Sport.pl

Litewska gwiazda Widzewa: To jest czas, żeby odejść

- Słyszałem o zainteresowaniu ze strony kilku klubów, ale wszystko zależy od Widzewa - mówi Darvydas Sernas, który nie ukrywa, że chciałby zmienić zespół na lepszy. Litewskim napastnikiem interesują się m.in. czołowe kluby izraelskie, polskie, a nawet angielski Blackburn Rovers
26-letni Sernas jest najlepszym zawodnikiem Widzewa w tym sezonie. Z siedmioma bramkami na koncie jest trzecim strzelcem ekstraklasy. Były napastnik m.in. Vetry Wilno i Spartaka Nalczik ostatnio strzelał także dla reprezentacji, a w eliminacjach do Euro 2012 pokonał Ikera Casillasa i Petra Cecha. Jego dobra gra została zauważona przez ekspertów, którzy wybrali Sernasa na najlepszego piłkarza Litwy w 2010 r. Ale nie tylko przez nich. Pozyskaniem widzewiaka interesuje się wiele klubów, m.in. Hapoel Tel Awiw i Maccabi Hajfa z Izraela, Wisła Kraków, Legia i Polonia Warszawa, Lech Poznań, a podobno nawet angielskie Blackburn Rovers, o czym wspominał sam piłkarz. Po tej informacji zadzwoniliśmy do dziennikarza piszącego o Blackburn, który potwierdził, że klub rzeczywiście poszukuje napastnika. - Ale doświadczonego, która ma za sobą bogatą przeszłość, najlepiej związaną z Premier League. Dlatego na liście życzeń menedżera Sama Allardyce'a są m.in. Roque Santa Cruz, John Carew i Robbie Keane. Ale Sernas? Wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne. Ja przynajmniej nic o zainteresowaniu tym piłkarzem nie wiem - usłyszeliśmy od angielskiego dziennikarza.

O ile przejście do Premiership wydaje się nierealne, o tyle odejście Sernasa do innego klubu jest bardzo możliwe. Czy dni litewskiego snajpera w Widzewie są policzone? Oto co o zainteresowaniu swoją osobą ma do powiedzenia sam zawodnik.

O swojej przeszłości:

- Początki w Widzewie były trudne, bo teraz każdy potrafi grać w piłkę. Gdy przyszedłem do klubu, musiałem walczyć każdego dnia o miejsce w składzie. Na szczęście w drugim sezonie grałem regularnie już po 90 minut. Bardzo dobrze pamiętam pierwsze bramki w Widzewie, w tym pierwszego gola, jakiego strzeliłem Warcie Poznań w Łodzi. Oczywiście ostatnie bramki z reprezentacją też są bardzo ważne i zapamiętam je na długo. Strzelić bramkę Hiszpanii - supersprawa. Czy dzięki temu przejdę do Barcelony? Na playstation już jestem, gram w pierwszym składzie z Messim (śmiech).

O swojej przyszłości:

- Moje cele? Chciałbym zagrać w Polsce na Euro 2012. To jest moje marzenie, ale będzie o to bardzo trudno, bo mamy bardzo ciężką grupę. Początek mieliśmy naprawdę dobry, bo wygraliśmy m.in. z Czechami, i to na wyjeździe. Teraz musimy walczyć o awans ze Szkocją i właśnie z Czechami. Jeśli znowu z nimi wygramy, a dobre wyniki uzyskamy także ze Szkocją, to wszystko może skończyć się bardzo dobrze.

Jeśli chodzi o cele drużynowe, to chciałbym kiedyś zagrać z moim zespołem w Lidze Mistrzów. Teraz gram w niej tylko na playstation, ale chciałbym również w rzeczywistości. Czy uda mi się to osiągnąć? Zobaczymy.

O odejściu z Widzewa:

- Nie mogę powiedzieć na 100 procent, jak będzie. Mam parę konkretnych propozycji, o których będziemy rozmawiać. Jakie kluby się mną interesują? Wszyscy je znacie. Słyszałem o zainteresowaniu klubów zagranicznych i polskich. Osobiście chciałbym grać w jak najlepszej lidze. Teraz jest czas, żeby odejść. Jednak nie chcę iść od razu do bardzo silnego klubu, by siedzieć na ławce rezerwowych. Lepiej może przejść do nieco słabszego, ale regularnie grać. To jest dla mnie najważniejsze.

O mojej przyszłości decyduję nie tylko ja. Widzew może powiedzieć, że nie chce mnie sprzedać. W takim przypadku mam jeszcze 1,5 roku kontraktu, pozostaję spokojny i dalej gram w Widzewie. Czy szanse są większe, że zostanę, czy odejdę? Jeśli sam bym o tym decydował, to mógłbym na to odpowiedzieć, ale - tak jak mówię - ważne jest także to, co powiedzą w Widzewie. A w klubie jeszcze mi nie mówili, czy mnie sprzedają, czy nie. Jeśli nie będą chcieli, żebym odszedł, to na tym temat się kończy. Jeśli jednak Widzew powie, że mogę zostać sprzedany, to będę mógł zacząć myśleć, jaka oferta jest dla mnie najlepsza.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

Więcej o: