Z Brazylii przez Widzew do kadry? Smuda się zgadza

Dudu Paraiba z Widzewa marzy o grze w reprezentacji Polski. - Jeśli tylko dostanie nasze obywatelstwo, to czemu nie - odpowiada selekcjoner Franciszek Smuda
Kandydat do gry w polskiej kadrze naprawdę nazywa się Carlos Eduardo de Souza Tome. Dudu to zdrobnienie od imienia Eduardo, a Paraiba jest stanem, z którego pochodzi. Widzewiak prawie całą dotychczasową karierę spędził w Brazylii, z której wyjechał dopiero trzy lata temu. Wylądował w bułgarskim Liteksie Łowecz. Od roku jest w Polsce. - Łódź w porównaniu do miejsc, w których wcześniej grałem, to ogromne miasto. Od takiego Łowecza jest kilka razy większe. Poza tym tutaj można poczuć prawdziwą cywilizację - mówi.

Do Widzewa trafił latem poprzedniego roku. W jego przeprowadzce dużą rolę odegrali menedżer Krzysztof Jakubczak i Edson, były piłkarz Legii Warszawa, który polecił swojego rodaka. Ówczesny szkoleniowiec Paweł Janas nie chciał brać zawodnika w ciemno, więc Dudu najpierw przeszedł testy. Szybko przekonał trenerów, którzy zdali sobie sprawę, że takiego talentu nie mogą wypuścić. Podpisali z nim czteroletni kontrakt.

- Szkoda, że poprzedniego sezonu nie spędziliśmy w ekstraklasie. Ale to nie szkodzi, bo choć liga nie stała na najwyższym poziomie, nie był to stracony rok. Mieliśmy okazję lepiej się zgrać, nauczyć się, jak wygrywać mecze. A ja sam mogłem wkomponować się do zespołu bez wielkiej presji i spokojnie zaaklimatyzować w Polsce - przyznaje.

Dudu bardzo szybko stał się podstawowym piłkarzem Widzewa. Mimo rotacji w składzie w pierwszej lidze opuścił tylko pięć spotkań. Dziś trudno sobie wyobrazić drużynę bez niego. - To wszystko zasługa treningów, w których daję z siebie wszystko. Ciężka praca nie jest dla mnie niczym strasznym. Wiem, że to niezbędne, by osiągnąć sukces. Na szczęście dostrzega to również nowy trener i na mnie stawia.

25-letni piłkarz walkę o miejsce na lewej obronie wygrał z Tomaszem Lisowskim, jeszcze niedawno ocierającym się o reprezentację Polski. - Duża rywalizacja w zespole jest potrzebna. To tylko zachęca do ciężkiej pracy - przyznaje Dudu. Lisowski szybko zdał sobie sprawę z tego, że w tej rywalizacji jest bez większych szans, więc przymierzał się do odejścia z klubu.

Brazylijczyk zasłynął w Widzewie nie tylko z dobrej gry w obronie, lecz także tego, że jest groźny w akcjach ofensywnych. Potrafi precyzyjnie dośrodkować i strzelić z rzutu wolnego. Trzy z czterech bramek w poprzednim sezonie zdobył ze stałych fragmentów gry. - W ekstraklasie też będę próbował takich strzałów. Wierzę, że kilka z nich znajdzie drogę do siatki - zapowiada.

Jak sam mówi, gole wcale nie są dla niego najważniejsze. - Liczy się dobro zespołu. Wierzę, że Widzew już wkrótce dołączy do krajowej czołówki i będzie rządził w lidze. Fakt, że jesteśmy beniaminkiem, nie powinien być ani przeszkodą, ani usprawiedliwieniem - twierdzi.

Sukcesy z łódzkim zespołem to jeden z głównych celów Dudu. Kolejnym jest... gra w reprezentacji Polski. - Bardzo możliwe, że wkrótce będę starał się o polskie obywatelstwo, a wówczas z wielką chęcią wystąpię w waszej kadrze - zaskakuje. - Wiem jednak, że dla wielu może być to spora niespodzianka. W Polsce jestem przecież dopiero drugi rok. Ale kraj przypadł mi do gustu, bardzo mi się tu podoba. Uważam, że mógłbym pomóc waszej drużynie.

Gdyby tak się stało, Dudu straciłby szansę na realizację wielkiego marzenia - grę w kadrze Brazylii. - Nie oszukujmy się, w Brazylii o polskiej lidze nie mają pojęcia. O powołaniu nawet nie myślę, bo wiem, że jest poza zasięgiem. Na tej pozycji jest wielu lepszych ode mnie piłkarzy, mamy dużą konkurencję - przyznaje.

Odwrotnie jest w Polsce. Smuda od dawna narzeka na kłopoty z obsadą lewej strony defensywy. - Dlatego nie wykluczam, że mu się przyjrzę. Ale podstawowym warunkiem jest posiadanie polskiego obywatelstwa. Skoro Niemcy mogą mieć Turka, Ghańczyka czy Tunezyjczyka, to my możemy mieć Brazylijczyka - mówi selekcjoner.

Największym problemem Dudu jest właśnie brak obywatelstwa. Kolejnym, nieco mniejszym - nieznajomość języka polskiego. - To strasznie trudny język. Mam z nim sporo problemów, nauka idzie opornie i bardzo powoli. Znam tylko kilka podstawowych słów. Dlatego też na boisku czasem krzyknę po polsku, angielsku czy nawet portugalsku. Ale to już mało kto rozumie - śmieje się. - Pozostaje jeszcze język piłkarski i gestykulacja. Jakoś daję radę.

Premier League. Decydujące dwa tygodnie Fabiańskiego  »