I liga. Hit jesieni dla Widzewa

Gol wychowanka klubu Piotra Grzelczaka dał łódzkiej drużynie wygraną z Górnikiem Zabrze. To był ostatni mecz rundy jesiennej. Widzew zakończył ją z przewagą sześciu punktów nad drugą Pogonią Szczecin i siedmiu nad trzecim Dolcanem Ząbki
- Zabrzanie będą bardziej zmotywowani po ostatnich porażkach. Widzewiacy mają za sobą wygraną aż 7:0, mecz, w którym wszystko im wychodziło. Paradoksalnie to niezbyt dobrze - analizował Michał Probierz, w przeszłości związany z oboma klubami. I trudno nie przyznać mu racji.

Piłkarze Górnika grali ostatnio bardzo słabo, przegrali dwa mecze z rzędu. Widzewiacy grali ostatnio bardzo dobrze, wygrali dwa z trzech ostatnich spotkań, i to w świetnym stylu. Ci pierwsi mieli więc większe powody do specjalnej mobilizacji, tym bardziej że grali z liderem, który wyprzedzał ich o cztery punkty. - Ani my nie zlekceważymy Górnika, ani Górnik się nas nie przestraszy - mówił Paweł Janas. I zapowiadał fajny mecz.

Do 29. minuty hit rundy jesiennej w pierwszej lidze fajny jednak specjalnie nie był. Żadna z drużyn nie chciała odważniej zaatakować, obie strony czekały na ruch rywala. Odważniejsi okazali się widzewiacy. W siódmej minucie po dośrodkowaniu Krzysztofa Ostrowskiego Marcin Robak wyskoczył najwyżej w polu karnym, ale strzelił głową niecelnie. To była więc nieudana próba, ale będzie kolejna...

Mecz nie był porywający, sytuacji podbramkowych nie było właściwie wcale, ale to gra gości mogła się bardziej podobać. Widzewiacy dłużej utrzymywali się przy piłce, grali mądrze, często zmieniali strony. Oni - w przeciwieństwie do zabrzan - nie musieli za wszelką cenę grać o całą pulę. Ale jeśli jest okazja, to czemu nie spróbować? Piłkarze Janasa spróbowali. Dochodziła 30. minuta, kiedy Ostrowski znów dośrodkował w pole karne. Robak tym razem nie próbował jednak strzelać, tylko odegrał piłkę głową w środek pola karnego do Piotra Grzelczaka. Młody skrzydłowy Widzewa uprzedził Michała Pazdana i przyjął piłkę tak, że pozostało mu już tylko strzelić obok bramkarza Górnika. A ostatnio nie był skuteczny...

Prowadzenie gości było całkowicie zasłużone, byli lepsi właśnie o tę jedną bramkę. Warto też wspomnieć, że spisywali się również bardzo dobrze w defensywie, grali uważnie i skutecznie rozbijali próby ataków rywali. Błędy zaczęli popełniać dopiero w drugiej połowie, chociaż bez poważnych konsekwencji.

Po przerwie zabrzanie nie mieli już nic do stracenia i - czego można się było spodziewać - zaatakowali. Trener Ryszard Komornicki też robił, co mógł, i przed drugą połową dokonał dwóch zmian. Na boisko weszli dwaj ofensywni gracze - Ensar Arifović i Piotr Madejski. W 56. min obaj - ale w jednej akcji - mieli szansę na gola. Po płaskim dośrodkowaniu Grzegorza Bonina z prawej strony Bośniak nie doszedł do piłki, a Madejski strzelił wysoko nad bramką. Było jednak bardzo groźnie. Podobnie jak chwilę później, kiedy potężnym strzałem z dystansu popisał się Mariusz Magiera. Na szczęście Maciej Mielcarz wybił piłkę na rzut rożny.

Nie ulega wątpliwości, że po przerwie to zabrzanie mieli przewagę. Inna sprawa, że poza wspomnianymi sytuacjami więcej ich właściwie nie stworzyli. A im dłużej trwał mecz, tym ich przewaga była mniejsza. Widzewiacy znów zaczęli grać piłką i starali się jak najdłużej się przy niej utrzymywać. A stara piłkarska prawda mówi, że kiedy ma się piłkę, to nie ma jej rywal.

Do ataków łodzianie się nie rwali, chociaż w 84. min po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Adriana Budki Mindaugas Panka strzelił groźnie głową. Sebastian Nowak złapał jednak piłkę.

Po tym strzale zabrzanie krzywdy już łodzianom nie zrobili. Po pierwsze - byli za słabi, a po drugie - bardzo dobrze spisywali się obrońcy Widzewa.

Lider pierwszej ligi wygrał z wiceliderem zasłużenie. A Janas został siódmym trenerem Widzewa, który wygrał na stadionie Górnika.

Górnik - Widzew 0:1 (0:1)

Gol: Grzelczak (30.).

Górnik: Nowak - Kulig, Karwan Ż, Pazdan, Magiera - Bonin, Strąk (46. Arifović), Przybylski, Danch - Szczot (46. Madejski), Trznadel (85. Kiżys).

Widzew: Mielcarz - Ukah, Madera, Bieniuk, Broź Ż - Ostrowski (46. Budka), Juszkiewicz, Panka Ż, Grzelczak Ż - Sernas (90. Kuklis) - Robak.

Sędziował: Piotr Siedlecki z Warszawy.

Widzów: 17 tys.

ŁKS Łódź rozbił Motor Lublin 5:2 - czytaj tutaj »