Sport.pl

Cacek przegrał w wojnie o krzesła

Sylwester Cacek, właściciel Widzewa, chciał być delegatem Cracovii na zjeździe wyborczym PZPN. Na chęciach się skończyło
W środę klub z al. Piłsudskiego wydał komunikat, że mimo wcześniejszych informacji, na zjeździe Cacek nie będzie reprezentował Widzewa. Nowym delegatem klubu z al. Piłsudskiego został wiceprezes zarządu Marcin Animucki. Ale właściciel Widzew też miał głosować w wyborach na nowego prezesa związku, tyle że jako reprezentant Cracovii. - To niemożliwe. Jest już za późno na zmianę delegata, po prostu przepisy na to nie pozwalają - pieklił się Zbigniew Koźmiński, członek zarządu i rzecznik prasowy PZPN, delegat właśnie Cracovii na zjazd.

Klub z Krakowa zdecydował się jednak cofnąć mu mandat i dać go właśnie Cackowi. - W statucie PZPN jest wyraźnie napisane, że każdy klub może wyznaczyć swoich delegatów. Nie ma jednak podanego terminu, do kiedy trzeba to zrobić - wyjaśniał Animucki.

Zapowiadało się więc na to, że Cacek i Koźmiński będą rywalizować o jedno krzesło. Wygrał ten drugi. Zjazd przegłosował bowiem, że Cacek reprezentować Cracovii nie może. Właściciel Widzewa twierdzi, że został pozbawiony mandatu bezprawnie i zagroził, że odwoła się do sądu domagając się, by ten uznał wszystkie uchwały podjęte przez zjazd za nieważne. Ale salę opuścić musiał. Wrócił do niej na wniosek Jarosława Ostrowskiego, delegata Legii Warszawa Cacek, ale bez prawa głosu, tylko jako gość.

- Tu nie chodziło o to, czy Cacek będzie delegatem, ale czy Koźmiński nim będzie - mówił Cacek. - Udam się do sądu i złożę wniosek o unieważnienie uchwał tego zjazdy, bo bezprawnie pozbawiono mnie mandatu.