Widzewiak o transferze do ŁKS: - Nie wchodzi w grę

Widzew nie wystawił go na listę transferową, ale tak naprawdę tylko dlatego, że formalnie jest piłkarzem Skody Xanthi. Przy al. Piłsudskiego siłą zatrzymywać go jednak nie będą. Co zrobi Rafał Grzelak?
Wychowanek klubu z al. Piłsudskiego był pierwszym z czterech letnich transferów Widzewa. Na pewno najbardziej wyczekiwanym, bo o jego powrocie do Łodzi mówiło się od dawna, właściwie w każdej przerwie w rozgrywkach. W końcu działacze wypożyczyli go na rok z greckiej Skody Xanthi, która wcześniej oddała go do Steauy Bukareszt (tam popadł w konflikt z właścicielem klubu, więc podziękowano mu bez żalu). - Cieszę się, że po czterech latach za granicą wracam do klubu, w którym zaczynałem grać w piłkę - mówił w lipcu 28-letni lewoskrzydłowy. - Postaram się mu pomóc, by spisywał się w ekstraklasie jak najlepiej.

Ale nie pomógł. Wystąpił w ledwie pięciu ligowych meczach, na boisku był niewiele ponad 80 minut. Do tego doszły trzy spotkania w Pucharze Polski. Niewiele jak na piłkarza, w którym pokładano ogromne nadzieje.

Trener Andrzej Kretek tłumaczył, że Grzelak nie jest przygotowany do gry. - Dużo się o tym mówiło jesienią, a przecież bardzo długo trenowałem z całą drużyną. Jeśli nawet na początku miałem zaległości, to zdążyłem je dawno nadrobić. Ile można to prostować? - mówi piłkarz. I dodaje. - Na pewno ostatni rok był dla mnie fatalny pod względem sportowym, nie grałem w Rumunii, w Widzewie też nie wyglądało to najlepiej. Inaczej sobie to wszystko wyobrażałem.

Na razie nic nie wskazuje na to, by wkrótce miało być lepiej. Szefowie klubu z al. Piłsudskiego co prawda nie wystawili go na listę transferową (są na niej m.in. Tomasz Lisowski, Piotr Kuklis i Wojciech Szymanek), ale chyba tylko dlatego, że formalnie cały czas jest piłkarzem greckiego klubu. W wywiadzie dla serwisu Widzewiak.pl powiedział o tym zresztą właściciel klubu Sylwester Cacek. - W stosunku do Grzelaka rzeczywiście mieliśmy spore oczekiwania, których on nie spełnił. Zresztą większość sympatyków Widzewa była całym sercem za tym transferem. Wszyscy liczyli, że to będzie duże wzmocnienie.

I dodał: - Jest tylko wypożyczony ze Skody, więc nie bardzo możemy go sprzedać. Decyzja należy do Skody Xanthi. Ale jeśli zawodnik bardzo by chciał, to można się dogadać i skrócić wypożyczenie.

Co na to piłkarz? - Nie rozmawiałem z właścicielem Widzewa o mojej sytuacji, ale jeśli wypowiedział się o mnie w kontekście nieudanego transferu, to nie wróży to dla mnie nic dobrego. Podobną sytuację miałem w Steaule, znam takie przypadki także z Grecji - powiedział "Gazecie". - Jedno jest pewne: chcę grać. Nie chcę, tak jak to było do tej pory, tylko być w klubie i odbierać pensję. Jeśli miałoby tak zostać, to rzeczywiście chyba lepiej coś zmienić. Moja sytuacja jest o tyle skomplikowana, że jestem tylko wypożyczony. Muszę dojść do porozumienia nie tylko z szefami Widzewa, ale także z działaczami Skody Xanthi. To nie takie proste. Na pewno nie mogę sobie pozwolić na kolejne pół roku bez regularnej gry.

Być może szansą dla piłkarza będzie zmiana trenera. Kretka, który na niego nie stawiał, zastąpił Czesław Michniewicz, z którym Grzelak współpracował w Lechu Poznań. W sezonie 2003/2004 sięgnęli razem po Puchar Polski. - Myślę, że u trenera Michniewicza mogę liczyć na szansę. Powiedział nam zresztą, że nie interesuje go, jak długie mamy kontrakty, każdy może liczyć na grę. Ja na pewno będę walczył, nie zamierzam się poddawać. Chcę zostać w Widzewie i grać - mówi.

Niedawno pojawiła się informacja, że wychowankiem klubu z al. Piłsudskiego zainteresowany jest ŁKS. - Nic na ten temat nie wiem. Nie miałem żadnej propozycji. To nie wchodzi w grę - zaprzecza piłkarz.