Pietryszyn: - Zbudujemy Centrum Widzew

- Musimy wybudować coś więcej niż tylko stadion. Dlatego mamy pomysł, by wokół niego powstały powierzchnie komercyjne, które będą zarabiać na piłkarski obiekt, w tym także centrum rozrywkowo-handlowe - mówi Robert Pietryszyn, doradca zarządu łódzkiego klubu
Bartłomiej Derdzikowski: Dlaczego o stadionie Widzewa rozmawiam z byłym prezesem Zagłębia Lubin?

Robert Pietryszyn: Bo pan Sylwester Cacek poprosił mnie, bym zajął się budową stadionu. To sprawa stricte biznesowa, związana z wieloma formalnościami i bardzo trudna z wielu powodów. Po pierwsze - w Łodzi są dwa duże kluby, po drugie - inwestycja taka wiąże się z bardzo dużymi pieniędzmi, a po trzecie - przez wiele lat nikt nie myślał o rozbudowie stadionu Widzewa. Potrzebni są doświadczeni ludzie i środki, by taki obiekt szybko powstał.

Ale jest pan znanym w Polsce budowniczym stadionów. To w dużej mierze dzięki panu rozpoczęła się modernizacja obiektu Zagłębia Lubin.

- W Polsce powstały w ostatnich latach dwa duże stadiony - w Kielcach i w Lubinie. Rzeczywiście byłem pomysłodawcą budowy stadionu Zagłębia. Udało mi się też znaleźć środki na tę inwestycję i tak skonstruować umowę z wykonawcą, że stadion powstanie dwa miesiące wcześniej, niż zakładano. A to w budownictwie zdarza się rzadko.

Teraz czas na Widzew. W lipcu działacze pochwalili się, że jeszcze jesienią tego roku rozpocznie się gruntowna przebudowa obiektu przy al. Piłsudskiego. Rok się kończy i nic się nie dzieje, a kibice się niepokoją.

- W Widzewie przyświeca nam dewiza - nie po słowach, a po czynach nas poznacie. Podobnie starałem się działać w Lubinie. Nie chcę budować pięknej wizji, bo w tej chwili jest jeszcze bardzo dużo znaków zapytania. Rzeczywiście w lipcu była mowa o budowie stadionu, ale szczegółowa analiza ekonomiczna efektywności tej inwestycji była ujemna. Nikt o zdrowych zmysłach nie zainwestuje ogromnych pieniędzy, jeśli w końcowych rozrachunku na tym straci. Aby przełamać tę patową sytuację, musieliśmy zmienić strategię budowy stadionu. I dlatego wszystko przesunęło się w czasie.

Jaka jest pana rola?

- Mam przygotować KS Widzew Łódź SA do dużej inwestycji budowlanej. Chcemy rozbudować stadion przy al. Piłsudskiego 138. Ale aby budować stadion właśnie tutaj, musimy mieć wszystkie zgody rady miejskiej i prezydenta, bo do miasta należy teren, na którym stoi stadion. Rozmowy utknęły trochę w miejscu, ale wciąż wierzymy, że uda się je pozytywnie zakończyć. Dalsze kroki zależą tylko i wyłącznie od decyzji władz miasta.

Już wiele razy słyszeliśmy, że na przeszkodzie wszelkich sportowych inwestycji stoją władze Łodzi.

- Zdaję sobie sprawę, że sprawy administracyjne czasem mogą trwać długo. Mam jednak nadzieję, że w naszym przypadku decyzja zapadnie szybko. Zostawiłem panu prezydentowi propozycję umowy dzierżawy przez Widzew tego obiektu wraz z terenami przyległymi i czekam na odpowiedź. Jeśli pozytywną decyzję wyda rada miejska, a później swój podpis złoży pan prezydent - wtedy będziemy mogli rozpocząć kolejny etap prac.

Czyli?

- Wtedy zastanowimy się, z kim ten stadion budować. Niestety - budowa stadionu w żadnym mieście w Polsce w tej chwili się nie opłaca. Z tego względu musimy wybudować coś więcej niż tylko stadion, co będzie służyło pozyskiwaniu dodatkowych środków przez klub. Dlatego mamy pomysł, by wokół stadionu powstały powierzchnie komercyjne, które będą zarabiać na piłkarski obiekt, w tym także centrum rozrywkowo-handlowe. Przy okazji stworzymy fajny punkt prawie w samym centrum Łodzi.

To już wszystko jasne. W środę widziałem pana w Galerii Łódzkiej. Podglądał pan, jak to wygląda od środka?

- (śmiech) Oczywiście wiedziałem już wcześniej. Ale my myślimy o czymś innym. Chcemy, by nasze centrum spełniało nie tylko funkcję handlową, ale także sportową, rozrywkową i hotelową. Wyobraźmy sobie rodzinę, która w sobotę odwiedza nasze centrum. Ojciec z synem idą na kręgle, a mama robi zakupy. O godz. 19 idą na mecz na bezpiecznym, nowoczesnym stadionie.

To centrum rozrywkowo-handlowe ma być wbudowane w trybuny czy ma stanąć obok?

- Teren, o którego dzierżawę się staramy, ma ponad 7 ha. Galerie handlowe powstają zwykle na obszarze 2, może 2,5 ha, więc miejsca jest dużo. Jak będzie to wyglądało na Widzewie, to kwestia projektów architektonicznych. Na pewno chcemy budować z inwestorem, który działa w tej branży. My znamy się na stadionach, a on na budowie powierzchni komercyjnych.

A może właśnie to centrum jest problemem dla władz miasta. Wcześniej była mowa o samym stadionie.

- W Łodzi cały czas jest deficyt na powierzchnie handlowe, restauracje, kina, hotele i centra sportowe. To wręcz dla miasta bardzo korzystne rozwiązanie. W tej chwili na tym terenie nie ma nic. Miasto jest naszym partnerem, bo władze Łodzi chcą, aby takie miejsce powstało. Wszystko trwa długo przez sprawy administracyjne. Ale jestem pewien, że odpowiedź będzie pozytywna.

Widzew chce ten teren wydzierżawić czy może jednak kupić?

- Najchętniej kupić, ale nie ma w tej chwili takiej możliwości. Dlatego chodzi nam o dzierżawę - to bezpieczne wyjście dla obu stron. Oczywiście najkorzystniej byłoby, gdyby miasto wybudowało dwa stadiony - dla ŁKS i Widzewa. Chętnie byśmy taki obiekt dzierżawili, ale zdajemy sobie sprawę, że to niemożliwe. Mamy więc dwa wyjścia - albo nie będziemy robić nic i ten obiekt wciąż będzie niebezpieczny, nieprzyjazny dla kibiców i będzie niszczał, albo będziemy realizować wielki łódzki projekt, który będzie ewenementem na skalę europejską.

W lipcu Widzew przedstawił projekt stadionu autorstwa Jacka Ferdzyna. To on będzie realizowany?

- Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Najpierw musimy uzgodnić dzierżawę tego terenu i podpisać z miastem stosowne umowy. Dopiero później zajmiemy się projektem architektonicznym. I jestem pewien, że przy al. Piłsudskiego stanie prawdziwe cacko. To nie będzie zwykły stadion, to będzie Centrum Widzew.

Kiedy pójdziemy do tego centrum?

- Nie możemy zadeklarować terminów, dopóki nie będziemy mieli umowy dzierżawy, których otrzymanie determinuje termin rozpoczęcia prac.

Wyobraźmy sobie, że będziecie mieli ją za tydzień.

- Wtedy będziemy kontynuować rozmowy z inwestorami. Zapewniam, że to gracze światowi. Na razie wyczuwamy nastroje, próbujemy ich tym zainteresować. Wszystkie badania wskazują, że takich powierzchni w Łodzi wciąż brakuje, więc na pewno zainteresowanie będzie. Tym bardziej że połączymy to z marką Widzew. Myślę, że w kilka miesięcy zakończymy rozmowy. I zbudujemy wspaniały obiekt, jakich brakuje nawet w Europie. Dwa są chyba w Niemczech, jeden ma Benfica Lizbona. Taki obiekt buduje się około 2,5 roku. To świetnie funkcjonuje, kluby zarabiają. A to właśnie nasz cel. Pan Cacek chce, aby zysk trafiał tylko i wyłącznie do klubu, na jego rozwój.

Dziś bilety na mecze Widzewa są bardzo drogie. Kibice boją się, że będą jeszcze droższe, gdy drużyna będzie grać na nowym stadionie.

- To będzie stadion dla kibiców Widzewa. Moim zdaniem bilety nie są dziś bardzo drogie, bo wystarczy kupić je wcześniej za kilkanaście złotych. A poza tym, nowy większy stadion daje większe możliwości, bo na niego ma głównie zarabiać centrum rozrywkowo-handlowe.

Tylko jak je zbudować, skoro panuje kryzys?

- Dlatego chcemy postawić na inwestorów zagranicznych. Zdajemy sobie sprawę, że polskie firmy nie mają tak dużych środków.

Jakich?

- Kilkaset milionów złotych, około 200 mln euro.

W pierwotnych planach po rozbudowie stadion miał pomieścić 19,1 tys. widzów. Coś się zmieniło?

- Jako doradca zarządu będę podpowiadał, by nie popadać w gigantomanię. Nie ma sensu zbudowanie wielkiego obiektu, który będzie świecił pustkami. Dlatego raz jeszcze należy rozważyć, jaka liczba miejsc będzie najbardziej optymalna na tym etapie. Chyba lepszy byłby stadion dla 16 tys. kibiców. Oczywiście można go tak zaprojektować, by w przyszłości rozbudować go nawet o 15 tys. miejsc.

W trakcie budowy drużyna będzie musiała wyprowadzić się na inny stadion czy będzie mogła rozgrywać mecze przy al. Piłsudskiego?

- Chcielibyśmy, aby grała tutaj. Ale jeśli nie będzie to możliwe, to na czas remontu poszukamy innego obiektu.

To wszystko, o czym pan mówi, brzmi pięknie. Naprawdę wierzy pan, że to się uda?

- To na pewno piekielnie trudne zadanie. Gdybyśmy budowali sami stadion i dostali na to pieniądze, to taki obiekt stanąłby w półtora roku. Nie byłoby problemu. Ale to nie ma sensu, to ekonomicznie nieuzasadnione. Stadion musi na siebie zarabiać. Wierzymy, że miasto nam pomoże, bo chyba nie wymagamy zbyt wiele. Liczymy tylko na dzierżawę terenu, który dziś jest niezagospodarowany. A ja już widzę tutaj stadion. Obszedłem teren i jest idealny, bardzo dobrze położony, blisko centrum, blisko stacji kolejowej, autostrady i ul. Piotrkowskiej, z bardzo dobrze rozwiniętym węzłem komunikacyjnym. To doskonałe miejsce na taką inwestycję. Kielce chwalą się Koroną, Łódź może się w niedługim czasie chwalić Widzewem, tym bardziej że nasz projekt jest unikatowy.

Wasze centrum ma zarabiać na stadion. Także na silną drużynę?

- Nie zajmuję się strategią sportową Widzewa, ale miałem możliwość uczestniczenia w kilku spotkaniach szefów klubu i powiem szczerze, że plany są imponujące. Jestem przekonany, że na nowym pięknym stadionie będzie grała bardzo dobra drużyna.

Na budowie Centrum Widzewa pana rola w klubie się zakończy?

- Nie wiem. Przez kilka lat na pewno będę miał co robić.

* Robert Pietryszyn ma 28 lat. Pochodzi z opolszczyzny. Z wykształcenia jest prawnikiem i ekonomistą. W 2006 r. został prezesem Zagłębia Lubin. Doprowadził do generalnej rozbudowy stadionu w Lubinie. Chociaż przyznaje się, że nie zna się na piłce nożnej, to pod jego zarządem Zagłębie sięgnęło po mistrzostwo kraju i Superpuchar Polski. Prezesem Zagłębia przestał być w marcu tego roku.