu karnym Ukah zagrał piłkę ręką. Piłkarze trenera Adama Nawałki dobrze zaczęli mecz, ale z każdą minutą grali coraz słabiej. Co prawda byli szybsi od gospodarzy, ale Fornalik dobrze ustawił swój zespół taktycznie. Stąd bezdyskusyjna przewaga Widzewa do przerwy.

Po zmianie stron wiele się nie zmieniło. Znów groźniejsi byli gospodarze i w 53 min powinni prowadzić 2:0. Łukasz Broź znakomicie zagrał do Robaka, ale ten będąc sam przed z Gorczycą strzelił prosto w niego. Znów zawodziła skuteczność widzewiaków i tak jak już w kilku meczach w tym sezonie, zaczęło się robić nerwowo. W 65 min goście mieli aż dwie okazje, by doprowadzić do wyrównania. Najpierw Mielcarz obronił strzał z rzutu wolnego Bartosza Iwana, a za chwilę odbił piłkę po uderzeniu głową byłego widzewiaka.

Niestety, piłkarze z al. Piłsudskiego opadli też z sił. Najbardziej widać to było po Budce. Fornalik zmienił go dopiero w 89 min. Wcześniej boisko opuścił za to Masłowski. I słusznie, bo niedawno wyleczył kontuzję i miał prawo być zmęczony. Kto wszedł za niego? Łukasz Mierzejewski. Jak zagrał? Jak zwykle. Nic nie wniósł do gry, popsuł też kilka dobrze zapowiadających się akcji.

Na szczęście skończyło się happy-endem. Widzewiacy utrzymali prowadzenie do końca. Gdyby jednak grali z lepszą drużyną od GKS, to o trzy punkty byłoby znacznie trudniej.

Widzew - GKS 1:0 (1:0)

Gole: Masłowski (22.)

Widzew: Mielcarz 4 - Ł. Broź 4, Ukah 3, Stawarczyk 3,5, Lisowski 3 - Budka 2, Juszkiewicz Ż 3, Masłowski Ż 3,5 (69. Mierzejewski 1), Napoleoni 3, Oziębała 3 (90.+2 Kisiel) - Robak 3.

GKS: Gorczyca - Prasnal Ż, Markowski Ż, Treściński, Mielnik - Domżalski Ż (80. Sobczak), Wijas (90. Bonk), Iwan, Plewnia - Mikulenas (87. Kaliciak), Janoszka.

Sędziował: Radosław Trochimiuk z Przasnysza

Widzów: 4515