Widzew gra z Legią teoretycznie towarzysko

Łódzka drużyna zagra w piątek towarzysko z Legią Warszawa. Chociaż wszyscy dobrze wiedzą, że akurat z tą drużyną towarzysko grać się nie da
Ostatni ligowy mecz z Legią widzewiacy rozegrali w marcu ubiegłego roku. Na stadionie przy al. Piłsudskiego drużyna prowadzona wtedy przez trenera Marka Zuba przegrała 0:1. Porażka była minimalna, ale styl fatalny. Łodzianie nie oddali ani jednego strzału na bramkę równie słabych gości. Zub tłumaczył przegraną jednym błędem w defensywie, ale prawda jest taka, że przestraszył się warszawskiego zespołu i kazał swoim piłkarzom grać bardzo asekurancko. Wielu kibiców do dziś nie może mu zresztą tego wybaczyć (podobnie jak oddanych bez walki derbów).

Bo kiedy Widzew mierzy się z Legią tchórzyć nie wolno. Można słabiej grać w piłkę i biegać wolniej, ale ambicją rywali przewyższać trzeba. Nie można przed meczem marzyć o remisie, a Widzew Zuba właśnie o podziale punktów marzył. Dlatego przegrał.

Tych porażek w ostatnich latach z Legią było zresztą więcej, bo od drugiej połowy lat 90. warszawski zespół - w przeciwieństwie do Widzewa - zazwyczaj walczył o najwyższe cele. I wygrał z łodzianami osiem ostatnich meczów.

Po raz ostatni piłkarze z al. Piłsudskiego cieszyli się z trzech punktów ponad dziewięć lat temu. Wygrali wtedy na własnym stadionie 3:2. Zdecydowana większość piłkarzy, którzy grali w tamtym meczu, już zakończyło kariery. Jedynym, który zagrał wtedy i pewnie zagra dziś, jest legionista Marcin Mięciel, który niedawno wrócił do Legii po latach gry zagranicą.

W piątek Widzew zagra z wicemistrzem Polski jedynie towarzysko, ale wszyscy dobrze wiedzą, że akurat z tą drużyną towarzyszko grać się nie da. I sprzyja temu atmosfera. Mecz rozpocznie się o godz. 20.30 i będzie transmitowany przez telewizję (TV Toya). Widzew sprzedaje na ten sparing bilety, co akurat nie bardzo spodobało się fanom i przez moment myśleli nawet o bojkocie meczu. Ale chyba nie powinni się dziwić, bo ich klub coraz bardziej przypomina bank, a bank musi przecież zarabiać. Niedawno wprowadzono nawet sprzedaż ratalną karnetów, a do ich kupna marketingowcy zachęcają hasłem: "Widzewski charakter rodzi się w karnecie".

W każdym razie kibice na stadionie będą, bo do czwartku po południu sprzedano ponad trzy tysiące biletów. Nie jest to liczba oszałamiająca, ale jak na polskie warunki i trwające wakacje, to niezły wynik. Bo to przecież jedynie sparing. Z Legią, ale jednak sparing.

Widzewiaków poprowadzi dziś rzecz jasna Paweł Janas, trener-legenda Legii. Z warszawskim zespołem zdobył w latach 90. dwa mistrzostwa i dwa Puchary Polski, awansował z nim do Ligi Mistrzów. Ale dziś nie ma to wielkiego znaczenia, bo Janas ma swoje problemy. Sparing z Legią to przede wszystkim kolejny sprawdzian i poligon doświadczalny dla nowych graczy. Zobaczymy, jak w pojedynku z mocnym rywalem, i to w świetle jupiterów, zaprezentuje się Velibor Durić, który ma być w końcu rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, jakiego Widzew szukał od bardzo dawna. Zobaczymy, co potrafią testowani Michał Żółtowski z Miedzi Legnica i Branislav Atanacković z FK Smederewo i czy są w stanie zastąpić po lewej stronie defensywy poważnie kontuzjowanego Tomasza Lisowskiego. Dla Widzewa to najważniejsze aspekty dzisiejszego sparingu. No, ale to mimo wszystko mecz z Legią...