Sport.pl

100 sekund do szczęścia Widzewa

Niespełna dwóch minut zabrakło piłkarzom z al. Piłsudskiego, by po raz pierwszy w historii wygrać ligowy mecz z Koroną Kielce. Ale prawda jest też taka, że na zwycięstwo nie zasłużyli


Zaczęło się wspaniale. Już w 7. min wygwizdywany i wyzywany przez kibiców Korony jej były piłkarz Marcin Robak ograł na lewym skrzydle Łukasza Nawotczyńskiego i Kamila Kuzerę i dośrodkował w pole karne do Radosława Matusiaka. Ten przyjął piłkę na klatkę piersiową i głową uderzył na bramkę Korony. Radosław Cierzniak zdołał ją odbić, ale na szczęście dla widzewiaków prosto pod nogi Adriana Budki. Widzew prowadził 1:0.

Ale później było jeszcze lepiej. W 26. min Tomasz Lisowski strzelił jednego z najpiękniejszych goli w karierze - z rzutu wolnego z około 20 metrów. Uderzona przez niego lewą nogą piłka przeleciała nad murem, odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Cierzniak zdążył tylko ruszyć głową. Prawie 15 tys. kibiców na stadionie w Kielcach było w szoku. W pierwszym meczu na wiosnę ich drużyna przegrywała dwoma golami z zespołem, który w lidze nigdy z nią nie wygrał.

Ale do Kielc przyjechał nowy - i jak zapowiadali przy al. Piłsudskiego - lepszy Widzew. Z nowym trenerem i czterema, a właściwie pięcioma nowymi piłkarzami w pierwszym składzie. Wojciech Szymanek z powodu kontuzji ostatni raz grał w lidze rok temu.

W nowym Widzewie najlepszy był... Robak. Strzelec 13 goli jesienią często cofał się po piłkę do linii środkowej boiska, rozgrywał, schodził na skrzydła. Nic dziwnego, że był w pierwszej połowie najczęściej faulowanym widzewiakiem. Miał też okazję do zdobycia gola. W 45. min w polu karnym Korony ograł Nawotczyńskiego, ale strzelił minimalnie niecelnie. - Gdybym trafił, byłoby 3:0 i rywale już by się chyba nie podnieśli - żałował po meczu. I chyba miał rację...

Wcześniej dobrą okazję zmarnował też Ugo Ukah, który po dośrodkowaniu Lisowskiego z rzutu rożnego nie trafił głową w piłkę. Gospodarze też mieli swoje szanse przed przerwą. Najpierw jednak - w 38. min - Piotr Gawęcki popsuł świetną kontrę, a pięć minut później potężny strzał Jacka Kiełba obronił Maciej Mielcarz. I kiedy wydawało się, że widzewiacy zejdą do szatni, prowadząc 2:0, niezawodny Edi Andradina już w doliczonym czasie gry pokonał Mielcarza z rzutu wolnego. Wcześniej Lisowski faulował Kamila Kuzerę.

- Chyba za wcześnie uwierzyliśmy w zwycięstwo. Na pewno mogliśmy inaczej rozegrać ostatnie minuty pierwszej połowy - mówi Robak. - Chcieliśmy cały czas grać do przodu, a w efekcie straciliśmy piłkę i gola. Piłkarze Korony uwierzyli, że mogą przynajmniej zremisować.

Na drugą połowę wyszła już inna Korona i - niestety - inny Widzew. Łodzianie na własnej połowie czekali na ataki gospodarzy. To był błąd. - Moi piłkarze chyba podświadomie się cofnęli i zaczęła się wybijanka - mówi Paweł Janas.

Zanim stadion w Kielcach oszalał z radości, najpierw trzykrotnie zatrząsł się ze złości. Za pierwszym razem w 56. min, gdy Gawęcki po koronkowej akcji z Pawłem Sobolewskim w polu karnym strzelił po ziemi, ale piłka otarła się o słupek. Później w 78. min, kiedy Łukasz Cichos fatalnie przestrzelił, będąc na wprost bramki. I po raz trzeci - gdy Gawęcki z bliska strzelił głową prosto w ręce Mielcarza. Przez ten cały czas - od 46. do 93. min gospodarze atakowali, a widzewiacy bronili prowadzenia. - Brakowało nam piłkarza, który umiałby przetrzymać piłkę i odsunąć grę od naszej bramki. Chyba jedynym takim zawodnikiem był Marcin Robak - słusznie stwierdził Jarosław Bieniuk.

W 92. min i 20. sekundzie Edi dośrodkował w pole karne, a tam niepilnowany Nawotczyński strzałem głową nie dał szans Mielcarzowi. - Pokazaliśmy charakter - cieszył się Kuzera. - A Widzew niczym szczególnym nas nie zaskoczył.

Niestety, miał rację. Widzew przypominał drużynę z jesieni - bez lidera w środku pola, bez cwaniactwa i znów - niestety - trochę bez charakteru, którego Koronie nie zabrakło.

Korona - Widzew 2:2 (1:2)

Gole: Edi (45.+2), Nawotczyński (90.+2) - Budka (7.), Lisowski (26.)

Korona: Cierzniak - Kuzera Ż (64. Kozubek), Nawotczyński, Markiewicz, Szyndrowski - Kiełb, Wilk (46. Cichos), Zganiacz, Sobolewski - Edi, Konon (35. Gawęcki).

Widzew: Mielcarz - Broź, Ukah, Bieniuk, Lisowski - Budka, Szymanek Ż, Grzeszczyk (80. Panka), Sernas (58. Jarmuż Ż) - Matusiak (72. Oziębała), Robak.

Sędziował: Szymon Marciniak z Płocka

Widzów: 15 tys.