Widzew skończył sezon na tronie

Widzewiacy pokonali Wisłę Płock i zapewnili sobie pierwsze miejsce na koniec sezonu. Sezonu, który dla nich niestety, już się skończył
W najbliższy piątek przy al. Piłsudskiego miała być wielka feta. Na mecz z Odrą Opole pozostało już tylko niewiele ponad 1,5 tys. biletów i komplet na trybunach był pewny. Tym bardziej że szefowie Widzewa zapowiadali wielki show na koniec bardzo udanego sezonu. Meczu z Odrą na 100 proc. jednak nie będzie. Kilka dni temu Wydział Dyscypliny PZPN zawiesił klubowi z Opola licencję na grę w pierwszej lidze. Powód to oczywiście finansowe zaległości. W ten weekend Odra nie zagrała z Górnikiem Łęczna i nie zagra też w piątek. O odwieszenie licencji nikt w klubie z Opola walczyć na pewno nie będzie. - Bardzo żałuję, że nie rozegramy ostatniego meczu - mówi trener widzewiaków Paweł Janas. - Zresztą w ogóle nie rozumiem decyzji o zawieszeniu licencji Odrze na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Tym bardziej że drużyna z Opola już wcześniej spadła, a my zapewniliśmy sobie awans. O nic nie gra też Górnik, z którym Odra miała grać w tej kolejce. Mogli już pozwolić opolanom dograć ten sezon do końca.

Twardy orzech do zgryzienia mają teraz działacze Widzewa, bo ponad sześć tysięcy biletów i karnetów jest już sprzedanych, a oni obiecali kibicom fetę z powodu awansu do ekstraklasy. W klubie chcieliby zaprosić do Łodzi Ruch Chorzów i z tą drużyną rozegrać sparing. Kibice obu klubów się przyjaźnią, a poza tym trenerem Ruchu jest Waldemar Fornalik, który w bardzo dużym stopniu przyczynił się przecież do sukcesu Widzewa. - Rzeczywiście staramy się o to, by drużyna z Chorzowa do nas przyjechała - przyznaje Marcin Animucki, prezes łódzkiego klubu. - Na razie jednak nie ma żadnych konkretów. Ale na pewno coś zorganizujemy.

Odwołanie meczu z Odrą nie cieszy też piłkarzy, którzy ostatnio są w bardzo dobrej formie i przede wszystkim Marcina Robaka, który cały czas miałby teoretyczną szansę na koronę króla strzelców. Robak strzelił 20 goli, a Ilijan Micanski z Zagłębia Lubin o cztery więcej. - Z tego, co słyszałem, klub z Opola chyba się odwoła. A może jednak zagramy? - zastanawia się napastnik Widzewa, ale za chwilę dodaje. - Wyprzedzić Micanskiego byłoby już raczej trudno. Czy się już pogodziłem z tym, że królem strzelców jednak nie będę? Nic na siłę. Ostatnio w zdobywaniu goli wyręczali mnie koledzy i wygrywaliśmy, więc drużynie nic się nie stało. Moje 20 goli to nie jest chyba zły wynik, teraz spróbuję tyle zdobyć w ekstraklasie.

W sobotnim meczu z Wisłą Płock Robak bardzo się starał, by swoje bramkowe konto powiększyć. Najlepsze okazje miał w końcówce. W 86. min po podaniu Dejana Miloseskiego był sam na sam z bramkarzem gospodarzy, ale z ostrego kąta strzelił bardzo wysoko nad bramką - postawił na siłę, zamiast na technikę. Kilka minut później próbował z rzutu wolnego, ale górą był Artur Melon, który złapał piłkę, a już w doliczonym czasie gry bramkarz Wisły (zresztą wychowanek Widzewa) wygrał z Robakiem po raz drugi - tym razem obronił jego bardzo ładny strzał głową.

W Płocku najlepszego strzelca Widzewa wyręczali koledzy. W 28. min gola numer jeden dla łodzian zdobył Mindaugas Panka, dla którego była to szósta bramka w sezonie, a w 57. min Melona pokonał Łukasz Grzeszczyk. On trafił po raz pierwszy dla Widzewa w tym sezonie, ale gola nie zdobył także jesienią, kiedy był piłkarzem... Wisły. Od pierwszej minuty widać zresztą było, że Grzeszczykowi bardzo zależy na dobrym występie. On pierwszy próbował w tym meczu pokonać bramkarza gospodarzy. Najpierw - w 10. min - strzelił jednak niecelnie, a chwilę później Melon obronił jego strzał. Przy kolejnej próbie nie miał już szans. Gol był zresztą bardzo ładny, bo Grzeszczyk strzelił go zza pola karnego. Wysunięty kilka metrów przed bramkę Melon tylko musnął piłkę, która przeleciała nad jego głową, odbiła się od słupka i wpadła do bramki. - Czy chciałem tak strzelić? Po prostu uderzyłem. Starałem się tylko, by piłka odchodziła trochę w bok. Udało się i nawet ładnie wyszło - cieszył się młody pomocnik, który w końcówce sezonu spisuje się nieźle. - Dlatego szkoda, że liga się kończy - żałuje.

Grzeszczyk z pewnością był jednym z bohaterów sobotniego meczu, ale do jego kolegów też nie można mieć większych zastrzeżeń - grali na luzie, widać było, że nie ciąży na nich żadna presja. W końcówce meczu mieli już bardzo dużą przewagę. Trzeba jednak odnotować, że obrońcom zdarzyło się kilka błędów, a Maciej Mielcarz chyba źle interweniował przy golu zdobytym przez Macieja Wyszogrodzkiego w 21. min. Zawodziła też skuteczność (doskonałą okazję zmarnował m.in. Radosław Matusiak w 78. min) i po raz kolejny zawiódł Darvydas Sernas, któremu Janas dał szansę gry od początku i którego zmienił już w 56. min. Ale Widzew wygrał w Płocku zasłużenie i zapewnił sobie pierwsze miejsce w lidze na koniec sezonu.

Wisła - Widzew 1:2 (1:1)

Gole: Wyszogrodzki (21.) - Panka (28.), Grzeszczyk (57.)

Wisła: Melon - Żytko, Jarczyk, Wyczałkowski, Chwastek - Wyszogrodzki, Sielewski (55. Iwanicki), Ragaman Ż (74. Adamczyk), Majewski, Mitura (37. Wiśniewski) - Solecki.

Widzew: Mielcarz Ż - Broź, Ukah, Bieniuk Ż, Lisowski - Sernas (56. Budka), Miloseski, Grzeszczyk (81. Szymanek), Oziębała (65. Matusiak) - Robak.

Sędziował: Leszek Gawron z Mielca

Widzów: 3,5 tys.