Sport.pl

Bez postępu w sprawie nowego stadionu Widzewa

Władze Łodzi i Widzewa spróbowały wykonać krok ku porozumieniu, które ma doprowadzić do budowy stadionu. Udało się jednak zrobić co najwyżej malutki kroczek, choć bliższe prawdy jest stwierdzenie, że wciąż drepczą w miejscu -
Przez cały poprzedni tydzień na łamach "Gazety" relacjonowaliśmy konflikt między władzami Widzewa i Łodzi. Przyczyny sporu były dwie: *usunięcie z tegorocznego budżetu bez wiedzy klubu 5 mln zł na przebudowę dróg w okolicy stadionu oraz *wydanie przez miasto warunków zabudowy niezgodnych z projektem Widzewa.

Problem był na tyle poważny, że obie strony postanowiły spotkać się. Wczoraj doszło do rozmów prezesa Marcina Animuckiego z prezydent Hanną Zdanowska i wiceprezydentami: Markiem Cieślakiem (odpowiedzialny za inwestycje) i Krzysztofem Piątkowskim (sport). W trakcie negocjacji zapraszano także przedstawicieli odpowiednich wydziałów urzędu miasta. Wszyscy, którzy liczyli, że wizyta prezesa Widzewa w magistracie będzie przełomem, muszą czuć się rozczarowani. Bo mimo udziału najważniejszych osób w mieście niewiele się zmieniło.

- Wolałabym, żeby było więcej decyzji bezpośrednio dotyczącej realizacji inwestycji, a nie samych rozmów. W najbliższym czasie będą kolejne spotkania i mam nadzieję, że w ślad za nimi pójdą również konkretne decyzje - podsumowanie prezydent Zdanowskiej mówi wszystko. Jeśli ktoś czułby się jednak niedoinformowany... - Przystąpiliśmy do ujednolicenia stanowisk w wielu sprawach - kontynuuje Zdanowska. Jakich? - Zaczęliśmy wyjaśniać sprawy dotyczące wydania warunków zabudowy. Wyjaśniłam także, co mną kierowało, gdy wykreślałam z budżetu 5 mln zł na drogi wokół Widzewa.

Wczoraj żadne decyzje nie zapadły. Nie było też żadnych deklaracji. Wychodzi więc na to, że obie strony spotkały się tylko po to, by wyjaśnić ostatnie "nieporozumienia w sprawie porozumienia". Jak na dwa miesiące rzekomych rozmów o tymże porozumieniu to trochę za mało.

Co więcej, można dojść do wniosku, że stanowiska obu stron ponownie się oddaliły. Dlaczego? W listopadzie ubiegłego roku Widzew zobowiązał się, że przygotuje dokumentację niezbędną do rozpoczęcia przebudowy infrastruktury wokół stadionu. Wykonania takich dokumentów nie zlecił do dziś, bo - jak mówił Animucki na spotkaniu z radnymi komisji sportu - klub myślał, że... sporządzi je miasto. - Okazało się, że co innego było wiadomo mnie, a co innego wiedział klub - przyznała Zdanowska.

Od 9 listopada władze Łodzi zobowiązane są do przygotowania porozumienia z klubem. Trwają więc rzekome rozmowy obu stron. Nowa władza prowadzi je od grudnia. Jak to możliwe, że przez ten czas ani miasto, ani klub nie zorientowało się, że brakuje dokumentacji w tak ważnej sprawie?

Chciałbym wierzyć, że obu stronom naprawdę zależy na osiągnięciu porozumieniu. Powodów, by tak sądzić, z każdym dniem mam jednak coraz mniej. Co chwilę okazuje się, że stanowiska miasta i Widzewa mijają się w kolejnej kluczowej kwestii. Tak było ze zmianami w budżecie, tak było przy wydaniu warunków zabudowy, tak jest teraz przy przygotowaniu dokumentacji. Gdy jeden problem znika, w jego miejsce pojawiają się dwa kolejne.

Znamienna w całej sprawie jest wczorajsza wypowiedź Animuckiego: - Inwestycja na dzisiaj jest wstrzymana. Nie wykonujemy żadnych prac z nią związanych.

Wygląda to tak, jakby jedni patrzyli tylko na to, co zrobią drudzy. Ci z kolei nie robią nic, bo czekają na ruch tych pierwszych. Tak stadionu się nie wybuduje.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Wczoraj ogłoszono, że przez najbliższe dni Widzew i miasto - jak powiedział Animucki - będą analizować złożone przez siebie propozycje. Wychodzi więc na to, że przez ten czas obie strony tak naprawdę ze sobą się nie konsultowały i nie szukały porozumienia. Ciężko w takiej sytuacji oczekiwać, że je znajdą...