Sport.pl

Prezes Widzewa w telewizji: - Przyjdzie czas na sukcesy

- Nadal duża część zawodników jeszcze bardziej skupia się na pracy, a nie na tym, czy jakieś pieniądze zostały wypłacone czy nie - mówi Marcin Animucki o zaległościach wobec drużyny.
Animucki był gościem wtorkowego programu "Sport Opinie" w TV Toya. Oto najciekawsze wypowiedzi prezesa Widzewa:

O rundzie jesiennej:

Ambicje zarządu i właściciela są bardzo wysokie, tak samo jak wymagania naszych kibiców. Dwunaste miejsce w tabeli jest więc trochę za niskie. Cieszy mnie to, że gdy rozmawiam z zawodnikami, sami mówią, że stać ich na dużo wyższą lokatę. Sami zdają sobie sprawę, że mogliby się bić o pierwszą trójkę, czwórkę. Było kilka meczów, które mogłyby pójść trochę lepiej. Spotkania z Ruchem Chorzów, Polonią Bytom, Arką Gdynia i PGE GKS-em Bełchatów to już strata siedmiu punktów. Gdybyśmy dodali je do zdobytych 18, nasza sytuacja byłaby zupełnie inna [Widzew byłby czwarty ze stratą dwóch punktów do wicelidera - przyp. red.]. Cieszę się, że po naszej stronie cały czas jest ambicja. Jeżeli z każdego zawodnika, z każdego organizmu wykrzesze się ciut więcej, to tych zwycięstw na koniec sezonu będzie więcej. (...) Na naszą grę miały również wpływ nieobecność Marcina Robaka, Krzysia Ostrowskiego, czy teraz Migdała [Mindaugasa Panki - przyp. red.].

O Andrzeju Kretku:

Pamiętam, kiedy podejmowana był decyzja o nowym trenerze. Postawiliśmy na osobę, która współpracowała z nami od dłuższego czasu. Pierwsze mecze pokazywały, że gra Widzewa się zmienia, jest przyjemna dla oka. Odnieśliśmy również kilka wysokich zwycięstw. Drużyna zrobiła krok do przodu. Myślę jednak, że trener z małym doświadczeniem w ekstraklasie może nie umiał wszystkich do siebie przekonać. Przy tak dużym zespole, jakim jest Widzew, przy zawodnikach, których duża część to młodzi gracze, doświadczenie jest bardzo ważne. Teraz jest z nami Czesław Michniewicz i mam nadzieję, że wykrzesze z drużyny więcej.

O atmosferze:

Pamiętajmy, że jesteśmy po okresie budowania. Po bardzo ciężkim powrocie do ekstraklasy, bo trwającym 2 lata, chciałoby się od razu odnosić jak największe sukcesy. Myślę, że na to jeszcze czas przyjdzie. Trochę cierpliwości, pracy i to się uda. Konfliktów w zespole nie ma i nie było, więc wypada się cieszyć. Nie było czegoś takiego, że trener odwrócił się od zawodników, czy zawodnicy od trenera.

O zaległościach:

Przypomnijmy sobie, że dwa lata graliśmy w pierwszej lidze. Koszt prowadzenia Widzewa w pierwszej lidze nie odbiega za bardzo od kosztów prowadzenia zespołów w ekstraklasie. Wszyscy ci, którzy uważają, że to się nie odbiło na stabilności klubu, nie mają za bardzo wielkiego pojęcia o finansowaniu przedsiębiorstwa jakim jest klub sportowy. Pamiętajmy o tym, że przychody przez 2 lata były dużo, dużo mniejsze niż są teraz. Powoli wygrzebujemy się z pierwszoligowych kłopotów i cieszę się, że nadal duża część zawodników jeszcze bardziej skupia się na pracy, a nie na tym, czy jakieś pieniądze zostały wypłacone czy nie. Regulujemy pensje w terminie, co też nie jest normalne w Polsce. Zaległości? Są zaległości, rozmawiamy o tym z zawodnikami, którzy zgadzają się na prolongatę kolejnych rat.

O budowie stadionu:

Na pewno inwestycja została wstrzymana na kilka tygodni czy kilka miesięcy, z powodu braku decyzji radnych, co uniemożliwiło dalsze procedowanie. (...) Nie do końca wiemy jakie są zamierzenia miasta w związku ze współpracą z klubem w prowadzeniu inwestycji, więc to porozumienie [o jego zawarciu mówi uchwała intencyjna przyjęta przez radnych, która obliguje nowego prezydenta do nawiązania współpracy z Widzewem do połowy grudnia - przyp. red.] nie będzie prawdopodobnie porozumieniem finalnym. 30-dniowy termin niedługo upływa, a nie mamy jeszcze prezydenta.

O odejściu piłkarzy, np. Robaka, Sernasa czy Dudu:

To, że pojawiają się oferty na większość naszych zawodników, to ja się temu nie dziwię. Będąc prezesem innego klubu też bym chętnie patrzył na takich zawodników, jak Marcin Robak, Darvydas Sernas, Dudu, Ben Radhia. To są piłkarze, którzy mogą stanowić o sile każdego zespołu w ekstraklasie, moim zdaniem nie tylko polskiej. I z tego się cieszę. A to, że pojawiają się głosy, że być może dojdzie do transferu, to też się nie dziwię. Taka jest piłka nożna, że od czasu do czasu transfery są wykonywane, nie tylko do klubu, ale także z klubu.