Czwarte zwycięstwo Widzewa

Piłkarze drużyny z al. Piłsudskiego wygrali u siebie z Wartą Poznań. Ale nie zachwycili
Mimo że podopieczni trenera Pawła Janasa znakomicie rozpoczęli rozgrywki (wygrali z Górnikiem Łęczna, Stalą Stalowa Wola i ŁKS-em), to przyznawali, że w niedzielę czeka ich bardzo ciężka przeprawa. Bo Warta Poznań jest teraz na pewno lepszym zespołem niż w poprzedniej rundzie, kiedy pokonała widzewiaków 3:1. Latem wzmocniła się m.in. Piotrem Reissem, który za czasów gry w Lechu strzelał gole zespołowi z al. Piłsudskiego. I właśnie były król strzelców ekstraklasy w pierwszych minutach stwarzał największe zagrożenie pod bramką Macieja Mielcarza. W 10. min po rzucie wolnym wykonywanym przez Arkadiusza Miklosika i strzale głową Reissa piłka minimalnie minęła słupek. Później 36-letni napastnik wypracował sobie znakomitą okazję, ogrywając Ugo Ukaha jak dziecko. Piłkarz Warty zdołał jeszcze groźnie dośrodkować wzdłuż pola karnego, ale na szczęście żaden z jego kolegów nie zamknął akcji.

Swoje sytuacje mieli także gospodarze, ale trzeba przyznać, że w pierwszej połowie grali słabo. Najlepszą okazję stworzyli w 13. min, kiedy z prawej strony dośrodkował Adrian Budka, Jarosław Bieniuk głową zagrał do Mindaugasa Panki, ale Litwin nie spodziewał się, że znajdzie się w tak znakomitej sytuacji, i źle przyjął piłkę.

Budka tydzień temu był bohaterem derbów, ale wczoraj spisywał się nie najlepiej. Nic dziwnego, że w przerwie trener Paweł Janas zmienił go, wpuszczając na boisko Darvydasa Sernasa.

Oprócz niezłego uderzenia zza pola karnego Piotra Grzelczaka więcej ciekawych akcji w pierwszej połowie kibice nie oglądali. Łodzianie co prawda dłużej utrzymywali się przy piłce, ale nic z tej przewagi nie mogło wyniknąć. Grali bowiem zbyt indywidualnie. Kiedy już podawali, to niedokładnie. Niewiele mógł zdziałać Marcin Robak, który przegrywał pojedynki z obrońcami Warty.

Po zmianie stron spotkanie stało na jeszcze słabszym poziomie. Gospodarze wciąż grali bardzo wolno, a ich akcje zazwyczaj kończyły się przed polem karnym.

Inna sprawa, że w drugiej części podopieczni trenera Bogusława Baniaka skupili się jedynie na obronie własnej bramki, zagęszczając pole gry i licząc tylko na nieliczne kontry.

Wreszcie w 72. min łodzianie stanęli przed wielką szansą. W polu karnym Robak zagrał do Grzelczaka, ten kopnął z woleja, lecz bramkarz wybił piłkę. Chwilę później po rzucie rożnym bliski szczęścia był Bieniuk, którego uderzenie głową w znakomity sposób obronił Łukasz Radliński. Przełomowym momentem spotkania były dwie żółte i czerwona kartka dla Marcina Wojciechowskiego, które otrzymał w ciągu... dwóch minut.

Widzewiakom wciąż nie szło, ale w końcu udało im się zdobyć gola. W 85. min na strzał z ponad 25 m zdecydował się Sernas. Radliński, który tak dobrze spisywał się do tej pory, tym razem się nie popisał. Stadion oszalał z radości. Po zdobyciu gola i przy wsparciu kibiców widzewiacy mieli jeszcze kilka szans. Świetne sytuacje stworzyli Velibor Durić oraz Piotr Kuklis, który w ostatniej minucie mógł podać do jednego z partnerów, ale wolał dryblować i w efekcie stracił piłkę.

Widzew - Warta Poznań 1:0 (0:0)

Gole: Sernas (85.)

Widzew: Mielcarz - Broź, Ukah Ż, Bieniuk, Dudu - Budka (46. Sernas), Panka (56. Grzeszczyk), Szymanek (82. Durić), Kuklis, Grzelczak - Robak.

Warta: Radliński - Otuszewski Ż, Bartkowiak, Jankowski, Ignasiński - Magdziarz, Miklosik, Bekas, Wojciechowski Ż CZ - Reiss (76. Bała), Klatt (88. Pawlak).

Sędziował: Tomasz Cwalina ze Szczecina

Widzów: 6,5 tys.