Sport.pl

Tylko remis Widzewa

Po bardzo słabym meczu wicelider bezbramkowo zremisował ze Zniczem. W Pruszkowie Widzew w niczym nie przypominał głównego faworyta do awansu
Dla Znicza mecz z Widzewem miał wymiar historyczny. Po raz pierwszy bowiem na własnym stadionie pruszkowianie zagrali przy sztucznym świetle. Widzewiacy byli już świadkami takich wydarzeń - w Nowym Dworze Mazowieckim, Grodzisku Wielkopolskim i Białymstoku. Nie wygrali żadnego z tych meczów. Tym razem liczyli, że tę złą passę odmienią, chociaż zdawali sobie sprawę, że nie będzie to zadanie łatwe.

- Znam dobrze trenera Dariusza Kubickiego i wiem, że potrafi znakomicie zmotywować piłkarzy. Ostra walka będzie na sto procent - mówił przed spotkaniem w Pruszkowie Łukasz Masłowski, pomocnik Widzewa. I miał rację. Piłkarze Znicza od pierwszego gwizdka rzucili się do ataku. Szybko rozgrywali piłkę, a w defensywie grali bardzo agresywnie. W pierwszej połowie zdecydowanie przeważali, ale prawdę mówiąc, poważnie nie zagrozili bramce Macieja Mielcarza. Co prawda w 29 min po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Emmanuela Ekwueme Adrian Paluchowski trafił głową do bramki Widzewa, ale sędzia uznał, że chwilę wcześniej Daniel Kokosiński faulował Mielcarza.

Łodzianie też stworzyli jedną groźną sytuację w pierwszych 45 min. Na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy przed znakomitą szansą stanął Przemysław Oziębała. Napastnik Widzewa uderzał z bliska głową, ale zrobił to fatalnie, bo piłka przeleciała nad bramką. Wcześniej goście grali słabo, niedokładnie i przewidywalnie. Jeśli sami nie oddawali piłki rywalom, to tracili ją zwykle jeszcze przed polem karnym. Z taką grą drużyna Waldemara Fornalika nie miała szans na trzy punkty. A te na pewno widzewiakom bardzo by się przydały, bo lider ligi Zagłębie Lubin zremisował z inną drużyną z czołówki Koroną Kielce, a punkty w tej kolejce straciły też depczący łodzianom po piętach piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała i Floty Świnoujście.

Niestety, po przerwie gra drużyny z al. Piłsudskiego wcale nie była lepsza. W defensywie było jeszcze nieźle, ale im dalej od własnej bramki, tym było gorzej. Widzewiacy atakowali zbyt małą liczbą graczy, a do tego razili niedokładnością. Przede wszystkim piłkarze z Łodzi byli mało ruchliwi, nikt nie wychodził na pozycje. Przykro było na to patrzeć. Dopiero w 72 min udało im się poważnie zagrozić bramce gospodarzy i to aż dwukrotnie. Najpierw Adrian Bieniek z trudem odbił piłkę po technicznym strzale Stefano Napoleoniego, a za chwilę obronił też dobitkę z bliska Marcina Robaka. To była stuprocentowa okazja Widzewa, która skończyła się jedynie na rzucie rożnym.

Gwoli sprawiedliwości, kilka minut wcześniej Piotr Stawarczyk wybił piłkę z linii bramkowej. W bramkowych sytuacjach był więc remis, ze wskazaniem na łodzian.

I tak zostało już do końca meczu. Widzew, czyli jeden z faworytów ligi, już drugi raz z rzędu stracił na wyjeździe dwa punkty. Piłkarze z al. Piłsudskiego pewnie woleliby, żeby runda jesienna już się skończyła.

Co na to trener Fornalik? Po meczu nie wyglądał na zdenerwowanego. - Skoro nie udało się zdobyć trzech punktów, to jestem zadowolony z jednego - stwierdził tylko.

Znicz - Widzew 0:0

Znicz: Bieniek - Aleksa Ż, Kokosiński, Kowalski, Januszewski - Rybaczuk, Osoliński, Ekwueme, Kaczmarek (68. Florian) - Paluchowski (90. Bzdęga), Feliksiak.

Widzew: Mielcarz 3 - Ł. Broź 3,5, Ukah 3, Stawarczyk 3, Lisowski Ż 2,5 - Budka 2,5, Kisiel 2,5, Masłowski 2,5, Napoleoni 2,5 - Robak 2,5, Oziębała Ż 2 (46. Bednar 2,5).

Sędziował: Michał Zając z Sosnowca

Widzów: 2,5 tys.