Sport.pl

Sylwester Cacek: Będą transfery w Widzewie

- Chcę, by drużyna była na tyle silna, żeby w pierwszym roku po awansie mogła odegrać znaczącą rolę w ekstraklasie - zapowiada właściciel Widzewa
Damian Bąbol: W meczu z Podbeskidziem drużyna zaprezentowała się słabo...

Sylwester Cacek: Tylko zremisowaliśmy. Szkoda, bo mogliśmy, i tak naprawdę powinniśmy wygrać. Zabrakło szczęścia i może trochę koncentracji. Gole straciliśmy wyłącznie po naszych błędach. Może świąteczna atmosfera związana z obchodami stulecia za bardzo się udzieliła piłkarzom i stąd to niepotrzebne rozprężenie. Ale na szczęście rywale też tracą punkty. Nasza sytuacja w tabeli wciąż jest znakomita i wydaje się niezagrożona. Jest dobrze, pewnie zmierzamy do ekstraklasy.

Na pierwszą ligę zespół jest nawet za silny, ale do skutecznej gry w ekstraklasie trochę mu chyba brakuje. Poważne wzmocnienia wydają się konieczne.

- Awans do ekstraklasy oznacza grę na zdecydowanie wyższym poziomie. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Wiemy, że musimy dokonać kilku transferów, i takie na pewno będą.

Będą hity?

- Na pewno nie będziemy się kierować tylko i wyłącznie popularnością nazwisk. Liczy się dobro drużyny. Chcę, by była na tyle silna, żeby w pierwszym roku po awansie mogła odegrać znaczącą rolę w ekstraklasie.

Priorytetem powinien być chyba skuteczny napastnik, konkurent dla Marcina Robaka. Już takiego mieliście, ale pozbyliście się Arkadiusza Piecha, który ostatnio szaleje w Ruchu Chorzów.

- Ale ja się bardzo cieszę, że Arek jest w tak wysokiej formie. Trzymam za niego kciuki i życzę mu wszystkiego najlepszego, podobnie jak trenerowi Waldkowi Fornalikowi. Jednak kiedy Piech grał w Widzewie, miał sporo problemów zdrowotnych i m.in. z tego powodu nie mógł pokazać pełni swoich możliwości. Czasami tak się dzieje, że piłkarze odradzają się w innym otoczeniu.

Jest Pan zadowolony z organizacji setnych urodzin klubu?

- Tak. Najlepszym przykładem może być niedzielny piknik, który nam się udał. Pogoda dopisała. Widok kilku tysięcy kibiców, świetnie bawiących się całych rodzin jest niezwykle budujący.

W pokazowym meczu wzięło udział tylko kilku byłych piłkarzy, którzy osiągali z Widzewem wielkie sukcesy. Dlaczego przyjechało ich tak mało? Zabrakło prawdziwych gwiazd

- Każdy z nich ma różne plany, swoje prywatne sprawy. Nie chcę oceniać, kto powinien być, a kogo nie ma i jaka jest tego przyczyna. Nie wiem, jakie są główne powody, że zabrakło niektórych osób. No cóż Ci, którzy byli, będą mieli miłą pamiątkę, reszta straciła fajną zabawę.

Nie przyjechał chociażby Zbigniew Boniek, najlepszy piłkarz i legenda Widzewa.

- Rozmawiałem ze Zbyszkiem na temat jego przyjazdu do Łodzi. Nie pasowały mu terminy. Jest dyrektorem turnieju tenisowego w Rzymie. Nie mógł przyjechać.

Może ostatni konflikt z szefami klubu zniechęcił wybitnych widzewiaków do przyjazdu?

- Nie było żadnego konfliktu. W tym wszystkim było jedynie trochę za dużo nerwowości, nic więcej.

Kilka dni temu znowu wezwaliście PZPN do porozumienia za straty, jakie ponieśliście, grając w I lidze. Domagacie się 15 mln zł. Nie za ostro gracie?

- Bardzo lubię, kiedy drużyna gra efektownie i ofensywnie. I tak samo jest z klubem. Uważamy, że racja jest po naszej stronie. Niesłusznie pozbawiono nas gry w ekstraklasie, więc walczymy o swoje. To jest już ostatnia szansa dla PZPN-u na zawarcie z nami ugody.

A jak do zgody nie dojdzie? Będzie wojna?

- Wtedy rozpoczną się procesy sądowe. Naprawdę liczymy na to, że zarząd PZPN-u w końcu się opamięta, przemyśli swoje postępowanie i zacznie zdawać sobie sprawę z konsekwencji swoich bezprawnych działań.

To mocne słowa. Nie boi się Pan kolejnej zemsty PZPN-u? Koszmarne wspomnienia sprzed roku znowu powrócą? Już raz, kiedy wydawało się, że nic złego Widzew nie może spotkać, związek zrobił Wam na złość.

- Myślę, że niektórzy ludzie w PZPN-ie zaczynają się pomału opanowywać. Co to znaczy, że zrobią na złość? Jak coś nowego wymyślą, to dalej będziemy się bronić. Jest takie powiedzenie, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Zawsze będziemy walczyć o swoje.

Znowu powraca sprawa stadionu. Co jakiś czas słychać tylko, że klubowa delegacja wyjeżdża za granicę oglądać różne obiekty. Kibiców jednak najbardziej interesują konkrety. Już teraz chcieliby widzieć budowę nowego, pięknego stadionu. Doczekają się?

- Wyjeżdżaliśmy, bo chcemy brać przykład z najlepszych i jak najmądrzej zbudować nowy obiekt. To nie jest łatwa inwestycja. Co do konkretnego terminu, to uważam, że jest jeszcze sporo czynników, które mogą wpłynąć na jego zmianę. Jeśli jednak z władzami miasta dogramy wszystko w planowany sposób, to zimą tego roku zaczynamy rozbierać stary stadion.