Sport.pl

Widzew wygrał, ale bardzo szczęśliwie

Dobrze, że runda jesienna II ligi już się kończy. Bo piłkarze Widzewa z meczu na mecz spisują się coraz gorzej. Wczoraj nie zasłużyli na trzy punkty
To był naprawdę szczególny mecz dla Widzewa, bo pierwszy, od kiedy nie ma już wśród żywych legendy klubu - Ludwika Sobolewskiego. Pięć godzin wcześniej na pogrzebie było chyba więcej ludzi niż kibiców na stadionie. Trudno się jednak dziwić, skoro piłkarze grają ostatnio tak fatalnie.

Wydawało się, że podniosły nastrój tak udzielił się łódzkim piłkarzom, że przez kilkanaście minut nie byli w stanie przeprowadzić żadnej składnej akcji. Agresywnie atakujący Motor zdominował środek boiska i był bliski strzelenia gola, ale po kiksie Ugo Ukaha Kamil Oziemczuk kopnął za słabo i na dodatek prosto w Macieja Mielcarza. Mało kto przypuszczał, że tak będzie wyglądało całe spotkanie. Lublinianie byli lepiej zorganizowani i przede wszystkim szybsi. Ale tego można było się spodziewać, bo ostatnio wszyscy przeciwnicy mają taką przewagę nad widzewiakami.

Gdy piłkarze Motoru wyszumieli się, inicjatywę przejął Widzew. Niewiele z niej wynikało, a niewielkie zagrożenie było efektem chaosu panującego na boisku, a nie przemyślanych akcji czy celnych podań. Ale nie można liczyć na nic więcej, kiedy w środku pomocy występują tak słabi zawodnicy jak Łukasz Juszkiewicz czy Mindaugas Panka. Gra tego pierwszego polegała na przerywaniu akcji (średnio skutecznie) i podawaniu do najbliższego kolegi. A już o otwierającym zagraniu z pierwszej piłki można zapomnieć. Mimo to mógł nawet dwukrotnie pokusić się o strzelenie gola, lecz po prostu stchórzył. Najpierw nie wykorzystał kiksu Przemysława Mierzwy, który za daleko wyszedł od bramki. Juszkiewicz zamiast zaryzykować i strzelać z 45 m, podawał, wzbudzając śmiech na trybunach. Później dostał piłkę na 16. metrze, ale znów próbował zagrywać do Przemysława Oziębały.

Za to Motor był lepszy. W końcówce pierwszej połowy Rafał Król nie wcelował we bramkę z linii pola karnego, więc jego drużyna mogła żałować, że tylko remisowała. A na początku drugiej znów lublinian powstrzymał Mielcarz. Tym razem koszmarny błąd popełnił Łukasz Broź, który w polu karnym podał do Iwanickiego. Ten jednak przegrał pojedynek z łódzkim bramkarzem.

Nic dziwnego, że po kilka minut później na trybunach rozległy się gwizdy. To trochę zmobilizowało widzewiaków, jednak nie na tyle, żeby przeprowadzić kilka składnych akcji. Mniej groźny niż zwykle był Marcin Robak, któremu przytrafiały się bardzo nieudane zagrania. Efektem przewagi były jednak tylko rzuty rożne.

Motor wciąż był groźniejszy, głównie za sprawą lepszej drugiej linii i przewagi szybkościowej. Wygrane przez widzewiaków pojedynki jeden na jednego można było policzyć na palcach. W 80 min wreszcie udało się wyprowadzić kontrę: Robak podał do Napoleoniego, który jednak przewrócił się, choć miał przed sobą tylko bramkarza. To było potwierdzenie tezy, że drużyna jest fatalnie przygotowana fizycznie. I nie zmienia tego gol zdobyty przez Robaka, bo znów więcej w nim było przypadku. Dośrodkowywał Wojciech Jarmuż, Napoleoni skoczył wyżej od stoperów, a najskuteczniejszy widzewiak z bliska kopnął do bramki.

O tym, że biednemu wiatr wieje w oczy, goście przekonali się w 86 min. Wówczas Jarosław Pacholarz był sam na sam z Mielcarzem, ale ostro zaatakowany przez Ukaha przewrócił się, zaś piłkę sprzed linii bramkowej wybił Ukah. Gdyby sędzia podyktował rzut karny, chyba nikt nie miałby pretensji. Ale szczęśliwie zdobyte punkty nie zmieniają opinii, że drużyna jest w wielkim kryzysie.

Widzew - Motor 1:0 (0:0)

Gol: Robak (85.)

Widzew: Mielcarz 5 - Broź 3, Ukah 3, Kisiel 3, Lisowski 3 (82. Bednar 3) - Budka 2,5, Juszkiewicz 2, Panka 2 (54. Jarmuż 3), Napoleoni 3,5 - Oziębała 2,5 (82. Mierzejewski), Robak 3,5

Motor: Mierzwa - Falisiewicz, Ptaszyński, Żmuda, Misztal - Oziemczuk (74. Pacholarz), Król Ż (84. Maziarz), Drej, Lipecki Ż, Iwanicki - Popławski (89. Kowalczyk)

Sędziował Jacek Zygmunt z Jarosławia

Widzów: 3,5 tys.