Łódzki adwokat: PZPN po raz kolejny kpi sobie z prawa

PZPN myśli, że jeśli Widzew zobowiąże się do niepozywania go do sądu, to będzie miał święty spokój. Jest w błędzie - uważa Jacek Skrzydło. Związek odmówił łódzkiemu klubowi licencji na grę w Ekstraklasie z ... powodów prawnych. PZPN chce, by Widzew zobowiązał się, że nie pozwie piłkarskiej centrali do sąd o odszkodowanie za degradację z I ligi.
O co chodzi? W skrócie wypadki potoczyły się tak: PZPN zdegradował łodzian za korupcję, Trybunał Arbitrażowy PKOl anulował karę, Sąd Najwyższy polecił mu jeszcze raz zająć się przypadkiem Widzewa, w tym czasie związek wyegzekwował własny wyrok, nie dopuszczając klubu do rozgrywek ekstraklasy, a miesiąc później TA PKOl cofnął sprawę do ponownego rozpatrzenia do Wydziału Dyscypliny PZPN. Przed kilkoma tygodniami WD uznał odpowiedzialność Widzewa za korupcję, ale odstąpił od wymierzenia kary, uznając, że gra w pierwszej lidze w sezonie 2009/10 była dostatecznie dotkliwa.

Najnowszy werdykt oznacza, że związek niejako przyznaje, że nieobecność zespołu w ekstraklasie była nieuprawniona, mało tego, przyznaje również, że formalnie nie wydał wyroku degradującego, ale potwierdza, że takowy został wykonany. Nic dziwnego, że właściciel Widzewa od dawna twardo zapowiada, że chce 15 mln zł odszkodowania za stracone rozgrywki (czytaj więcej na blogu Jacka Sarzały »).

Rozmowa z łódzkim adwokatem Jackiem Skrzydło

Damian Bąbol: Polski Związek Piłki Nożnej szantażuje Widzew: albo zrezygnuje z walki w sądzie o 15 mln zł odszkodowania za degradację, albo nie dostanie licencji.

Jacek Skrzydło: Ten szantaż nie ma nic wspólnego z ubieganiem się o licencję do gry w ekstraklasie. Nic nie wiadomo, że istnieje taki zapis w podręczniku licencyjnym. Czym innym jest za to ryzyko wykluczenia Widzewa ze struktur PZPN-u. Według statusu związku klub nie może podejmować takich kroków przeciwko niemu.

Czy Widzew w ogóle musi się w tym wypadku podporządkować PZPN-owi? Mógłby nie podpisywać takiego oświadczenia?

- Tak. I nie powinna go za to spotkać żadna kara. Jeszcze raz powtarzam, że sprawa domagania się odszkodowania nie ma nic wspólnego z ubieganiem się o licencję. PZPN po raz kolejny kpi sobie z prawa. Ale z tym związkiem jeszcze nikt nie wygrał. Z tego, co pamiętam, kilka lat temu Szczakowianka Jaworzno usiłowała podać związek do sądu za wyrzucenie z pierwszej ligi. Efekt? Poległa z kretesem. Niestety, nie zanosi się na to, aby w ciągu dwóch lat coś się zmieniło. Jedynym rozsądnym wyjściem jest ponowne wprowadzenie do PZPN-u kuratora. Wiadomo jednak, że tak się nie stanie, bo wciąż istnieje obawa, że zabiorą nam mistrzostwa Europy. Prawda - smutna zresztą - jest taka, że do 2012 r. najbardziej prominentni działacze w piłkarskiej centrali mogą czuć się bezkarni.

Wracając do tematu - jeśli Widzew zaświadczy, że nie pozwie PZPN-u do sądu, to czy taki dokument będzie później w ogóle ważny?

- Nie będzie. Takie oświadczenie na pewno nie będzie oznaczało, że Widzew musi się zrzec jakichkolwiek roszczeń. Ten dokument będzie po prostu nieważny.

Czego według Pana boi się PZPN?

- Na wszelki wypadek chce się zabezpieczyć. Przecież wszyscy dobrze wiedzą, że w ubiegłym roku doszło do ewidentnej nieprawidłowości. To Widzew powinien grać w ekstraklasie, a nie Korona Kielce. Związkowi działacze chcą mieć papier, który według nich będzie tarczą ochronną przed płaceniem Widzewowi ewentualnego odszkodowania. Nie zdają sobie jednak sprawy, że takie oświadczenie w rzeczywistości nie będzie miało żadnej mocy prawnej.

* Jacek Skrzydło jest łódzkim adwokatem