Widzew po meczu z Pogonią. Konserwatysta Janas zaszalał i...

- Widzew jest na poziomie, o którym my na razie możemy marzyć - cmokał trener Pogoni Szczecin po porażce z łódzką drużyną. Teraz trzeba wymyślić, co zrobić, by ten poziom utrzymać.
Po poniedziałkowym zwycięstwie w Szczecinie z Pogonią (2:1) wczoraj widzewiacy przenieśli się do Świnoujścia, gdzie w czwartek stoczą nadmorską bitwę numer dwa i zmierzą się z Flotą.

To spotkanie spędza sen z powiek trenera Pawła Janasa. Po wygranej z Pogonią wcale nie miał szczęśliwej miny. - Bo przed nami bardzo trudny mecz, i to już zaraz - tłumaczył. - W Świnoujściu nie będzie takiego dobrego boiska jak w Szczecinie, takiej atmosfery, kibiców, stadionu. Do tego mamy mało czasu, by się pozbierać, nabrać sił.

Obawa Janasa przed czwartkową batalią w Świnoujściu chyba jest uzasadniona, bo jego piłkarze niestety już co najmniej dwa razy w tym sezonie pokazali, że nie radzą sobie na mniejszych stadionach, w małych miastach. Porażki w Ząbkach i Kluczborku mogą służyć za dowód. Fatalne murawy, sparingowa atmosfera na trybunach i rywale, którzy z utytułowanym i bogatym Widzewem walczą, jakby nie chodziło o ligowe punkty, a co najmniej o obronę domostw i niepodległości, to nie jest to, co widzewiacy lubią najbardziej. Ale sprostać temu trzeba.

Trener łódzkiej drużyny ma mało czasu, by obmyślić jakiś chytry plan na Flotę. Na Pogoń mu się udało. Janas, znany dotychczas jako trenerski konserwatysta, który rzadko zmienia skład, tym razem poszalał. Na własnej skórze odczuli to zwłaszcza kapitan Adrian Budka i Łukasz Grzeszczyk, bo obaj usiedli na ławce rezerwowych. Ten pierwszy zagrał w Szczecinie ledwie 10 minut, drugi w ogóle nie rozebrał się z dresu i kurtki. Janas nie bardzo chciał o tym rozmawiać. - Przecież nikomu nie obiecywałem miejsca w pierwszym składzie. A poza tym wrócili do nas reprezentanci - próbował tłumaczyć, ale raczej nikogo nie przekonał. Budka w siedmiu ostatnich meczach grał od pierwszej minuty - czy reprezentanci byli, czy nie. Teraz marzł na twardej ławce stadionu w Szczecinie - pewno nie był to przypadek.

To jednak nie koniec nowości, bo kilku innych zawodników przekonało się, jak to jest zagrać na innych niż dotychczas pozycjach. Krzysztof Ostrowski przeniósł się z lewej na prawą stronę pomocy, Piotr Grzelczak z ataku na lewe skrzydło, a Darvydas Sernas z ławki rezerwowych do ataku. Konserwatysta Janas poszalał i chyba przekonał się, że czasem warto. Ostrowski miał udział przy wszystkich golach, Sernas jednego zdobył (a powinien kolejne), a Grzelczak wywalczył rzut karny.

Na pochwały za wygraną bitwę w Szczecinie zasłużyli jednak nie tylko oni. Bez większych wpadek mecz skończyli obrońcy - Sebastian Madera wygrał chyba wszystkie pojedynki jeden na jednego (Ugo Ukah raczej do pierwszego składu już nie wróci), Jarosław Bieniuk kierował obroną, a Łukasz Broź i Dudu kilka razy wybrali się też do przodu. Stracony gol - zdobył go w 45. min Olgierd Moskalewicz - to efekt błędu pomocników Ostrowskiego i Łukasza Juszkiewicza.

Gwiazdą defensywy i tak był jednak Maciej Mielcarz, którego dwie interwencje - po strzałach Macieja Mysiaka - były niczym z Ligi Mistrzów.

Ale żeby nie było tak słodko... - Cały czas mamy problemy ze skutecznością - denerwował się Janas. - Prowadziliśmy i mieliśmy kilka okazji, by uspokoić grę, zdobywając kolejne gole. A tymczasem nawet nie wykorzystaliśmy karnego [w 53. min strzał Robaka obronił bramkarz Pogoni - przyp. red.].

I trudno z tym polemizować, chociaż trenerowi i piłkarzom Pogoni gra gości z dalekiej Łodzi się podobała. - Widzew dał nam lekcję. Był lepszy, dojrzalszy, po prostu lepiej od nas grał w piłkę. Jest na poziomie, o którym my na razie możemy marzyć - komplementował łódzką drużynę trener Piotr Mandrysz.

Czy to samo powie po czwartkowym meczu szkoleniowiec Floty Petr Nemec? W głównej mierze zależy to od samych widzewiaków. Czy będą doktorem Jekyllem ze Szczecina, czy misterem Hyde'em z Kluczborka.