Widzew gra dziś z Lechem. Czekał na ten dzień 819 dni

Piłkarze Widzewa rozpoczynają 32. sezon klubu w ekstraklasie. Bez wątpienia sezon wyjątkowy. W pierwszym meczu zmierzą się na własnym stadionie z mistrzem Polski Lechem Poznań. Początek w sobotę o godz. 15.45. Zapraszamy na relację na żywo do Sport.pl.
Ostatni mecz w ekstraklasie widzewiacy rozegrali 10 maja 2008 r., 819 długich dni temu, szmat czasu. Wystarczy wspomnieć, że szefem polskiego sportu był jeszcze łodzianin Mirosław Drzewiecki, a o hiszpańskich piłkarzach mówiło się nie inaczej, jak o graczach niezwykle utalentowanych, którzy jednak nigdy niczego nie wygrali. Dopiero później zachwycili wszystkich, zdobywając tytuły mistrzów Europy i świata. W maju 2008 r. w kinach grali "Lejdis", euro było po 3,40 zł (trzeba było wtedy kupować!), a Widzew spadał z ekstraklasy. Spadał z hukiem!

Przez kolejny rok kibice drużyny z al. Piłsudskiego musieli z zazdrością patrzeć, jak o mistrzostwo walczą inni, i razem z piłkarzami odwiedzać miejsca, do których w innych okolicznościach pewnie by nie pojechali. Byli m.in. w Łęcznej, Pruszkowie, Ząbkach, Jastrzębiu-Zdroju i Turku, gdzie grała pierwsza liga. Widzew przegrał tylko cztery z 34 meczów i skończył rozgrywki na pierwszym miejscu. Ale awansu nie było, bo stojący na straży uczciwości i sprawiedliwości w polskiej piłce działacze PZPN-u awans zablokowali. Wróciła stara sprawa korupcji jednego z byłych działaczy.

Kolejny rok na pierwszoligowym zesłaniu stał się faktem. Ale Widzew znów wygrał rozgrywki, zresztą w jeszcze lepszym stylu niż za pierwszym razem, bijąc rekord za rekordem - wygranych meczów, zdobytych punktów, strzelonych goli. Przy okazji zostając też pierwszą drużyną w historii, która dwa razy z rzędu została mistrzem pierwszej ligi (to będzie chyba niemożliwe do pobicia). I tym razem nikt już awansu nie zablokował.

Ten skrót najnowszych dziejów Widzewa pokazuje, że chociaż nowy sezon w ekstraklasie inauguruje w ten weekend 16 drużyn, to przypadek łódzkiego klubu jest wyjątkowy. Piłkarze z al. Piłsudskiego już mają swój happy end, chociaż nie rozegrali jeszcze jednego meczu.

Dziś na własnym stadionie zagrają z mistrzem Polski Lechem Poznań. Bilety i karnety znikały w oczach, na trybunach będzie komplet ponad 10 tys. kibiców. Ale czy mistrz pierwszej ligi pokona mistrza Polski? Czy w trzeciej kolejce da radę wicemistrzowi Wiśle Kraków, a w czwartej kolejnemu faworytowi rozgrywek - bogatej Polonii Warszawa?

Większość fachowców nie daje Widzewowi wielkich szans. - To na razie średnia drużyna - nie owija w bawełnę Zbigniew Boniek, legenda klubu.

- Widzew ma na początku trudny kalendarz, dlatego jego losy mogą potoczyć się różnie. Uważam jednak, że uda mu się zająć miejsce w środku tabeli, ale nic więcej - nie pozostawia złudzeń inny były widzewiak Marek Citko, sprawca citkomanii w drugiej połowie lat 90.

Ale przecież fachowcy mogą się mylić. - Czy moi piłkarze nie mają szans na to, by być najlepsi także w ekstraklasie? Mają! Wszystko leży w ich głowach - mówi trener Andrzej Kretek, który latem zastąpił Pawła Janasa.

Nowy trener piłkarzy Widzewa zasługuje zresztą na osobny akapit. Przed laty był bramkarzem łódzkiej drużyny, ale głównie rezerwowym, a siedem lat temu prowadził ją w trzech meczach w ekstraklasie. Zatrudnił go, a za chwilę zwolnił ówczesny właściciel Andrzej Grajewski - za to, że wystawił do gry młodych i utalentowanych piłkarzy, zamiast starszych i leniwych, których szef chciał promować. Z całą pewnością Kretek nie jest człowiekiem sukcesu, przez siedem lat żaden poważny klub nie chciał go zatrudnić.

Ale może właśnie nadszedł jego czas? Na pierwszy rzut oka jego filozofia piłki zupełnie do niego nie pasuje - jest bardzo skromny, wygląda na przestraszonego i spiętego. Ale jego drużyna ma być jego zaprzeczeniem - ma być odważna, grać ofensywnie i zawsze o zwycięstwo. Kretek, chociaż doświadczenia wielkiego nie ma, wie, że w piłce nożnej nie chodzi o to, by nie przegrać, ale o to, by wygrać.

Zadania będzie miał trudne nie tylko dlatego, że w ekstraklasie jego drużyna zmierzy się z najlepszymi polskimi klubami, ale też dlatego, że do każdego meczu musi wybrać 11 najlepszych piłkarzy spośród 25, jakich ma w kadrze.

A wybierać musi spośród Polaków, Litwinów, Włocha, Portugalczyka, Brazylijczyka, Bośniaka, Tunezyjczyka, Hiszpana i chłopaka z Burkina Faso. W szatni słychać osiem różnych języków, a nawet dziewięć, bo w mowie sprowadzonego latem Pawła Grischoka, który urodził się w Polsce, ale w wieku trzech lat wyjechał do Niemiec, bez problemu można rozpoznać śląską gwarę.

Kilka dni temu oficjalna strona internetowa przypomniała, że 30 lat temu Widzew też rozpoczynał rozgrywki od meczu z Lechem - wygrał 3:0, a sezon zakończył zdobyciem mistrzostwa Polski. Marzeń jeszcze nikt nie opodatkował, ani tym bardziej nie zabronił.

Chociaż dla piłkarzy mistrzostwo to już nie tylko marzenie, ale oficjalnie cel. W czwartek prezes Marcin Animucki oznajmił im, że drużyna walczy w tym sezonie o miejsca 1.-3.