Widzew się skompromitował i stracił Robaka

Piłkarze z al. Piłsudskiego nie zagrozili bramce słabiutkiej Stali Stalowa Wola, nawet wtedy, gdy przez ponad 20 minut grali w przewadze jednego zawodnika. Po raz kolejny w tym sezonie się skompromitowali.
Bezbramkowe remisy na obcych boiskach powoli stają się niechlubną tradycją Widzewa. Tak było też w sobotę w Stalowej Woli, gdzie podopieczni trenera Pawła Janasa zmierzyli się z walczącą o utrzymanie Stalą. Spotkanie cieszyło się ogromnym zainteresowaniem fanów gospodarzy, którzy wypełnili niewielki stadion do ostatniego miejsca. - Cały sezon czekaliśmy właśnie na ten mecz - mówił przed rozpoczęciem spotkania jeden z porządkowych. - Nie pamiętam, kiedy wcześniej na naszym obiekcie było aż tylu kibiców. Zapowiada się wielkie widowisko.

Ale z wielkiego widowiska wyszły nici. Mecz stał na żenująco niskim poziomie. Najgorsze jest to, że duży w tym udział mieli piłkarze Widzewa, a z przebiegu gry nie było widać ŻADNEJ różnicy pomiędzy wiceliderem pierwszej ligi (naszpikowanym zawodnikami o znanych nazwiskach i byłymi reprezentantami Polski), a jednym z najsłabszych zespołów w lidze, którego celem jest jedynie utrzymanie.

Goście (bez Ugo Ukaha, Radosława Matusiaka i Przemysława Oziębały) rozpoczęli mecz w bardzo defensywnym ustawieniu, z osamotnionym Marcinem Robakiem w ataku. - Powiedziałem piłkarzom, żeby uważali w pierwszych minutach, aby znowu nie stracić bramki. A oni całkowicie zapomnieli o tym, że trzeba też atakować - opowiadał rozżalony Janas.

Wspierać Robaka mieli skrzydłowi - Wojciech Jarmuż i Adrian Budka. Temu pierwszego na pewno nie można było odmówić zaangażowania. W pewnym momencie, w starciu z trzema obrońcami Stali walczył tak ambitnie, że skończył z rozerwaną koszulką. Z kolei grający po prawej stronie Budka znowu zawiódł na całej linii, choć to właśnie dzięki niemu widzewiacy stworzyli najgroźniejszą sytuację w meczu. W 41. min kapitan łódzkiej drużyny dośrodkował w pole karne do Łukasza Masłowskiego, ale ten nie trafił głową w piłkę. Więcej sytuacji podbramkowych goście nie mieli i to... w całym meczu. A jak wyglądało "konstruowanie" ataków przez podopiecznych Janasa? Chyba gorzej niż w wielu juniorskich drużynach. Widzewiacy po prostu wybijali piłkę do Robaka. Ale szans na powodzenie dużego nie było, bo niemal przez całe sobotnie spotkanie najlepszego piłkarza łodzian skutecznie pilnowało dwóch obrońców Stali. Robak nie miał żadnego wsparcia kolegów.

A stałe fragmenty gry? W nich też widzewiacy nie mogli w żaden sposób zagrozić bramce gospodarzy. Były reprezentant Polski Tomasz Lisowski po prosto nie umie dośrodkowywać. Przeszedł samego siebie w pierwszej połowie. Rzut wolny z 25 metrów wykonał w stylu Tomasza Stępnia, rugbisty Budowlanych, który często kopie rzuty karne i podwyższenia. Piłka przeleciała dobre pięć metrów nad bramką Tomasza Wietechy. Dobrą zabawę mieli miejscowi kibice, bo to wykonanie rzutu wolnego wywołało salwę śmiechu na trybunach. - Nie rozumiem, jak tak można - denerwował się Janas. - W pole karne idzie dwóch naszych wysokich stoperów, a ten posyła piłkę w trybuny.

Ale największą słabość i irytującą bezradność widzewiaków najlepiej pokazała druga połowa meczu. Po raz kolejny między 50. a 60. minutą drużyna Janasa wyglądała, jakby wcześniej rozegrała trzy spotkania pod rząd. Nic dziwnego, że słabnący z minuty na minutę, oddychający rękawami Wojciech Szymanek często musiał faulować rywali w środku pola, aby przerwać ich akcje.

Mimo wszystko trzeba przyznać, że w sobotę los był bardzo łaskawy dla widzewiaków. W 68. min za faul na Masłowskim drugą żółtą (i w efekcie czerwoną) kartkę zobaczył Paulius Paknys. Co na to goście? Mimo przewagi zawodnika, wciąż grali przeraźliwie słabo i nie potrafili stworzyć żadnego zagrożenia pod bramką Stali! W dodatku w końcu stało się to, czego kibice drużyny z al. Piłsudskiego od dłuższego czasu obawiali się najbardziej. Często faulowany, popychany i szarpany za koszulkę Robak w ostatnich minutach nie wytrzymał i w pojedynku o górną piłkę sfaulował zawodnika Stali - za co został ukarany czwartą w tym sezonie żółtą kartką. To oznacza, że nie zagra w następnym meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała, podobnie zresztą jak Ukah i Łukasz Broź, który w pierwszej połowie rozciął głowę, ale wcześniej zobaczył siódmą żółtą kartę w rozgrywkach. Szczególnie bez Robaka bardzo ciężko będzie wygrać widzewiakom.

Stal - Widzew 0:0

Stal: Wietecha - Wieprzęć, Piszczek, Treściński, Lebioda (74. Maciorowski) - Karcz (77. Szwajdych), Paknys Ż CZ, Uwakwe, Trela - Cebula, Salami Ż (90. Wasilewski)

Widzew: Mielcarz - Broź Ż (38. Bednar), Stawarczyk Ż, Bieniuk, Lisowski - Budka, Szymanek, Panka, Masłowski (79. Milosevski), Jarmuż Ż (58. Sernas) - Robak Ż

Sędziował: Mariusz Podgórski z Wrocławia

Widzów: 6 tys.