Sport.pl

Widzew przegrał z Legią. Klapa zamiast próby generalnej

Sparing z Legią Warszawa miał być dla widzewiaków próbą generalną przed startem ligi. Ale z pewnością nią nie był. Właściwie wszystko poszło nie tak...
W najbliższą niedzielę piłkarze z al. Piłsudskiego zmierzą się w Poznaniu z Lechem. O formie mistrzów Polski trochę już wiemy, bo rozegrali już dwa oficjalne mecze - z portugalską Bragą w Lidze Europy (1:0) i Polonią Warszawa w Pucharze Polski (0:1). O formie widzewiaków wiemy za to niewiele i nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że i trener Czesław Michniewicz zacznie ligę trochę w ciemno.

I nie chodzi nawet o to, że jego piłkarze nie grali jeszcze w tym roku meczu o stawkę. Oni tak naprawdę nie rozegrali tej zimy dwóch w pełni wartościowych sparingów! Owszem, było ich dziewięć, ale w tych rozgrywanych w Polsce (nie licząc Legii, o której za chwilę) mierzyli się z drużynami z drugiej i trzeciej ligi i to w momencie, gdy w pocie czoła pracowali nad siłą i wytrzymałością.

W Portugalii, gdzie polecieli na drugie zgrupowanie, nie było wiele lepiej. Potyczki z miejscową drużyną młodzieżową chyba nie ma w ogóle sensu liczyć i nie robią tego nawet w łódzkim klubie. Grająca w ekstraklasie Vitoria Setubal i drugoligowy Belenenses Lizbona robią zdecydowanie lepsze wrażenie - ale jak zauważył sam trener Michniewicz - to zespoły, które są w trakcie sezonu i przeciwko Widzewowi zagrały w bardzo okrojonych składach.

Brak solidnych sparingpartnerów podczas zorganizowanego na szybko zgrupowania odczuwany był do tego stopnia, że trener Michniewicz wsadził swoich piłkarzy do autokaru i pojechał z nimi 200 km do Hiszpanii. Prowadzić na szczęście nie musiał, ale gdyby była taka potrzeba, to zapewne usiadłby za kółko. Sparing z serbską FK Indiją - ze szkoleniowego punktu widzenia - był warty tej podróży. - Wcześniej opór stawiany przez naszych przeciwników nie był zbyt imponujący. A gdy deszcz nie pada, to nie wiadomo, gdzie dach przecieka. Dzięki meczowi z Indiją wiemy gdzie. Zagraliśmy na świetnie przygotowanym boisku na stadionie olimpijskim w Sewilli, przegraliśmy 0:1, ale na tle rywali było widać, gdzie jeszcze mamy braki, nad czym musimy pracować - mówił Michniewicz.

Skoro o deszczu mowa, to właśnie przez niego odwołany został ostatni sparing z ekstraklasowym SC Olhanense, który miał zakończyć zgrupowanie. - Żałuję, ale co mogliśmy zrobić? Wiadomo, w jakich okolicznościach polecieliśmy do Portugalii [trzeba było odwołać zgrupowanie w Tunezji, przepadły więc umówione tam sparingi - przyp. red.]. Tutaj nie każdy miał ochotę albo czas, by z nami grać - mówi trener Widzewa.

Sparing z Legią miał mu to chociaż w małym stopniu zrekompensować. Z trzecią drużyną ekstraklasy jego zespół miał zagrać na stadionie przy Łazienkowskiej, na naturalnej trawie, innej niż w Portugalii, bo trochę ośnieżonej i zmarzniętej. Ale właśnie na takim boisku Widzew zagra za tydzień z Lechem. Szykowała się więc próba generalna jak się patrzy.

Z Legią drużyna Michniewicza zagrała jednak na Bemowie, na sztucznej murawie (!), do tego przy sztucznym świetle. Było mniej więcej tak, jakby salon oświetlić lampką nocną, a jeszcze cały czas padał śnieg. Fotoreporterzy przeklinali pod nosem.

Na dokładkę trenerzy obu drużyn umówili się, że zagrają dwa razy po 40 minut. Próbą generalną przed ligą nazwać tego meczu nie można z całą pewnością. - Gdybyśmy rozegrali więcej dobrych sparingów w Portugalii, to być może byśmy odpuścili ten z Legią - mówił trener Michniewicz. - Nie dało rady, byśmy zagrali przy Łazienkowskiej, Maciek [Skorża, trener Legii - przyp. red.] sprawdzał boisko, murawa się rozjeżdżała. Jak wyjeżdżaliśmy z Łodzi, to nasze boisko było zielone. Może trzeba było zagrać u nas, rywale pewnie by przyjechali?

Ale mecz był w Warszawie.

W pierwszej połowie legioniści grali w piłkę, a widzewiacy byli na boisku. Efekt to trzy gole dla tych pierwszych. Dwa z nich zdobył pozyskany dzień wcześniej z Sigmy Ołomuniec Michal Hubnik, trzeciego dołożył Alejandro Cabral. Widzew bramce Wojciecha Skaby właściwie nie zagroził. - Pierwsza połowa pokazała, że nie da się grać pod napięciem, a moi piłkarze byli pod napięciem, byli za bardzo zestresowani. Chyba tą murawą - oceniał Michniewicz. - Rywale lepiej się na niej poruszali, lepiej operowali piłką. My biegaliśmy za piłką i oddawaliśmy ją przy pierwszym kontakcie do przeciwnika. Później ciężko nam było odebrać piłkę.

Po przerwie było trochę lepiej. Szybko gola zdobył Mindaugas Panka, mógł kolejnego, ale Darvydas Sernas mu nie podał. W słupek trafił też Nika Dżałamidze.

A propos Gruzina, to zaprezentował się o niebo lepiej od Riku Riskiego. Fin grał do przerwy za najbardziej wysuniętym Sernasem, Dżałamidze po przerwie. Michniewicz: - Riku zagrał tak jak wszyscy w pierwszej połowie. Może w drugiej byłoby lepiej... Na takiej śliskiej murawie widać, kto jest dobry technicznie, kto dobrze operuje piłką. I Dżałamidze pod tym względem nie ustępował legionistom. To ciekawy chłopak, ale musimy się zastanowić, czy w Poznaniu wystawić go od początku, czy może wprowadzić na boisko później. Nie chcemy go od razu spalić. Zobaczymy...

W Widzewie żaden z piłkarzy nie wybił się zdecydowanie ponad kolegów. Dwa poważne błędy popełnił za to Bartosz Kaniecki. Przy pierwszym golu wypuścił piłkę, którą miał już w rękach, przy drugiej chyba źle się ustawił. Michniewicza jednak nie rozzłościł. - Nie winię Bartka, nie chcę go dobijać. Warunki były trudne, przytrafił mu się błąd, trudno - mówił tylko.

Ale tych błędów - nie tylko Kanieckiego - było jednak trochę za dużo. - Rzeczywiście, popełniliśmy ich bardzo dużo. Nie możemy grać tak nerwowo. Martwiło mnie też to, że moi piłkarze nie komunikowali się na boisku. Materiał poglądowy mamy bardzo dobry - oceniał trener Widzewa.

W sobotę, jeszcze przed wyjazdem do Warszawy, Michniewicz obejrzał mecz Młodej Ekstraklasy z Sokołem Aleksandrów (3:0). - Nie wykluczam, że ktoś z tego meczu może znaleźć się w meczowej osiemnastce na mecz z Lechem. A może nawet w podstawowym składzie - mówi.

Piłkarzom pierwszego zespołu, którzy zagrali z Legią na tydzień przed inauguracją ligi, powinno to dać do myślenia.

Legia - Widzew 3:1 (3:0)

Gole: Hubnik (6., 28.), Cabral (34.) - Panka (46.)

Legia: Skaba - Rzeźniczak Ż, Kelhar, Astiz, Wawrzyniak (66. Komorowski) - Manu, Cabral, Radović (66. Szałachowski), Borysiuk, Kucharczyk (72. Mezenga) - Hubnik.

Widzew: Kaniecki (41. Mielcarz) - Ben Radhia, Bieniuk (41. Ukah), Madera, Dudu - Budka (53. Grzelczak), Pinheiro (41. Broź), Panka (72. Mroziński), Grischok (41. Grzelak) - Riski (41. Dżałamidze Ż) - Sernas (62. Durić).