Widzew: Dudu chciał popsuć show Sernasa

Miał być znakomitym skrzydłowym w Widzewie, ale mu nie szło. W poprzednim sezonie grał słabo, o jego transferze mówiło się jak o wielkim niewypale. Jednego wieczoru Darvydas Sernas wszystko zmienił.
W niedzielnym meczu ze Zniczem Pruszków 25-letni Litwin zdobył trzy gole. Kibice Widzewa często skandowali jego nazwisko, co z pewnością mu się należało. Reprezentant Litwy pokazał, że jest w bardzo wysokiej formie. Od spotkania z Pogonią Szczecin Sernas jest partnerem w ataku Marcina Robaka. I od tego czasu za każdym razem potwierdza, że właśnie na tej pozycji czuje się najlepiej. W Szczecinie zdobył pierwszą bramkę, a jeszcze przed przerwą tamtego spotkania mógł podwyższyć prowadzenie Widzewa, ale w znakomitej sytuacji spudłował.

W tej rundzie Sernas zdążył wszystkich przekonać, że jak zacznie strzelać, to później może być już tylko lepiej. W spotkaniu z Wartą Poznań popisał się przepięknym uderzeniem z prawie 30 metrów i zapewnił swojej drużynie trzy punkty. Później pojechał na mecz Pucharu Polski do Jastrzębia, gdzie dołożył dwa gole. I... nagle się zaciął. Nie dogrywał meczów do końca, wchodził na boisko z ławki albo w ogóle nie było go w kadrze, bo w tym czasie był na zgrupowaniu reprezentacji Litwy. Na szczęście dla niego ten zły czas minął...

Po świetnym występie w Szczecinie, przyszedł mecz z Flotą w Świnoujściu, gdzie Sernas także wpisał się na listę strzelców. Kumulacja jego wysokiej formy strzeleckiej nadeszła jednak w niedzielę. Boleśnie przekonali się o tym piłkarze Znicza Pruszków, którzy koszulkę z numerem 9 na pewno zapamiętają na długo. Bo Litwin urządził swój prywatny show, przy którym znakomicie się bawił. Na luzie zdobył trzy gole, z wielką łatwością ogrywał rywali. Na listę strzelców wpisał się trzykrotnie, ale tak naprawdę mógł zdobyć przynajmniej dwie bramki więcej. I gdyby mu się to udało, mógł zostać najlepszym strzelcem drużyny z al. Piłsudskiego. Raz trafił w poprzeczkę, a raz minimalnie chybił. Czego zabrakło? - Na pewno koncentracji - mówi Sernas. - Ciężko jest się skupić, kiedy prowadzimy pięcioma czy sześcioma bramkami. Na pewno mogłem trochę lepiej zachować się w tych sytuacjach. Może poniosła mnie trochę fantazja? Ale chyba nie wyglądało to tak źle? Wynik jest przecież imponujący.

Z wysokiej formy strzeleckiej Litwina bardzo zadowolony był trener Paweł Janas. - Pamiętam, że kiedy przyszedł do nas, to miał grać po lewej stronie pomocy. Szybko się okazało, że lepiej gra jednak prawą nogą. Nie szło mu na skrzydle. Ale obejrzałem jeden z jego ostatnich meczów w reprezentacji Litwy, w którym występował w ataku. Spodobał mi się. Po jego powrocie wspólnie ustaliśmy, że właśnie na tej pozycji będzie grał u nas. Jak się okazało, była to dobra decyzja. Wszyscy jesteśmy z niego bardzo zadowoleni - opowiada Janas.

A skąd nagle taka fantastyczna skuteczność całego zespołu? Piłkarze przeszli ostatnio specjalny trening strzelecki? - Tak, przeszli - odpowiada Janas i dodaje z uśmiechem. - W autokarze, jeżdżąc po całej Polsce.

Oprócz Sernasa drugim głównym bohaterem niedzielnego wieczoru był Brazylijczyk Dudu. 24-letni lewy obrońca jest jednym z najlepszych i najrówniej grających zawodników w Widzewie w tym sezonie. I gdyby spotkanie ze Zniczem trwało nieco dłużej, to miał duże szanse przyćmić spektakl Sernasa. W meczu ze Zniczem miał bowiem swoje 5 minut. Strzelił szóstą i siódmą bramkę. Ta druga spokojnie mogłaby być golem weekendu w Europie.

sport@lodz.agora.pl