Sport.pl

Widzew zsuwa się w tabeli. A teraz mecze z czołówką

Po porażce z Legią jedno wiadomo na pewno - w kolejnych meczach dobra gra i pochwały ekspertów już nie wystarczą. Drużyna z al. Piłsudskiego musi zacząć zbierać punkty, bo czołówka ekstraklasy się oddala, a dół tabeli coraz bliżej.
Legia nie pokazała w Łodzi niczego wielkiego. Co prawda zewsząd słychać, że pierwsze pół godziny meczu to ich najlepszy okres gry w tym sezonie, ale zachwycać naprawdę nie było się czym. Co w takim razie napisać o widzewiakach, którzy w tym okresie byli od gości z ul. Łazienkowskiej dużo gorsi? - Pierwsza połowa się odbyła, w drugiej było trochę lepiej, moi piłkarze walczyli, ale w całym meczu nie wykonywali tego, co założyliśmy przed meczem. To był nasz najsłabszy występ w tym sezonie. Jestem zdegustowany postawą zawodników - mówił w piątkowy wieczór trener Andrzej Kretek.

A miał to być mecz najlepszy. Piłkarze zapewniali, że zdają sobie sprawę z tego, jak ważny jest to mecz, że na pewno poradzą sobie z presją. Ale było inaczej. - Widzewiacy zostali w szatni - komentował w przerwie Sławomir Chałaśkiewicz, były piłkarz łódzkiej drużyny. - Odnoszę wrażenie, że ranga tego meczu ich przytłoczyła, bo zupełnie nie przypominają drużyny nawet z tego sezonu, z meczów, w których grali ofensywnie, bez kompleksów.

- Chcieliśmy zacząć mecz zupełnie inaczej. Pokazać, że to my będziemy w nim dominować. Niestety, to nam się nie udało. Ale na pewno nie zjadła nas trema - zapewniał Paweł Grischok. I dodał coś jeszcze, co trudno skomentować: - Po prostu byliśmy zaskoczeni postawą Legii, która w pierwszych minutach pokazała nam, jak gra się w piłkę.

- A po strzeleniu gola gościom grało jej się o wiele łatwiej - kontynuuje pomocnik Widzewa. - Mogli nastawić się tylko na kontry i stałe fragmenty gry, a przede wszystkim skupić na bronieniu dostępu do własnej bramki. Gdy rywale stoją na własnej połowie w jedenastkę, to trudno wtedy o ładne akcje i piękną grę. Staraliśmy się, jak mogliśmy, ale w drugiej połowie Legii zależało już tylko na dowiezieniu jednobramkowego prowadzenia do końca. Niestety, nie umieliśmy znaleźć sposobu na przebicie się przez tak zagęszczoną obronę. Jestem załamany, bo myślę, że na przestrzeni całego meczu byliśmy lepszą drużyną.

Marcin Robak uderzał w podobne tony. - Wydaje mi się, że to nie był słaby mecz w naszym wykonaniu. Mimo że Legia wygrała 1:0, to jednak mieliśmy swoje okazje w obu połowach. Wydaje mi się, że był to mecz do wygrania - komentował napastnik Widzewa.

Kretek uważa, że to najsłabszy mecz jego drużyny w sezonie, Grischok, że Widzew był lepszy od Legii, a Robak, że z kolegami nie grali źle. Kto ma rację? Niestety, trener. To naprawdę był bardzo słaby występ widzewiaków. Bardzo szybko oddali inicjatywę gościom, którzy momentami ogrywali ich jak dzieci. Wyglądało, jakby legionistów było na boisku więcej. W środku pola rządził Ivica Vrdoljak, na skrzydle szalał Manu, a obrońcy łatwo powstrzymywali Robaka i Darvydasa Sernasa. Za to defensywa Widzewa grała bardzo słabo, nie tworzyła monolitu, wyglądało to tak, jakby każdy z zawodników grał dla siebie, bez planu i bez porozumienia z kolegami z linii defensywnej. Jarosław Bieniuk, który stracił miejsce w składzie, piłkarsko nie imponuje, ale przynajmniej rządził w obronie, był jej faktycznym szefem. Teraz nikt nie dowodzi.

Nad Maciejem Mielcarzem już chyba nie ma sensu się znęcać. Zawalił mecz i tyle. Jego pomyłki, niestety, są najkosztowniejsze. Widzew przegrał po raz drugi w tym sezonie (dopiero!), za każdym razem po błędach bramkarza. W spotkaniu z Wisłą Kraków Mielcarz zamiast się rzucić, gonił piłkę po niezbyt mocnym strzale.

Słabo wyglądała też druga linia Widzewa. Po Bruno Pinheiro widać było, że we wtorek zagrał pełny mecz w reprezentacji do lat 23, bo truchtał po boisku, nie nadążał za rywalami i ich akcjami. Portugalczyk dużo jednak potrafi, więc w końcówce przesunięty do obrony spisywał się już bardzo dobrze, nie musiał dużo biegać, wystarczyło, że dobrze się ustawiał.

Jedynym pomocnikiem, który spisywał się dobrze, był Mindaugas Panka, którego zdecydowana większość podań była celna. Wsparcia kolegów jednak nie miał. Słabo grali także skrzydłowi - Grischok i Piotr Grzelczak, którzy właściwie nie zrobili żadnej akcji, którą można by pamiętać.

Z przodu Robak i Sernas też zawiedli, a przecież wszyscy wiemy, jak dużo potrafią.

A teraz wcale nie będzie łatwiej, bo przed Widzewem mecze z liderem Jagiellonią Białystok i PGE GKS-em Bełchatów. Dobra postawa - jak w kilku meczach tego sezonu - i pochwały zewsząd już nie wystarczą. Łódzka drużyna zaczyna potrzebować punktów, bo jest już bliżej dołu tabeli niż czołówki ekstraklasy.

Co zrobić, by było lepiej? Bez wątpienia trener Kretek musi zastanowić się nad zmianami w składzie. Mielcarz i Wojciech Szymanek na ławkę? Pinheiro do środka obrony, a Velibor Durić do pomocy? A może Rafał Grzelak na lewe skrzydło od początku meczu? Bo jak ma udowodnić, że warto wykupić go ze Skody Xanthi? Coś wydarzyć się musi, bo tylko zwycięskiego składu można nie zmieniać.

Tylko czy same zmiany w podstawowej jedenastce pomogą? Przed sezonem trener Kretek mówił, że jego piłkarzy stać na wiele, a wszystko leży w ich głowach. Przegrane z Wisłą i Legią i jedynie zremisowane (a raczej niewygrane) spotkania z Lechem, Polonią Warszawa, Polonią Bytom, Ruchem i Arką pokazały, że do głów swoich zawodników jeszcze chyba nie trafił. A już najwyższy czas. Bo punkty uciekają.