Kontrowersyjny gol dla Widzewa. Kto strzelcem?

- To ja ostatni dotknąłem piłki - cieszy się Krzysztof Ostrowski. Sędzia Wojciech Krztoń twierdzi jednak inaczej: - To była bramka samobójcza. Tak napiszę w protokole.
W 39. min meczu Widzewa z GKS-em Katowice w pole karne gości dośrodkował Adrian Budka. Na podanie czekał tam Ostrowski, którego pilnował jednak Mateusz Sroka. I to chyba obrońca z Katowic pechowo skierował piłkę do bramki. Powtórki telewizyjne nie rozwiewają wątpliwości. - Piłkarz GKS-u próbował mnie wyprzedzić i wybić piłkę, ale nie trafił w nią czysto. Odbiła się ode mnie i wpadła do siatki - tłumaczy Ostrowski i opowiada, dlaczego nie cieszył się z gola w efektowny sposób. - Podczas starcia z obrońcą mocno ucierpiałem, bo przypadkowo uderzył mnie w kolano.

Ale innego zdania jest sędzia Wojciech Krztoń, a to do niego należy ostatnie zdanie. Arbiter z Olsztyna twierdzi, że do protokołu wpisze Srokę. - To była bardzo trudna sytuacja. Na boisku bardzo trudno było ocenić, który piłkarz ostatni dotknął piłki. Wydawało mi się, że zrobił to jednak piłkarz GKS-u. Po powrocie do domu kilka razy obejrzałem powtórkę telewizyjną. Co prawda nie wyjaśniła tej kwestii do końca, ale raczej potwierdziła, że był to gol samobójczy - opowiada. I dodaje z uśmiechem: - Następnym razem niech Ostrowski strzeli tak gola, żeby nie było już żadnych kontrowersji.

Kto był strzelcem drugiego gola we wtorkowym meczu (Widzew wygrał 2:1), nie jest zresztą najważniejsze. O wiele ważniejszy jest fakt, że Widzew wygrał drugi mecz z rzędu i chyba zażegnał kryzys, chociaż w końcówce piłkarze Pawła Janasa niepotrzebnie doprowadzili do nerwówki. Wcześniej widzewiacy przypominali drużynę z początku sezonu, kiedy w sparingach wysoko ogrywali drużyny z ekstraklasy, a rozgrywki rozpoczęli od czterech zwycięstw z rzędu. Do tego przeciwko GKS-owi zaprezentowali podobną formę jak w spotkaniu z Wisłą Płock - przewyższali rywali o klasę, zdecydowanie dłużej od nich utrzymywali się przy piłce i stworzyli bardzo dużo sytuacji podbramkowych. Na wyróżnienie zasłużyli Dudu, Ostrowski, Piotr Grzelczak i Łukasz Grzeszczyk, na swoim dobrym poziomie grał też Łukasz Broź. Martwić może jedynie nieskuteczność widzewiaków. Prawie cała odpowiedzialność za zdobywanie bramek spadła na barki Marcina Robaka, który co prawda strzela gole (ma ich 4), ale jest na razie w gorszej formie niż w poprzednim sezonie.

Na słabą skuteczność drużyny uwagę zwrócił m.in. Jarosław Bieniuk. - Wszystko przez zbytnią nonszalancję w ataku - denerwował się po meczu. - Następnym razem taka postawa może się dla nas skończyć bardzo źle. Nie może być tak, że cały czas przeważamy i kontrolujemy przebieg spotkania, a na koniec musimy drżeć o wynik. Cieszymy się z kolejnego zwycięstwa, ale ta końcówka pozostawiła duży niesmak.

A Ostrowski dodaje: - Najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło. Udowodniliśmy, że kryzys mamy już za sobą.