Sport.pl

Trener Widzewa: - To był nokaut!

- Dostałem bardzo mocny prawy prosty między oczy i straciłem przytomność. Teraz powoli wracam do życia - mówi Waldemar Fornalik. W niedzielę jego drużyna zremisowała z Wisłą Płock, chociaż do 90. min prowadziła 2:0.
Rozmowa z Waldemarem Fornalikiem*

Bartłomiej Derdzikowski: Doszedł pan już do siebie po niedzielnym meczu, a właściwie po tych dwóch nieszczęsnych minutach?

Waldemar Fornalik: Dochodzę do siebie. To, co się stało, śmiało można porównać do nokautu. Dostałem bardzo mocny prawy prosty między oczy i straciłem przytomność. Teraz powoli wracam do życia.

Po każdym nokaucie można się podnieść.

- Oczywiście. Z godziny na godzinę jest coraz lepiej. Czekam na moment, kiedy będę w stanie dokładnie przeanalizować to, co się wydarzyło.

Nie żałuje pan, że wcześniej nie zrobił pan zmian?

- Absolutnie nie. Nie jestem w stanie powiedzieć, co by się wydarzyło, gdybym dokonał zmian wcześniej. Nikt tego nie wie. Już w doliczonym czasie gry chciałem wprowadzić dwóch zawodników, już się przebierali, ale wszystko potoczyło się tak szybko, że po prostu nie zdążyliśmy.

Pytam o to także dlatego, bo mam wrażenie, że nie ufa pan wszystkim swoim piłkarzom. W poprzednim meczu ze Zniczem Pruszków też zrobił pan tylko jedną zmianę, wcześniej zdarzało się, że wpuszczał pan piłkarzy w 89., 90. min. Ufa pan tylko dwunastce zawodników? Nie wierzy pan, że inni mogą pomóc drużynie?

- Często było tak, że zmiany, które robiłem wcześniej w trakcie meczu, nie dawały takiego efektu, jakiego oczekiwałem. Znam możliwości wszystkich zawodników. Jeśli wszystko funkcjonuje dobrze, jak w spotkaniu z Wisłą, to po co zmieniać, przestawiać?

Po co Widzewowi Wojciech Jarmuż, Vladimir Bednar, Radosław Kursa, Mateusz Broź? Oni właściwie nie dostali porządnej szansy, a są w drużynie dosyć długo?

- Zawsze staram się być obiektywny w ocenie piłkarzy. Nie ma przecież trenera, który postawi na piłkarza słabszego kosztem lepszego. I ja jestem taki sam. Oczywiście dużo daje mi obserwacja treningów, meczów rezerw czy Pucharu Polski. Zawodnicy, którzy dostali szansę, nie zawsze spełnili moje oczekiwania. Inni za to się sprawdzają i dlatego stawiam na nich. To przecież normalne.

Jak przyszłość czeka piłkarzy, których wymieniłem?

- Nie chcę o tym mówić za pośrednictwem mediów, po prostu tak nie wypada. Piłkarze, o których pan wspomniał, w większości są w Widzewie od dawna i również u innych trenerów nie grali zbyt często. To o czymś świadczy.

Wróćmy jeszcze do meczu z Wisłą. Jaka była taktyka, kiedy pana drużyna prowadziła 2:0? Piłkarze mieli dalej atakować czy bronić wyniku?

- Grać swoje - strzelać gole i bronić dostępu do własnej bramki. Przecież to było widać. To zła taktyka?

Bardzo dobra. Tylko pytam.

- Dobrze nam szło w ataku, a rywale w ogóle nam nie zagrażali. Wszystko szło znakomicie.

Zawodziła tylko skuteczność, chociaż wcześniej przełamali się napastnicy Marcin Robak i Przemysław Oziębała...

- Obaj byli dużym zagrożeniem dla Wisły. Marcin był niesamowicie groźny, absorbował obronę. Zawsze chciałbym go takiego oglądać. Na uwagę zasługuje też gol Oziębały, po znakomitym zagraniu Robaka.

Ale Oziębała nie wykorzystał kilku znakomitych okazji.

- Rzeczywiście ma z tym problem, ale jego gra pokazuje, że potencjał ma spory. Musi pracować nad skutecznością i właściwie na każdym treningu zwracamy na to uwagę.

Drugi plus meczu z Wisłą, to naprawdę bardzo dobra gra pana drużyny. Ostatnio tak dobrze graliście chyba w spotkaniu z GKP Gorzów Wielkopolski.

- Zgadzam się, ale musimy pamiętać, że runda trwa kilka miesięcy i nie w każdym meczu będzie tak dobrze. To normalne. O tym, jak układa się gra, decyduje kilka czynników - to jak gra rywal, dyspozycja dnia, aktualna forma.

Co dalej z meczem z Wisłą? Będzie pan krzyczał na piłkarzy, posypią się kary?

- Na pewno nie pozostawię tej sytuacji bez komentarza. We wtorek będziemy rozmawiać o tym, co się stało.

* Waldemar Fornalik prowadził łódzką drużynę w 15 meczach ligowych. Jego bilans to dziewięć wygranych, cztery remisy i dwie przegrane