Sport.pl

Widzew wygrał z Wartą i pozałatwiał stare sprawy

Sędzia nas skrzywdził, a rywale nie grali fair - żalili się po meczu piłkarze Warty Poznań. Głośno nie mówili tylko o tym, że przegrali całkowicie zasłużenie
Po 21 meczach Widzew ma na koncie 47 punktów, czyli o pięć więcej niż w poprzednim sezonie po tej samej liczbie kolejek. Do tego, drugi ŁKS i trzecią Pogoń Szczecin wyprzedza aż o dziesięć punktów (wtedy był lepszy od drugiego zespołu jedynie o dwa punkty). Drużyna z al. Piłsudskiego spokojnie zmierza więc do ekstraklasy i przy okazji załatwia sprawy, które załatwić należało. W sobotę w Poznaniu widzewiacy załatwili aż dwie. Po pierwsze, zrewanżowali się Warcie za porażkę 1:3 z poprzedniego sezonu (w listopadzie 2008 r.), a po drugie, przełamali kompleks... kartoflisk. W obecnych rozgrywkach piłkarze Pawła Janasa przegrali tylko dwa razy - na małych stadionach w Ząbkach i Kluczborku, gdzie murawa bardziej przypominała właśnie pole kartofli niż boisko do piłki nożnej. A to z całą pewnością nie jest środowisko naturalne widzewiaków. Za dowód, że boisko Warty było w fatalnym stanie, mogą świadczyć słowa Damiana Seweryna, pomocnika poznańskiej drużyny. - Dramat - przyznał po meczu.

W sobotę widzewiacy wygrali, chociaż nie było to łatwe. Do przerwy gra była w miarę wyrównana, a obie drużyny miały swoje bramkowe szanse. Gospodarze najlepszą okazję zmarnowali w 37. min, kiedy Maciej Mielcarz wyszedł zwycięsko z pojedynku sam na sam z Sewerynem, a dobitkę Damiana Pawlaka zatrzymał na linii bramkowej Tomasz Lisowski (to jego pierwszy mecz w tym sezonie, a wcześniej nie grał z powodu kontuzji). Widzewiacy nie mieli przed przerwą tak znakomitej szansy. - Było ciężko, ale po przerwie moi piłkarze zagrali z ikrą i było lepiej - oceniał po meczu trener Janas.

I miał rację, bo już w 49. minucie powinno być 1:0 dla jego drużyny. Prawy pomocnik Łukasz Broź minął w polu karnym dwóch rywali (wcześniej dostał znakomite podanie do Piotra Kuklisa), ale lepszy był Łukasz Radliński, który odbił piłkę na rzut rożny. To powinien być gol.

Na szczęście później widzewiacy zdobyli dwa. Oba w kontrowersyjnych - przynajmniej dla gospodarzy - okolicznościach. W 61. min Darvydas Sernas przyjął piłkę w polu karnym, wyciągnął z bramki Radlińskiego i wyłożył piłkę Marcinowi Robakowi. Najlepszy strzelec Widzewa takich okazji nie marnuje. Piłkarze Warty mieli pretensje, że wcześniej goście nie wybili piłki w aut, kiedy na murawie leżał Tomasz Magdziarz. - A powinni. Jest przecież coś takiego jak fair play - żalił się pomocnik Warty. Ale racji nie miał. - Magdziarz leżał tylko przez chwilę. Nic mu się nie stało, nie potrzebował pomocy i szybko wstał. Więc dlaczego mieliśmy wykopywać piłkę? - tłumaczył Janas, a rację przyznał mu nawet trener gospodarzy Marek Czerniawski.

Lisowski, do którego poznaniacy mieli najwięcej pretensji, bo to on miał wtedy piłkę, też nie miał sobie nic do zarzucenia. - Rozmawiałem o tej sytuacji z Piotrkiem Reissem i on również przyznał mi rację. Magdziarz po prostu źle się zachował. Gdyby leżał, to bym wybił piłkę - tłumaczył widzewiak.

Przy drugim golu pretensje poznaniaków były bardziej uzasadnione, bo sędzia Marek Karkut chyba rzeczywiście powinien przerwać grę po ostrym wejściu Brozia w nogi Pawlaka, a widzewiacy chyba jednak powinni wybić piłkę na aut, gdy pomocnik Warty zwijał się z bólu. Działo się to tuż przy polu karnym, piłka odbiła się jeszcze od sędziego i trafiła pod nogi Sernasa, który precyzyjnym strzałem nie dał szans bramkarzowi. Wszystko działo się bardzo szybko. - O tę sytuację mam pretensje - przyznał trener Czerniawski. - Nasz zawodnik był ewidentnie faulowany, ale sędzia kazał grać dalej i na ironię losu zaliczył jeszcze asystę. Mam też żal do piłkarzy z Łodzi, że nie wybili piłki.

Janas: - Nie widziałem tej sytuacji.

Seweryn: - Widzew w drugiej połowie grał w dwunastu. Gdybyśmy dali sędziemu czerwoną koszulkę, to byłoby uczciwiej.

Robak: - Sędzia nam pomagał? Nie zauważyłem. Niech sobie piłkarze Warty lepiej przypomną nasz ostatni mecz tutaj i sędziowanie w nim.

Lisowski: - Piłkarze Warty przegrali i szukają usprawiedliwień.

Najwięcej racji jest chyba w słowach tego ostatniego. Bo Widzew wygrał całkowicie zasłużenie. Nawet jeśli przy drugiej bramce sędzia popełnił błąd, a piłkarze z al. Piłsudskiego nie do końca zachowali się fair, to o jedną bramkę lepsi byli na pewno.

Warta - Widzew 0:2 (0:0)

Gole: Robak (61.), Sernas (72.)

Warta: Radliński - Marciniak, Jankowski, Strugarek, Otuszewski - Magdziarz, Seweryn Ż , Bekas Ż (83. Ngamayama), Pawlak (73. Kaźmierowski) - Reiss, Iwanicki (77. Miklosik).

Widzew: Mielcarz - Ukah, Szymanek, Bieniuk, Lisowski - Broź, Panka, Kuklis, Grzelczak (60. Oziębała) - Sernas (90. Madera) - Robak.

Sędziował: Marek Karkut z Warszawy

Widzów: 2 tys.