Sport.pl

Piłkarze ŁKS-u i Widzewa mają dosyć

Wciąż nie wiadomo, w której lidze zagrają łódzkie drużyny. - Mamy już tego serdecznie dosyć - denerwują się widzewiacy. Ełkaesiacy są w tym przypadku wyjątkowo zgodni z rywalami zza miedzy
Piłkarze obu łódzkich drużyn winy za zaistniałą sytuację nie ponoszą żadnej. A wręcz przeciwnie. Ci z al. Unii zakończyli miniony sezon w ekstraklasie na siódmym miejscu, a zważywszy na kłopoty finansowe klubu, to wynik wręcz fantastyczny. Widzewiacy też wykonali dobrą robotę - wygrali pierwszą ligę i po roku wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Radość jednych i drugich trwała jednak krótko. Najpierw ŁKS nie dostał licencji na grę w przyszłym sezonie w ekstraklasie, a później Sąd Najwyższy skierował sprawę Widzewa do ponownego rozpatrzenia przez Trybunał Arbitrażowy przy PKOl-u, który wcześniej uchylił degradację klubu. I w tej chwili widzewiacy znów są piłkarzami pierwszej ligi, chociaż i tego nie wiadomo do końca, bo o to, jak jest w rzeczywistości, spierają się nawet prawnicy.

Działacze obu klubów robią, co mogą, odwołują, gdzie się da, narzekają, a czasem robią dobrą minę do złej gry. Kiedy kwestia przyszłości ich drużyn się rozstrzygnie, kto podejmie naprawdę ostateczną decyzję i jaka ona będzie, nie wiedzą ani oni, ani nikt inny. Piłkarze tym bardziej. Na razie trenują i czekają na rozstrzygnięcia.

Ale nie wszyscy. Adam Czerkas, napastnik ŁKS-u, stwierdził, że miał grać w klubie ekstraklasy, spakował się i wyjechał ze zgrupowania w Wiśle. Piotr Świerczewski i kilku innych piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie grali przy al. Unii, czekają na rozstrzygnięcia i na obóz nie pojechali w ogóle. Do tej pory żaden nowy zawodnik nie podpisał kontraktu z ŁKS-em. Z Widzewem tylko jeden - Bośniak Velibor Durić - chociaż szefowie klubu zapowiadali poważne wzmocnienia.

- Nasza sytuacja rzeczywiście nie jest najłatwiejsza - mówi Grzegorz Wesołowski, trener ŁKS-u. - Tak samo jak atmosfera w drużynie po ostatniej niekorzystnej dla klubu decyzji wojewódzkiego sądu administracyjnego. Większości podstawowych piłkarzy kilka dni temu skończyły się kontrakty i domyślam się, że już rozglądają się za nowymi pracodawcami. No i nie dołączył do nas żaden piłkarz, którym się interesowaliśmy. Mało tego - nie możemy zaoferować nic konkretnego nawet takim zawodnikom, którzy sami się do nas zgłaszają.

Wesołowskiemu też skończyła się umowa z ŁKS-em, ale on przyrzekł sobie, że będzie czekał do końca na to, co się wydarzy. - A cały czas wierzę, że racja jest po naszej stronie i wiosną zagramy w ekstraklasie - dodaje.

Z Widzewa piłkarze odchodzić nie chcą, bo pracują w klubie, który o nich dba, a do tego zarabiają dobrze i - co bardzo w Polsce ważne - regularnie. Poza tym nie mają dobrych ofert. Dlatego większość z nich zostanie w klubie nawet w przypadku konieczności gry w pierwszej lidze. Ale widzewiacy nie ukrywają, że mają już dosyć niepewności, tym bardziej że niemal to samo przeżywali rok temu (chociaż wtedy mogli skończyć nawet w drugiej lidze). - Mam jej już serdecznie dosyć - denerwuje się obrońca Tomasz Lisowski. - Tak samo jak moi koledzy z drużyny. Po raz drugi z rzędu jesteśmy trzymani w niepewności i nie wiemy, co dalej. A chcielibyśmy skupić się tylko na przygotowaniach do nowego sezonu i nie martwić się innymi, zupełnie nie związanymi ze sportem sprawami.

A jego kolega z drużyny Maciej Mielcarz dodaje: - Kiedy przechodziłem do Widzewa z Korony Kielce, myślałem, że żadnych problemów niezwiązanych ze sportem już nie będzie. Ale koszmar wrócił - mówi. - Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że skończy się najpóźniej 15 lipca [wtedy PZPN ma podjąć ostateczne decyzje o obsadzie ekstraklasy - przyp. red]. Ale to trochę dziwne, że przez rok działacze związku nie zrobili zupełnie nic, by wszystko naprawić.

W podobnym tonie wypowiada się Jakub Biskup, skrzydłowy ŁKS-u. - To chore, że kolejny raz po zakończeniu rozgrywek nie wiadomo, które drużyny zagrają w ekstraklasie - mówi. - Proszę mi wierzyć, że ciężko zmobilizować się do treningów, nie wiedząc, w której lidze zagramy. Tym bardziej że co chwilę dostajemy zapewnienie, że wszystko będzie dobrze, a za chwilę okazuje się, że to jednak nieprawda.

Co będzie, jeśli PZPN jednak każe Widzewowi i ŁKS-owi grać w pierwszej lidze? - Liczę, że zagramy w ekstraklasie, ale wiadomo, że trzeba brać pod uwagę także ten czarny scenariusz. I jeśli, niestety, się sprawdzi, to ja i tak zostanę w Widzewie - zapewnia Mielcarz.

A Biskup? - Chcę zostać w ŁKS-ie w ekstraklasie. Jeśli będziemy w pierwszej lidze, to odejdę.