Widzewska radość do rana

Pokaz fajerwerków, strzelające korki od szampana oraz wielka radość piłkarzy i kibiców - tak wyglądał niedzielny wieczór na stadionie przy al. Piłsudskiego.
- Wielkie świętowanie z awansu do ekstraklasy zacznie się już w niedzielę. Innej opcji nie ma - zapowiadali piłkarze Widzewa przed meczem ze Zniczem Pruszków. I słowa dotrzymali. Wygrali 2:0 i po roku gry w I lidze zapewnili sobie powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. A po meczu świętowali. Tak efektownej fety przy al. Piłsudskiego nie było dawno. Był pokaz sztucznych ogni, a na boisku szampan lał się strumieniami. Wszystko to przy niesamowitym dopingu kibiców. - Stworzyli wspaniałe widowisko - przyznał strzelec pierwszej bramki Przemysław Oziębała. - To w dużej mierze także ich wielki sukces, bo byli z nami na każdym meczu w sezonie. Dzięki nim grało się nam dziś rewelacyjnie.

Zabrakło tylko słynnego przeboju Queen "We Are the Champions". - Spokojnie, już niedługo nasi fani go usłyszą - obiecywał Marcin Robak, który w tym sezonie zdobył 20 goli. Do najskuteczniejszego piłkarza ligi - Ilijana Micanskiego z Zagłębia Lubin - traci cztery bramki. Robak był już blisko, by go dogonić, ale Bułgar w piątkowym meczu z Koroną Kielce strzelił trzy gole. - Rzeczywiście, będzie mi trudno go wyprzedzić, ale zapewniam, że nie składam broni - obiecuje widzewiak. - Mamy jeszcze dwa mecze, więc będą jeszcze okazje. Ale jeśli nie uda mi się wygrać z Micanskim, to nie będę robił z tego tragedii. Najważniejsze, że Widzew znowu jest w ekstraklasie.

Robak dodał: - To są jedne z najwspanialszych chwil w moim życiu. Po raz pierwszy w karierze awansowałem i może dlatego ten sukces smakuje tak wyjątkowo. Szykuje się wspaniała noc. Na pewno gdzieś się z chłopakami z drużyny wybierzemy i razem z kibicami będziemy imprezować do białego rana - zapowiadał.

Rzeczywiście, zabawę piłkarze rozpoczęli tuż po meczu na stadionie, a skończyli w jednym z nocnych klubów w centrum. Nie mogła jednak trwać zbyt długo, bo wszyscy musieli się stawić na porannym treningu. Poza tym do końca rozgrywek pozostały jeszcze dwie kolejki - Widzew zagra na wyjeździe z Wisłą Płock, a później, 5 czerwca, z Odrą Opole przy al. Piłsudskiego. Właśnie wtedy ma się odbyć prawdziwa i efektowna feta. Na razie jednak widzewiacy mają skupić się na ostatnich spotkaniach. - To nie koniec sezonu. Awansowaliśmy, ale teraz mamy kolejny cel - chcemy zakończyć rozgrywki na pierwszym miejscu - zapowiada Oziębała.

Ostatnie mecze będą też ważne dla niektórych piłkarzy, bo na pewno przynajmniej kilku z nich będzie musiało przekonać do siebie trenera Pawła Janasa. Szkoleniowiec da pewnie więcej szans gry m.in. Radosławowi Matusiakowi, Łukaszowi Masłowskiemu, Darvydasowi Sernasowi czy Dejanowi Miloseskiemu. - W tym sezonie miałem problemy zdrowotne i głównie przez to wypadłem ze składu - mówi Masłowski. - Zapewniam jednak, że postaramy się wygrać dwa mecze, które nam jeszcze pozostały, a po zakończeniu sezonu zrobię wszystko, żeby wywalczyć miejsce w podstawowym składzie. Czuję się widzewiakiem z krwi i kości i bardzo chcę zostać w klubie.

Wracając do Janasa, dopiero w niedzielę zgodził się przyjmować gratulacje. Wcześniej - mimo kolejnych wygranych - przestrzegał przed przedwczesną radością. - Jestem ogromnie szczęśliwy - cieszył się w niedzielę przed północą. - Nie pamiętam już tak dobrze dnia, w którym awansowałem do ligi jako piłkarz 34 lata temu, ale na pewno musiałem być równie zadowolony. To wspaniałe chwile. Widzew wraca tam, gdzie jego miejsce, a rok gry na zapleczu ekstraklasy to dla tego klubu i tak za długo. Poza tym to świetna wiadomość dla wszystkich łódzkich kibiców, bo przecież w przyszłym sezonie znowu będzie wielkie piłkarskie święto, czyli derby, które elektryzują całą Polskę.