Może gdyby bramkarz złamał mi nogę?

- Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby sędzia uznał, że byłem faulowany - zastanawia się Łukasz Masłowski, który w ostatnim spotkaniu Widzewa wszedł na boisko w 86. min i zanim mecz się skończył, wyleciał z niego
Z trzech czerwonych kartek, na jakie widzewiacy zapracowali w tym sezonie, ta była najbardziej kontrowersyjna. Jeszcze jesienią za dwie żółte kartki w meczu z Wartą Poznań boisko musiał opuścić Piotr Stawarczyk. Wtedy dwa razy faulował. - Jedną kartkę dostałem jak najbardziej słusznie, druga była kontrowersyjna - wspomina stoper Widzewa. Kontrowersji nie było za to w niedawnym meczu z Dolcanem Ząbki. Maciej Mielcarz na pewno na czerwoną kartkę zasłużył.

W piątkowym spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała Łukasz Masłowski wszedł na boisko w 86. min i chwilę później powalił rywala na murawę. - Faulowałem. Sędzia miał prawo ukarać mnie żółtą kartą - przyznaje piłkarz. Kilka minut później po podaniu Darvydasa Sernasa Masłowski wbiegał w pole karne. Był sam na sam z bramkarzem Podbeskidzia, który wyszedł niemal pod linię końcową pola karnego, by zablokować widzewiaka. I tak się stało - Masłowski przeleciał ponad Łukaszem Merdą. Rzut karny wydawał się ewidentny. Sędzia Tomasz Musiał był jednak innego zdania, uznał, że widzewiak chce wymusić rzut karny i pokazał mu drugą żółtą kartkę. - Faul bramkarza Podbeskidzia był ewidentny, to w ogóle nie podlega dyskusji - stanowczo twierdzi Masłowski. - Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby sędzia uznał, że byłem faulowany. Może bramkarz rywali miał mi złamać nogę? Decyzja sędziego była dziwna, tym bardziej że jego asystent od razu zasygnalizował faul i pobiegł do linii końcowej, co oznacza rzut karny.

To piąta i szósta żółta kartka Masłowskiego w tym sezonie. A to oznacza, że nie będzie musiał pauzować w kolejnym meczu. - Ale każda następna kartka już eliminuje mnie z gry. Do końca sezonu jest jeszcze sześć kolejek i byłoby mi szkoda, gdybym w którymś z meczów nie mógł pomóc kolegom - martwi się piłkarz i nie wyklucza, że poprosi działaczy Widzewa o pomoc w odwołaniu. - W ekstraklasie na pewno można się odwoływać i podejrzewam, że w pierwszej lidze też. Nasz mecz był rejestrowany przez telewizję, "Gazeta" ma zdjęcie, na którym widać, że jestem faulowany. Jeśli to mogłoby pomóc, to poproszę w klubie, żeby odwołać się od tej kartki i postarać się ją anulować.

Na szczęście niepodyktowany rzut karny nie miał wpływu na rozstrzygnięcie piątkowego meczu, bo Widzew wygrał 3:0. Ale sprawiedliwie trzeba oddać piłkarzom z Bielska-Białej, że i ich sędzia raczej skrzywdził. Jeszcze w pierwszej połowie - przy wyniku 0:0 - w starciu ze Stawarczykiem w polu karnym upadł napastnik Krzysztof Chrapek. Powtórki nie rozwiewają wątpliwości do końca, ale arbiter chyba miał prawo przerwać grę. Napastnik Podbeskidzia jest pewny, że faul był. - Rzut karny był ewidentny - twierdzi i dodaje: - Obrońca Widzewa nie trafił w piłkę, tylko kopnął mnie w nogę. Ale sędzia chyba bał się podyktować karnego.

Co na to Stawarczyk? - Rozumiem, że może to być kontrowersyjna sytuacja - mówi obrońca łódzkiej drużyny. - Między nami rzeczywiście był kontakt, ale na pewno nie było faulu. Najpierw trafiłem w piłkę. Jestem przekonany, że sędzia podjął słuszną decyzję.