Na czym nie zna się prezydent ds. sportu? Na sporcie!

Sport w naszym mieście potrzebuje sprawnego menedżera - mówi Krzysztof Piątkowski. Nowy wiceprezydent Łodzi, który sportem ma się zajmować, nie wie, ile mistrzostw Polski zdobywali piłkarze Widzewa i ŁKS-u i nie słyszał o łódzkich siatkarkach w reprezentacji Polski
Rozmowa z Krzysztofem Piątkowskim*

Szymon Bujalski: Jakie były według pana największe sukcesy łódzkich sportowców w 2010 roku?

Krzysztof Piątkowski: Zdecydowanie największym sukcesem łódzkiego sportu i naszych drużyn jest to, że mimo naprawdę niesprzyjających okoliczności, wielu kłopotów, zbyt małych pieniędzy i rujnującej się infrastruktury, nasi sportowcy osiągali w ogóle sukcesy. Nikogo indywidualnie wyróżnić bym jednak nie chciał, bo docenić trzeba wysiłek wszystkich.

To może łatwiej będzie panu wymienić największe niepowodzenia?

- Zawsze mieszkańców Łodzi martwią awantury na stadionach czy w ich okolicach. Ale jednocześnie dostrzegam działania klubów kibica, którym zależy, żeby wizerunek kibiców się zmienił. Problemem łódzkiego sportu były także konflikty wokół sposobu jego finansowania, spory wokół inwestycji. Angażowali się w nie wszyscy, ale nikt nie potrafili znaleźć rozwiązań dotyczących strategicznych decyzji. Myślę o infrastrukturze wokół stadionu Widzewa czy też budowie stadionu miejskiego. Ile stowarzyszeń czy działaczy, tyle poglądów w tych sprawach. Przez lata byłem przyzwyczajony, żeby najważniejsze decyzje konsultować ze środowiskiem. Ubolewam, że tak się nie dzieje, ale też mam nadzieję, że to się zmieni w najbliższym czasie. Związaną z tym porażką jest także brak strategii dla łódzkiego sportu. Ona musi powstać - albo jako element większej strategii miasta, albo osobno. Nie stworzę jej ani ja, ani zarząd miasta, ale współtworzyć będzie ją całe środowisko.

To znaczy?

- Mam na myśli radę sportu, którą zgodnie z nową ustawą o sporcie miasto może powołać. I ja chcę to zrobić. Nie wyobrażam sobie, że miasto jakiekolwiek ważne decyzje w tak istotnej dziedzinie życia, jaką jest sport, podejmie bez porządnych konsultacji społecznych. Rada sportu jest do tego bardzo dobrym narzędziem.

Kto powinien się w niej znaleźć i kiedy ona powstanie?

- Uczciwie powiem, że jest za wcześnie, by o tym mówić. Jest przecież bardzo dużo różnych stowarzyszeń i klubów, pewnie około 300, a wszyscy w radzie sportu nie mogą się znaleźć. W najbliższych tygodniach będziemy się bardzo poważnie zastanawiać nad składem i regulaminem rady oraz tego, jak ma współpracować ze środowiskiem sportowym.

Czyli żadnych konkretów w tej sprawie nie ma?

- Nie ma. Poza faktem, że rada sportu powinna powstać nie za trzy czy cztery lata, lecz już w tym roku i to jak najszybciej. Nie jest to tylko moja opinia, lecz całego zarządu miasta.

Dlaczego został pan prezydentem do spraw sportu? Podobno pierwotnie miał on zostać przydzielony do wiceprezydent Agnieszki Nowak z PO...

- Przyznam szczerze, że ja tego nie słyszałem. Jeśli chodzi o mnie, to warto byłoby zapytać przede wszystkim panią prezydent Hannę Zdanowską. Myślę jednak, że sport zasługuje na to, aby zajmowała się nim osoba odpowiedzialna i pracowita. A ja się odpowiedzialnych zadań nie boję. Być może to kierowało panią prezydent.

A jakie ma pan kompetencje związane stricte ze sportem?

- Mam kompetencje w dziedzinie zarządzania, ale nie sportem. Zresztą w obecnym kolegium prezydenckim nie ma działacza sportowego. W łódzki sport będzie się jednak angażować i wspierać - choćby przez radę sportu - wiele osób, które ma z nim bardzo dużo do czynienia. Niezależnie od tego sport w naszym mieście potrzebuje też sprawnego menedżera i ja dostrzegam w sobie tego rodzaju predyspozycje.

Rozumiem, że nadaje się pan do zarządzania, ale mimo wszystko chciałbym sprawdzić, czy nadaje się pan do zarządzania sportem. Możemy zabawić się w mały quiz?

- Pewnie się wysypię (śmiech ), ale spróbujmy...

Na początek coś łatwego. Ile razy piłkarze Widzewa i ŁKS-u zdobywali mistrzostwo Polski?

- (chwila zastanowienia ) Nie wiem, nie chciałbym się pomylić.

Które siatkarki Organiki reprezentowały ostatnio Polskę na mistrzostwach świata?

- Nie wymienię tych wspaniałych sportswomen, niestety.

A czterech zawodników rugbistów Budowlanych pan wymieni?

-...

To może wie pan, kogo Orzeł pokonał w meczu dającym mu awans do pierwszej ligi?

- Panie redaktorze, proszę o pewną wyrozumiałość. Naprawdę bardzo się staram dowiedzieć, jak najwięcej o kondycji łódzkiego sportu...

Ale to są jednak istotne sprawy, które kibicom są dość powszechnie znane.

- Mogłem się spodziewać tego rodzaju pytań. Cóż mogę powiedzieć, przepraszam, ale niestety nie znam na nie odpowiedzi. Ale tak szczerze, wolę na nie nic nie odpowiedzieć, niż powiedzieć coś źle czy pomylić nazwiska.

Jako samorządowiec zasłynął pan walką o usunięcie ze sklepów torebek foliowych, a ze sklepików szkolnych chipsów czy niezdrowych napojów. Ale przyznam szczerze, że ze spraw związanych ze sportem pana nie kojarzę...

- Bardzo niewielu samorządowców w ogóle "słynie" z własnych inicjatyw. Przez ostatnie cztery lata starałem się być sumiennym radnym i podejmować odpowiedzialne decyzje. Jak pan wie, wiele trudnych decyzji dotyczyło sportu, nawet proporcjonalnie więcej niż w innych dziedzinach. I tym się zajmowałem. Natomiast faktycznie, nie byłem autorem żadnej uchwały związanej ze sportem. Teraz występuję jednak w innej roli i to pytanie właściwie należałoby mi zadać dopiero jak ją skończę.

To spytam inaczej. Pański partyjny kolega Mariusz Bogacz [przewodniczący komisji sportu - przyp. red.] powiedział, że dla niego priorytetem będzie stawianie na rekreację i będzie dążył do zwiększenia liczby placów zabaw, ścieżek rowerowych czy ławeczek dla starszych ludzi. A jakie będą pańskie priorytety?

- Z całą pewnością to również będzie priorytetem. Ale nie jedynym i nie najważniejszym. Widzę dla siebie wiele zadań tam, gdzie sport zawodowy się rodzi, czyli u dzieci i młodzieży, gdzie talenty trzeba w porę odkryć i wspierać. Dlatego trzeba promować tego rodzaju aktywności i talenty przy pomocy nagród czy stypendiów. Nie tylko dla samych zawodników, lecz także m.in. ich trenerów. Na tym polu miasto nie robi jeszcze tyle, ile powinno.

Można nawet powiedzieć, że robi mniej. W budżecie o blisko milion zmniejszono wydatki na szkolenie sportowe, zmalały także wydatki na stypendia i nagrody.

- To nie jest kwestia samych pieniędzy, lecz także jakości szkoleń. Tydzień temu podjąłem decyzję w sprawie zarządzenia, które będzie kwestię tych szkoleń precyzować. Będziemy lepiej i dokładniej przyglądać się jakości tych szkoleń. Pieniędzy na ten cel jest trochę mniej, więc tym bardziej warto przyjrzeć się, czy te szkolenia nie są fikcją i faktycznie odbywają się tak, jak powinny. I jakie efekty przynoszą. Opracowaliśmy już metodę mierzenia tych efektów, w czym duża zasługa wydziału sportu, który konsultował się w tej sprawie z klubami sportowymi.

Bierze pan udział w rozmowach z Widzewem w sprawie budowy nowego stadionu klubu?

- W cały projekt bardzo mocno zaangażowała się prezydent Hanna Zdanowska, która - jeśli uzna to za potrzebne - może liczyć na moje wsparcie. W następnym tygodniu dojdzie do spotkania, w którym ostatecznie będą ustalane już sztywne zasady współpracy. Miasto chce pomóc w budowie stadionu, ale jednocześnie, zanim podejmie decyzję o sprzedaży gruntów, chce mieć pewność, że obiekt ten na pewno tam powstanie.

Jak się do tego zabezpieczycie?

- Stosownymi uchwałami, które teraz są dopracowywane.

Klub mocno się opiera przed tymi zapisami?

- Klub się zastanawia. Nie podjął jeszcze decyzji, ani nie skierował swoich nowych pomysłów. Czasu jednak nie marnujemy, bo zależy nam, by sprawę tę dopiąć jak najszybciej.

Czy w umowie znajdzie się punkt o zaangażowaniu finansowym miasta w spółkę Widzewa?

- Nie sądzę. Miasto nie ma takich planów i nie wydaje mi się, by miało to się zmienić. Zresztą nie ma takiej potrzeby, gdyż po naszej stronie jest już bardzo wiele zadań.

W listopadzie prezes Widzewa Marcin Animucki mówił, że chciałby, aby miasto wykupiło akcję spółki za symboliczną kwotę, by dzięki temu klub mógł się ubiegać o pieniądze z Unii. Brak takiego działania, według Animuckiego, oznaczałby brak dobrej woli, żeby cokolwiek zrobić.

- Miasto nie podjęło decyzji o wejściu w spółkę.

Wiem, ale zmierzam do tego, czy w ogóle powinno wykupić akcje spółki jakiegokolwiek klubu i angażować się w niego finansowo. Podobne oczekiwania ma ŁKS.

- Uczciwie powiem, że jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu. Ale nowa kadencja dopiero się zaczyna i jestem otwarty na wszelkie rozmowy na ten temat. Należy pamiętać, że wykup akcji spółki to tylko narzędzie do pomocy. Z całą pewnością nie można miastu zarzucać, że obu klubów nie wspiera, bo wspiera bardzo i według mnie po równo.

Czy władze Łodzi powinny wydawać 4,5 mln zł na przyszłoroczny EuroBasket kobiet?

- Taką decyzję podjęli prawie wszyscy radni poprzedniej kadencji. Ciężko mi się więc od niej odcinać i z nią nie identyfikować, choć mam co do niej spore wątpliwości. Zresztą podobnie jak pozostali członkowie zarządu miasta. Kiedy podejmowaliśmy decyzję w tej sprawie, nie wiedzieliśmy, jaki będzie budżet na 2011 r. Dzisiaj uważam, że chyba powinniśmy wtedy zrezygnować z tej imprezy. Nas po prostu nie było na nią stać, a decyzja o zaangażowaniu się w nią była zbyt pospieszna. Teraz jesteśmy do EuroBasketu zobowiązani i dojdzie do niego na pewno. W przyszłości takie decyzje powinny być jednak podejmowane z większą starannością.

Planuje pan zmiany personalne w wydziale sportu?

- Z całą pewnością wydział sportu nie wymaga tak głębokiej restrukturyzacji, jak np. wydział edukacji, który również nadzoruję. Najpierw przyjrzę się dokładnie pracy wydziału, poznam wszystkie mechanizmy. Decyzję podejmę dopiero później, ostrożnie i bez pośpiechu. Jeżeli do tej pory pojawiały się jakieś nazwiska w mediach, to są to tylko domysły dziennikarzy.

Skoro nic nie ma na rzeczy, to czemu na korytarzach głośno mówi się o nominacji dla Małgorzaty Niemczyk czy Marka Łopińskiego?

- To już trzeba się spytać tych, którzy takie informacje przekazują. Na pewno jest bardzo wiele osób, które mogłyby dla łódzkiego sportu zrobić wiele dobrego. Być może źródłem plotek są jakieś konflikty czy też krytyczne uwagi pod adresem obecnych dyrektorów, nie wiem. Trudno mi to komentować, ja mogę mówić o faktach. A fakty są takie, że w najbliższym miesiącu nie planuję przeprowadzać żadnych zmian w wydziale sportu.

*Krzysztof Piątkowski jest wiceprezydentem Łodzi z ramienia PiS-u odpowiedzialnym m.in. za sport i edukację.