Awantura o kasę w łódzkim sporcie. Widzew chce 3 mln

W 2010 roku miasto ma przeznaczyć na promocję Łodzi przez sport 5 mln zł. Ale łódzkie kluby chcą więcej. Dlatego chętnie chwalą się swoimi sukcesami i chętnie... wbijają szpile rywalom w walce o pieniądze. W środowisku wrze.
Promocyjne dotacje dla klubów sportowych to nic nowego. Miasto przyznaje je od lat. W 2009 roku 3 mln zł, które podzielono między 17 sekcji. Najwięcej pieniędzy trafiło na konto Widzewa i ŁKS-u (piłkarze) oraz Organiki Budowlanych (siatkarki) - po 400 tys. zł. Koszykarki ŁKS-u Siemens dostały o 50 tys. zł mniej, a na konto sekcji koszykarzy ŁKS-u Sphinx Petrolinvest i rugbistów Budowlanych trafiło po 300 tys. zł. Wszyscy narzekali, że to za mało, ale i tak byli w o niebo lepszej sytuacji niż siatkarki ŁKS-u. Ich sekcja nie dostała ani grosza, bo nie spełniała warunków - jej konto zajął komornik.

Na rok 2010 w budżecie na promocję Łodzi poprzez sport ma być o 2 mln zł więcej, ale już wiadomo, że to też za mało. Kluby chcą więcej.

Na największą dotację liczy Widzew, który chce tyle, ile przekazano 17 sekcjom w mijającym roku, czyli 3 mln zł. W klubie z al. Piłsudskiego na początek domagają się ustalenia kryteriów przyznawania pieniędzy, bo wtedy - według działaczy - wyjdzie czarno na białym, że Widzew promuje miasto najlepiej.

Schemat rozdawania pieniędzy, którymi dysponować będzie wydział sportu urzędu miasta, rzeczywiście ma powstać. Stworzyć chcą go m.in. radni z komisji sportu. Ma uwzględniać nie tylko frekwencję na meczach, ale także klasę rozgrywkową, zajmowane miejsce w tabeli oraz efekt marketingowy i medialny konkretnej sekcji. Dzięki niemu pieniądze mają być podzielone sprawiedliwie. Ale w klubach już teraz są pewni, że nie będą.

- Martwi nas propozycja podziału pieniędzy, o jakiej słyszeliśmy. Jeśli Widzew i ŁKS dostaną ponad połowę całej sumy [krążą plotki, że chodzi o 2,8 mln zł do podziału na pół - przyp. red.], żużlowcy - 800 tys. zł, a siatkarki Organiki niewiele mniej, to dla wszystkich pozostałych zostaną ochłapy - denerwuje się Piotr Kula, prezes AZS-u, w którym jest aż 11 sekcji. I dodaje: - To w ogóle zakrawa na śmiech, by takie pieniądze przeznaczać na cyrk objazdowy zwany żużlem.

O tym, że występujący w drugiej lidze (czyli tak naprawdę trzeciej) Orzeł ma dostać aż 800 tys. zł, rzeczywiście plotkuje się od dawna. Witold Skrzydlewski, sponsor klubu, a przy okazji przewodniczący komisji sportu (niedawno w ramach promocji przebrał za żużlowca wiceprezydenta Włodzimierza Tomaszewskiego), rzeczywiście liczy na więcej niż w ubiegłym roku.

- Budżet naszego klubu to 1,5 mln zł, dlatego 300 tys. zł, jakie dostaliśmy od miasta, to była kropla w morzu potrzeb - mówi "Gazecie" Skrzydlewski. - Na nasze spotkania przychodzi średnio ponad 3 tysiące widzów. Na łódzkich stadionach to druga, po piłce nożnej, frekwencja na meczach ligowych.

I dodaje: - Na pewno nie jesteśmy Widzewem, w którym uważają, że wszystko im się należy, a najlepiej wszystko za darmo.

W Widzewie nie pytaliśmy o żużel i Orła. Zapytaliśmy tylko, na ile pieniędzy w klubie liczą i dlaczego. Ale wiceprezes Mateusz Cacek wspomniał o Orle. O tym, że ma ten przywilej, że wspierają go aż cztery miejskie spółki (rzeczywiście, na żużlowych kombinezonach są logo MPK, MPO, ZWiK i GOŚ), a Widzew czy choćby ŁKS już nie.

Przykładów "sportowej rywalizacji" i "sąsiedzkiej życzliwości" jest więcej i to nawet w obrębie jednego klubu! Mirosław Żórawski, trener rugbistów Budowlanych: - Gdy ostatnio przyznawano pieniądze na promocję miasta, siatkarki Organiki [druga sekcja Budowlanych - przyp. red.] dostały o 100 tys. zł więcej od nas. A wówczas żadnym wielkim osiągnięciem pochwalić się nie mogły. Dopiero co awansowały do ekstraklasy, i tyle. Natomiast my zdobyliśmy mistrzostwo i Puchar Polski. Jeśli chodzi o kibiców, to także przyciągamy ich więcej od większości łódzkich klubów.

I podaje przykład: - Na mecze Organiki często przychodzi mniej niż tysiąc osób, a na rugby potrafi przyjść 2,5 tys. fanów.

Marcin Chudzik, działacz Organiki Budowlani, o sekcji rugby, której do niedawna był menedżerem, nie wspomina, ale chętnie mówi o piłkarzach. - Będziemy się czuć mocno skrzywdzeni, jeśli miasto da wielkie pieniądze Widzewowi i ŁKS-owi, a zapomni o siatkarkach. To byłoby po prostu niesprawiedliwe. Bo jak na razie są to kluby zaplecza ekstraklasy. A nawet jak w przyszłym roku do niej awansują, to nie zapominajmy, że polska piłka jest gdzieś na 40. miejscu na świecie, a my występujemy w trzeciej najsilniejszej lidze świata - tłumaczy.

- Oczywiście nie możemy konkurować z piłką nożną, ale I liga w piłce ręcznej, siatkówce czy koszykówce to już bardzo podobny poziom. Tymczasem ostatnim razem koszykarze ŁKS-u dostali 300 tys. zł, a my jedynie 50. Pytam więc - dlaczego? - to już Tomasz Walicki z sekcji piłki ręcznej ChKS-u.

Krzysztofa Lipińskiego, dyrektora wydziału sportu, niezbyt sportowa walka o pieniądze nie dziwi. Zaprzecza, jakoby pieniądze zostały już rozdzielone. - Nie wiem, skąd kluby czerpią informację o ich podziale - mówi. - Ale i tak - choć nie wiem, jak byśmy te pieniądze podzielili - zawsze ktoś będzie czuł się pokrzywdzony.

I dodaje: - W przyszłym roku budżet, jaki miasto przeznaczy na promocję przez sport, będzie wyższy prawie o 100 proc. niż w poprzednim. Nikt nie może powiedzieć, że Łódź skąpi na sport.

Na ile pieniędzy liczą kluby i dlaczego właśnie na tyle?

AZS (11 sekcji)

Piotr Kula

prezes AZS-u

Gdybyśmy byli poważnie traktowani, moglibyśmy zostać czołowym AZS-em w Polsce. Łódź uchodzi za miasto akademickie, a w naszym klubie szkoli się mnóstwo studentów i uczniów w aż 10 sekcjach. Promujemy więc miasto na wiele sposobów. Odnosimy sukcesy w lekkiej atletyce, judo czy nawet windsurfingu. Naszym zawodnikiem jest także jeden z najbardziej utalentowanych polskich tenisistów Jerzy Janowicz. Niedawno utworzona została sekcja pływacka, której zawodniczka - Ewa Ścieszko - zdobyła medale na niedawnych mistrzostwach Polski i popłynie na mistrzostwach Europy. Sekcja pływania najlepiej pokazuje, że AZS potrafi łączyć kluby. Odradza się także piłka ręczna, która ma perspektywy na grę w pierwszej lidze. Przy wynikach, jakie osiągamy, minimalna kwota, jaką powinniśmy otrzymać, to 250-300 tys. zł.

Dlatego martwi nas propozycja podziału pieniędzy, o jakiej słyszeliśmy. Jeśli Widzew i ŁKS dostaną ponad połowę całej sumy, żużlowcy 800 tys. zł, a siatkarki Organiki niewiele mniej, to dla wszystkich pozostałych pozostaną ochłapy. To zakrawa na śmiech, by takie pieniądze przeznaczać na cyrk objazdowy zwany żużlem.

Koszykówka

Filip Kenig

wiceprezes ŁKS-u Koszykówka Męska

Jeżeli mamy odgrywać czołową rolę w pierwszej lidze, to miasto powinno przekazać nam zdecydowanie więcej pieniędzy niż poprzednio [300 tys. zł - przyp. red]. Mamy specjalny raport, który pokazuje, jakie dyscypliny chcą oglądać łodzianie. Na pierwszym miejscu jest piłka nożna, ale na drugim koszykówka, a Marcin Gortat to sportowa twarz Łodzi. Wychowanek naszego klubu jest zresztą najbardziej rozpoznawalnym polskim sportowcem.



Witold Bak

drugi trener kobiecej drużyny ŁKS-u Siemens

Rok temu dostaliśmy 350 tys. zł, ale biorąc pod uwagę inflację, teraz powinniśmy otrzymać przynajmniej 450, 500 tys. zł.

Lekka atletyka

Dominik Gralka

prezes RKS-u Łódź

Liczymy na 120 tys. zł. Uważam, że żaden inny łódzki klub nie może się poszczycić takimi osiągnięciami w ostatnim roku jak właśnie RKS. Sylwester Bednarek w skoku wzwyż został młodzieżowym mistrzem Europy oraz zdobył brązowy medal na mistrzostwach świata w Berlinie. Jego spontaniczną radość pokazywały prawie wszystkie telewizje świata. Poza tym we wszystkich polskich programach informacyjnych obok jego nazwiska była wymieniana nazwa naszego klubu oraz to, że jest łodzianinem.

Mamy także drugiego mistrza. To Adam Kszczot, młodzieżowy mistrz Europy w biegu na 800 m oraz czwarty zawodnik halowych mistrzostw Europy z Turynu.

Przede wszystkim zależy nam, aby kryteria przyznawania klubom pieniędzy były jasne i ściśle określone oraz żeby takie sukcesy jak nasze były w poważny sposób doceniane. Poza tym jeśli chcemy zatrzymać w Łodzi dwa ogromne talenty, czyli Sylwka i Adama, to jakieś pieniądze na ich dalsze szkolenie musimy przeznaczać. Przekonamy się, jak bardzo miastu zależy, aby ci sportowcy dalej reprezentowali nasz klub. W przyszłym roku wystąpią przecież na mistrzostwach Europy w Barcelonie. Poza tym ta kwota, jaką chcielibyśmy otrzymać, ogromnie poprawiłaby funkcjonowanie wszystkich sekcji w naszym klubie. Moglibyśmy szkolić więcej dzieci i młodzieży.

Rozumiem, że są dyscypliny bardziej medialne i popularne, ale ostatnie mistrzostwa świata w lekkiej atletyce w Berlinie pokazały, jaką potęgą jest królowa sportu.

Pływanie

Jacek Śmigielski

prezes MKS-u Trójki

Potrzebujemy mniej więcej 50 tys. zł, by móc zapewnić naszym zawodnikom wyjazdy na zawody. W tej chwili z niektórych musimy zrezygnować, gdyż nas na nie po prostu nie stać.

Uważam, że nie są to dla miasta jakieś wielkie pieniądze, a naszemu klubowi bardzo by się przydały. Nie będę jednak zmyślał, jak to źle się u nas dzieje. Infrastruktura klubu jest w miarę dobra, nie mamy także innych wielkich problemów. Jasne, że chciałbym dostać więcej pieniędzy, ale staram się myśleć racjonalnie.

Piłka nożna

Antoni Panek

prezes ŁKS-u SSA

W naszej sytuacji organizacyjnej każda kwota będzie sporym zastrzykiem dla budżetu. W tym roku dostaliśmy 400 tys. zł, ale podobno jest możliwe, że w nowym roku miasto przyzna nam kwotę trzy razy większą. 1,5 mln zł pozwoliłoby naszej spółce nie tylko wyjść na prostą, ale przede wszystkim realnie myśleć o czekającej nas walce o awans do ekstraklasy.

Uważam, że ŁKS i Widzew to w Łodzi pierwszoplanowe kluby, które powinny otrzymać największe pieniądze na promocję.



Mateusz Cacek

wiceprezes KS-u Widzew Łódź SA

Dla rozwoju sportu w mieście i efektywnego wydawania środków na sport amatorski, promocję przez sporty kluczowe i infrastrukturę konieczne jest przyjęcie przejrzystej, przewidywalnej na lata koncepcji, na podstawie której środki z budżetu miasta będą rozdzielane. I to jest naszym głównym celem rozmów z miastem od kilku miesięcy.

Liczymy przede wszystkim na to, że środki z miasta będą adekwatne do świadczeń promocyjnych, jakie kluby zapewniają Łodzi. W tym roku wnioskujemy o mniej więcej 3 mln zł z tytułu promocji poprzez sport. W pierwszej kolejności oczekujemy jednak ustalenia jasnych zasad budowania budżetu miasta w tym zakresie, przyznawania świadczeń promocyjnych i mierzenia ich efektywności. Dopiero w drugiej kolejności są konkretne kwoty, gdyż wtedy będziemy wiedzieli, jaki wkład mają poszczególne kluby w promocję Łodzi przez sport. Mimo zapowiadanego zwiększenia kwot na promocję przez sport w porównaniu z innymi miastami Łódź wciąż pozostanie kopciuszkiem na sportowej mapie Polski. To są różnice liczone w milionach złotych i niestety na niekorzyść Łodzi. Najbardziej przykre jest to, że mimo obietnic Łódź w odróżnieniu od konkurentów, jak choćby Kielc, nie pomaga wymiernie klubom, które dodatkowo znalazły się w trudnej sytuacji nie z własnej winy, a zostały ewidentnie skrzywdzone przez PZPN.

Chcielibyśmy zwrócić uwagę, że miasto ma wiele innych możliwości wsparcia klubów sportowych. Bo sport to nie tylko efektywny promocyjnie sport profesjonalny, ale także sport amatorski i młodzieżowy, który jest finansowany z miejskiego budżetu na sport, i również nie ma ustalonych przejrzystych zasad finansowania. Np. wspólnie z fundacją Akademia Futbolu organizujemy m.in. Wakacje z Akademią, Ligę Szkolną dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych, Turniej Mikołajkowy i mimo że Akademia Futbolu wykonuje za miasto część pracy wychowawczej, nie ma ze strony władz Łodzi finansowego wsparcia w tym temacie i przede wszystkim nie wie, jakie są kryteria jego przyznawania, gdyż za równie dobrze przygotowany wniosek Akademia Futbolu bez problemów dostała dotacje unijne z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.

Miasto powinno również dbać o wysoki poziom infrastruktury sportowej i jej towarzyszącej, gdyż to jest element poprawy bezpieczeństwa na obiektach sportowych i poza nimi, jak również element promocji miasta. Prosiliśmy miasto i pomoc w sfinansowaniu części elektronicznych bram dostępowych na stadion, mając w świadomości to, że jeśli Widzew i ŁKS awansują do ekstraklasy, to bez elektronicznych bram dostępowych na całym obiekcie nie otrzymają licencji na grę w ekstraklasie. Jest to jeden z przykładów, jak miasto może pomagać klubom w kwestii infrastruktury. Mimo sytuacji, w jakiej z winy PZPN-u znalazł się klub, sami sfinansowaliśmy część takich bram i oprogramowanie.

Kolejnym elementem jest pomoc przy rozmowach ze spółkami miejskimi na temat współpracy reklamowej i barterowej. To jest też element wsparcia klubów sportowych przez miasto, a w tym aspekcie niektóre kluby, jak Widzew czy ŁKS, nie mają wsparcia spółek miejskich, a inne, jak Orzeł Łódź, mają umowy aż z czterema spółkami należącymi do miasta. Kumulując wszystkie usługi, za które kluby płacą spółkom miejskim, można dojść do wniosku, że kluby nie tylko niewiele zarabiają na promocji miasta, ale wręcz muszą dużo miastu płacić za usługi jego spółek.

Piłka ręczna

Tomasz Walicki

trener ChKS-u

Liczymy na 200 tys. zł. Oczywiście nie możemy konkurować z piłką nożną, ale I liga w piłce ręcznej, siatkówce czy koszykówce to już bardzo podobny poziom. Tymczasem ostatnim razem koszykarze ŁKS-u dostali 300 tys. zł, a my jedynie 50. Pytam więc - dlaczego? Przecież i ŁKS, i ChKS to ten sam poziom rozgrywek. Poza tym nasz klub jak mało który stawia na wychowanków, i co więcej - odnosi z nimi sukcesy. Nasi zawodnicy grają za 300-400 zł miesięcznego stypendium. Jeśli nie dostaniemy odpowiednich pieniędzy od miasta, najlepsi po zakończeniu rozgrywek mogą odejść do innych klubów. A byłaby to bardzo duża strata. Każda kwota powyżej 100 tys. zł będzie dla nas dobra, ale w miarę bezpieczną przyszłość zapewni nam dopiero 200 tys. zł.

Piłka wodna

Edward Kujawa

trener Łódzkiego Sportowego Towarzystwa Waterpolowego

Czujemy się pokrzywdzeni, bo dostaliśmy zaledwie 70 tys. zł, choć wcześniej standardem była dotacja w wysokości 300 tys. zł. Spodziewam się, że komisja sportu teraz przyzna nam choć 150 tys. zł. Choć piłka wodna jest sportem niszowym, to występujemy w europejskich pucharach oraz startujemy w rozgrywkach interligi i promujemy nasze miasto w Europie i na świecie.

Rugby

Mirosław Żórawski

trener Budowlanych

Liczymy na 500-600 tys. zł. Pieniądze powinny być przyznawane według wcześniej ustalonych kryteriów. Nie chcemy bić się z końmi, czyli Widzewem i ŁKS-em, ale to nie oznacza, że mamy się godzić na nieuczciwy podział dotacji. Z tego co słyszę, na konto tych klubów ma trafić połowa, a może nawet dwie trzecie całej sumy. Reszta ma dostać ochłapy, a tak być nie powinno.

Do reprezentacji Polski w różnych kategoriach wiekowych dostarczamy ponad 20 wychowanków naszego klubu! Oni wszyscy występują nie tylko jako gracze Budowlanych, ale także jako łodzianie. Ile jest jeszcze klubów opartych w takim stopniu na wychowankach?

Poza tym gdy ostatnio przyznawano pieniądze na promocję miasta, siatkarki Organiki dostały o 100 tys. zł więcej od nas. A wówczas żadnym wielkim osiągnięciem pochwalić się nie mogły. Dopiero co awansowały do ekstraklasy, i tyle. Natomiast my zdobyliśmy mistrzostwo i puchar Polski. Jeśli chodzi o kibiców, to także przyciągamy ich więcej od większości łódzkich klubów. Dla przykładu na mecze Organiki często przychodzi mniej niż tysiąc osób, a na rugby może przyjść 2,5 tys. fanów.

Siatkówka

Marcin Chudzik

menedżer Organiki Budowlanych

Liczymy na 800 tys. zł, bo poprzednim razem otrzymaliśmy połowę tej kwoty. Wtedy jednak byliśmy zespołem pierwszoligowym, który na wiosnę awansował do ekstraklasy. I co ważne, przywróciliśmy Łodzi siatkówkę na najwyższym poziomie po 16 latach przerwy. Teraz występujemy w PlusLidze i niemal każde nasze spotkanie jest transmitowane. Mecze siatkówki kobiet i mężczyzn mają bardzo wysokie wyniki oglądalności. Dlatego uważam, że rzadko który łódzki zespół - o ile w ogóle taki jest - oprócz nas robi tak doskonałą promocję miastu. Poza tym ostatnie mistrzostwa Europy w siatkówce kobiet sprawiły, że Łódź jest prawdziwą stolicą tej dyscypliny, a my jesteśmy jej świetnym reprezentantem.

Zapewniam, że nie mamy wygórowanych żądań. Wszystkie kluby występujące w ekstraklasie otrzymują od władz swoich miast o wiele więcej pieniędzy. Przykładem może być bydgoski Centrostal, który otrzymuje od miasta 1,4 mln zł. Mało tego, za korzystanie z hali Łuczniczka klub płaci miastu symboliczną złotówkę.

Będziemy się czuć mocno skrzywdzeni, jeśli miasto da wielkie pieniądze Widzewowi i ŁKS-owi, a zapomni o siatkarkach. To byłoby po prostu niesprawiedliwe. Bo jak na razie są to kluby zaplecza ekstraklasy. A nawet jak w przyszłym roku do niej awansują, to nie zapominajmy, że polska piłka jest gdzieś na 40. miejscu na świecie, a my występujemy w trzeciej najsilniejszej lidze świata.

Żużel

Witold Skrzydlewski

sponsor Orła Łódź

Budżet naszego klubu to 1,5 mln zł, dlatego 300 tys. zł, jakie dostaliśmy od miasta, to kropla w morzu potrzeb. Na nasze spotkania przychodzi średnio ponad 3 tys. widzów. Na łódzkich stadionach to druga po piłce nożnej frekwencja na meczach ligowych.

Nie stawiamy żadnych warunków, ale po cichu liczymy, że nasze starania promocyjne zostaną wycenione zdecydowanie wyżej niż w mijającym roku. Na pewno nie jesteśmy Widzewem, który uważa, że wszystko mu się należy, a najlepiej wszystko za darmo.