Sport.pl

Gwiazda Widzewa nie zagra w Anglii. Ma żal do działaczy

Gdybym decydował sam, już byłbym w Blackpool. Nie wiem, dlaczego szefowie Widzewa mnie tam nie puścili. Nie wiem, dlaczego mi to zrobili - żali się Darvydas Sernas, napastnik drużyny z al. Piłsudskiego
Najskuteczniejszego zawodnika Widzewa (obok Marcina Robaka, który w styczniu odszedł do tureckiego Konyasporu) nie trzeba było nawet namawiać na takie wyznanie. Już na pierwszy rzut oka nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na świecie i to nie tylko dlatego, że właśnie spędził trzy kwadranse na boisku w Kleszczowie, gdzie przy kilkustopniowym mrozie i padającym śniegu grał z drugoligową Olimpią Grudziądz. Gdyby wszystko poszło po jego myśli, w tym czasie byłby w Blackpool, angielskim mieście nad Morzem Irlandzkim, i przygotowywał się do debiutu w miejscowej drużynie przeciwko West Ham. I to nie byle gdzie, bo w Premier League, tej samej, w której grają Manchester United, Chelsea, Liverpool i Arsenal, Wayne Rooney, Didier Drogba i Fernando Torres. - Gra w lidze angielskiej to moje marzenie - mówi Sernas. - Gdy pojawiła się oferta Blackpool, od razu powiedziałem - tak. Prezesi rozmawiali trzy dni, ale się nie dogadali. Muszę zostać. Czy mam żal do szefów Widzewa? Oczywiście. Nie wiem, jak mogli mi to zrobić. Może już do końca kariery nie będę miał takiej szansy. Przecież to liga angielska, grałbym przeciwko Manchesterowi, Arsenalowi, na pięknych stadionach. To była szansa życia.

Co dalej z Sernasem?

Fiasko rozmów działaczy Blackpool z szefami Widzewa musiały nim wstrząsnąć, bo na opuszczenie Łodzi przygotowywał się chyba już od dawna. Jeszcze niedawno transferowym tematem numer jeden było jego niedoszłe przejście do Lecha Poznań i dywagacje, czy w rundzie wiosennej myślami będzie tylko w Widzewie, czy może każdego miesiąca będzie liczył pieniądze, które mógł zarobić u mistrza Polski, a które przeszły mu koło nosa. O względach sportowych, czyli występach w Lidze Europy, nie wspominając. W Anglii płacą w funtach, z kim rywalizuje Blackpool Sernas powiedział już sam. Teraz stare pytanie wraca - czy Litwin w Widzewie będzie grał na 100 proc.? - Jestem profesjonalistą, będę grał najlepiej jak potrafię - wyrecytował w środę jak na widzewiaka wyszkolonego przez agencję PR przystało. Ale po chwili dodał, że nie wie jeszcze, jak długo zostanie w klubie z al. Piłsudskiego. - Mam jeszcze półtora roku kontraktu, może pogram tu jeszcze rok? - nie brzmiało to jak słowa kogoś, kto za Widzew odda zdrowie.

Czy będzie myślał o straconej szansie na transfer do Anglii? - Robotem nie jestem. Wiadomo, że od razu o tym nie zapomnę - mówi wprost.

To, co dotyczy jego i działaczy Widzewa, dotyczy też trenera Czesława Michniewicza, który wszystkiemu przygląda się z boku. Wiadomo, że na transfery wpływ ma niewielki (o ile ma w ogóle), więc pozostaje mu tylko żyć w nadziei, że Sernas zostanie, zapomni (czas przecież goi rany) i da z siebie wszystko na chwałę Widzewa. - To kluczowy dla nas zawodnik, bardzo na niego liczę - powtórzył w środę po raz któryś, od kiedy prowadzi drużynę z al. Piłsudskiego. Michniewicz powiedział o Sernasie jeszcze coś, co właściwie bardziej dotyczy jego samego. - To nie jest dla niego komfortowa sytuacja, ale musi sobie z tym radzić.

Okno transferowe w Europie Zachodniej zamknęło się z końcem stycznia, więc teraz Litwin mógłby odejść już tylko do innego polskiego klubu albo m.in. do Rosji. - Ale skoro działacze nie puścili mnie do Anglii, to puszczą mnie gdzie indziej? - pyta piłkarz.

A profesjonalizm Sernasa, nieszczęśliwego z braku wymarzonego wyjazdu do Anglii? - Jeśli chodzi o podejście do zajęć, to jest wzorowe - zapewnia Michniewicz. - Dzień po tym, jak okazało się, że nie trafi do Lecha, chwaliłem go przy całej drużynie za profesjonalizm. Nie ulega jednak wątpliwości, że w głowie cyfry mu migoczą jak w jednorękim bandycie.

Gruzin, Portugalczyk, Macedończyk?

Sernas więc zostaje. Ale co będzie, jeśli dozna kontuzji albo będzie pauzował za kartki? Robak gra już w dalekiej Turcji.

W kadrze pozostają Piotr Grzelczak i Przemysław Oziębała. Michniewicz: - Gdybym dziś miał powiedzieć, kto zagra w ataku w pierwszym meczu z Lechem, to miałbym problem. Sernas wydaje się pewniakiem, Grzelczak strzela bramki, Gruzin świetnie się prezentuje, konkurencja jest duża.

Ów Gruzin to Nika Dżałamidze, który z widzewiakami był już w Cetniewie, a w czwartek ma polecieć (około godz. 7.30) do Portugalii. Na razie bez kontraktu. - Moje stanowisko jest jasne - mówi Michniewicz. - On potrafi grać w piłkę, jest bardzo dynamiczny i dobry technicznie, bardzo pasowałby do zespołu. Jest w nim raptem tydzień, a na boisku czuje się pewnie. Do CSKA Moskwa [Dżałamidze jest w drużynie młodzieżowej tego klubu - przyp. red.] nie trafiają przecież przypadkowi piłkarze. Chcę bardzo, by z nami został.

Teraz ruch należy do działaczy, a raczej komitetu transferowego w Widzewie. Ich zdanie nie musi być spójne ze zdaniem trenera.

Dżałamidze nie jest zresztą jedynym ofensywnym piłkarzem, o którym mówi się przy al. Piłsudskiego. Niewykluczone, że już w Portugalii do widzewiaków dołączy dwóch piłkarzy. Jednym z nich jest jeden z dwóch Portugalczyków, którzy trenowali w Łodzi już jesienią. Bardziej prawdopodobne jest, że chodzi o napastnika Jóse Egasa dos Santosa Branco (drugi to obrońca Gilberto Manuel Pereira da Silva) z Olhanense.

Drugi zawodnik, który może trafić do Widzewa, to reprezentant Macedonii Hristijan Kirovski. 25-letni napastnik FK Skopje jesienią zdobył 10 goli w 18 ligowych meczach. Z Portugalczykiem łączy go to, że jest wysoki, zdecydowanie wyższy od Denisa Rikelsa, Łotysza, który niedawno podpisał kontrakt z Zagłębiem Lubin. Michniewicz potwierdził, że król strzelców ligi łotewskiej był bardzo blisko Widzewa, był nawet w Łodzi. Działacze zrezygnowali jednak z transferu. Nieoficjalnie wiadomo, że po pierwsze - odstraszyła ich cena, a po drugie - napastnicy o podobnych parametrach już są w kadrze. - Nie wyszło, trudno - mówi tylko trener.

Bez Lisowskiego i...

W czwartek po godz. 7 rano 28 widzewiaków miało wylecieć na drugie zimowe zgrupowanie, tym razem ich bazą będzie ośrodek sportowy w Vilamoura położonej około 20 km od Faro. W kadrze są niespodzianki, bo wypadli z niej m.in. Piotr Kuklis i Łukasz Grzeszczyk. W Portugalii nie będzie też trenował kontuzjowany Damian Radowicz. Do pierwszej drużyny włączeni zostali za to piłkarze z Młodej Ekstraklasy - Damian Ceglarz, Mikołaj Zwoliński i Piotr Mroziński. Ten pierwszy to lewy obrońca, czyli naturalny następca w kadrze Tomasza Lisowskiego, który - wszystko na to wskazuje - już teraz przeniesie się do Korony Kielce.

Dopiero 10 lutego do widzewiaków dołączy Riku Riski. Fin ma bowiem przed sobą zgrupowanie reprezentacji na Cyprze. Na mecz kadry Łotwy nie pojedzie za to Jurijs Żigajews, który jest kontuzjowany. Z łódzką drużyną w Vilamoura będzie jednak od początku.

Widzew - Olimpia Grudziądz 2:0 (0:0)

Gole: Grischok (60., 77.)

Widzew: Kaniecki (46. Mielcarz) - Ben Radhia (46. Budka), Madera (46. Bieniuk), Ukah (46. Straton), Lisowski (46. Dudu) - Ostrowski (46. Oziębała), Grzeszczyk (46. Panka), Kuklis (46. Szymanek), Grzelak (46. Grischok), Durić (46. Dżałamidze) - Grzelczak (46. Sernas).