Widzew pewnie wygrał. Ale jeszcze ma rezerwy

Piłkarze Widzewa potwierdzili, że dobra postawa w meczu z mistrzem Polski nie była przypadkiem. Wbili Koronie trzy gole i powiększyli przewagę nad strefą spadkową
Terminarz rundy wiosennej nie sprzyja Widzewowi. Rozgrywki drużyna prowadzona przez Czesława Michniewicza zaczęła od pojedynku z mistrzem Polski, później w kolejce czekali inni kandydaci do czołowych miejsc: Korona Kielce, Wisła Kraków i Polonia Warszawa. A zimą drużyna została poważnie osłabiona, bo brak takiego napastnika jak Marcin Robak odczułby każdy polski przeciwnik. Jakby tego było mało, w słabszej dyspozycji jest druga widzewska gwiazda - Darvydas Sernas. Choć Litwin co rusz podkreśla, że pogodził się już z tym, że nie zagra w angielskim Blackpool, to jego gra wskazuje na coś zupełnie przeciwnego. - Na pewno to siedzi w jego głowie - uważa Tomasz Łapiński, jedna z legend Widzewa, a obecnie komentator Cyfry+.


Najskuteczniejszy widzewski napastnik stara się, ale niezbyt mu wychodzi. - Kilka razy niewiele brakowało mu do zdobycia goli - trener Czesław Michniewicz stara się podbudować swojego gracza. Zresztą Litwin zdaje sobie sprawę ze swojej słabszej dyspozycji, bo schodząc w 90. min z boiska, trochę wstydliwie spuścił głowę. Ożywił się dopiero, gdy kibice zgotowali mu owację i podziękowali brawami.

Tydzień temu, po pechowej porażce z Lechem, pisaliśmy, o deja vu. Drużyna grała dobrze, chwilami przeważała, ale z punktów cieszył się przeciwnik. Tak jak wielokrotnie w rundzie jesiennej. Na dodatek żaden z pozyskanych zimą zawodników nie zagrał w podstawowym składzie. Trudno więc było o optymizm, ponieważ drugim przeciwnikiem Widzewa była Korona, która wcześniej regularnie biła drużynę z al. Piłsudskiego. Fatalną passę porażek udało się przerwać dopiero w drugiej kolejce tego sezonu, kiedy po dwóch golach Sernasa łodzianie zwyciężyli na wyjeździe 2:1.

Jednak kielczanie szybko się podnieśli i dołączyli do czołówki. Nie ukrywali, że celem zespołu jest nawet mistrzostwo Polski. W Widzewie kłopotów nie brakowało, bo za kartki musiał pauzować Souheil Ben Radhia. Zastąpił go stoper Ugo Ukah. Z dobrym skutkiem, bo w defensywie radził sobie nieźle, choć tradycyjnie już był chaotyczny przy wyprowadzaniu czy wybijaniu piłki. Jego notę podnosi strzelony gol.

To niejedyna zmiana w jedenastce. Piotra Grzelczaka zastąpił Nika Dżalamidze. Gruzin w pierwszym kwadransie przebiegł chyba trzy razy większą odległość niż każdy z jego kolegów i rywali. Atakował kielczan już przed ich polem karnym, nie pozwalając rozgrywać piłki. Wszystko wskazywało, że po półgodzinie padnie z braku sił...

Wracając do składu gospodarzy, to najtrudniejsze zadanie czekało stoperów, którzy mieli przeciwko sobie najskuteczniejszego napastnika ekstraklasy Andrzeja Niedzielana. Właśnie niemu podporządkowana jest taktyka Korony. Jego koledzy starają się wrzucić piłkę za linię obrony, a tam doścignięcie szybkiego jak błyskawica napastnika jest praktycznie niemożliwe.

Prawdopodobnie dlatego Sebastian Madera i Wojciech Szymanek grali bardzo głęboko. Niedzielan uciekł im raz i z bliska pokonał Macieja Mielcarza. Na szczęście był na spalonym. Obaj widzewiacy grali nerwowo. Po kilku niecelnych podaniach przestali ryzykować i wybijali piłkę daleko od swojej bramki. Trener tłumaczył ich presją (- Bo Cracovia zdobywa punkty i zmniejszyła dystans do nas), a także nierównym boiskiem. Najważniejszy błąd popełnił Madera, który nie przypuszczał, że Edi Andradinha tak szybko zdecyduje się kopnąć z 18 m. Gdyby zrobił dwa kroki do przodu, zablokowałby uderzenie Brazylijczyka. Niestety, strzał był kapitalny i Mielcarz niczego nie mógł zrobić.

Niedzielana, Ediego czy Sernasa przyćmił w sobotę Dżalamidze. Gol i dwie asysty w pierwszym poważnym występie w ekstraklasie to nie lada wyczyn. Młodziutki Gruzin chwilami ośmieszał przeciwników. Wygrywał pojedynki jeden na jednego, celnie podawał, utrzymywał się przy piłce, a także przerywał akcje przeciwników. Nic dziwnego, że schodząc z boiska, usłyszał brawa na stojąco, a wcześniej kilka razy kibice skandowali jego nazwisko.

Bramka, którą zdobył, zapewne będzie kandydowała do miana najładniejszych w sezonie. Mielcarz podał ręką do Pawła Grischoka, ten kopnął do będącego przed polem karnym Gruzina. - Podanie był świetne. Przyjąłem piłkę i zobaczyłem, że bramkarz wyszedł za daleko. Więc go przelobowałem. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, zrobiłem to, co potrafię - spokojnie opowiadał widzewiak. Przy drugim trafieniu jak dziecko ograł w polu karnym Aleksandara Vukovicia i idealnie dośrodkował na głowę Ukaha, a przy trzecim spokojnie wypatrzył wbiegającego w pole karne Adriana Budkę, a ten atomowym uderzeniem omal nie rozerwał siatki. Dżalamidze strzelał jeszcze kilka razy, a jego precyzyjnych podań nie wykorzystali koledzy.

Przy komplementach dla Gruzina nie można zapomnieć o jego kolegach. Kapitalnie zagrał Łukasz Broź, który sprawia wrażenie, jakby zaczynał karierę jako środkowy pomocnik. A przecież regularnie występuje na tej pozycji od połowy rundy jesiennej. Wykorzystując swoją ruchliwość i szybkość, jest dobry w odbiorze piłki, ale poza tym potrafi świetnie rozpocząć akcję czy precyzyjnym zagraniem z pierwszej piłki przyspieszyć grę.

Kolejny plus to Budka - aktywny, szybki, wygrywający pojedynki indywidualne z rywalami. Kapitan drużyny dawno nie spisywał się tak dobrze. Świetne zmiany dali Riku Riski oraz Velibor Durić. - Wybranie kadry na mecz, a później jedenastki to dla mnie największy problem - opowiadał Michniewicz. - Wszyscy piłkarze pracują z pełnym zaangażowaniem i, co ważne, nie obrażają się, że muszą siedzieć na ławce rezerwowych.

Optymistyczne jest to, że Widzew ma jeszcze rezerwy. Znacznie lepiej potrafią grać Sernas, Mindaugas Panka i Dudu, rezerwy ma Grischok. A przecież są jeszcze Jurijs Żigajevs czy Krzysztof Ostrowski. Skoro mająca wielkie aspiracje Korona powinna cieszyć się, że wróciła do domu tylko z trzema straconymi golami, to widzewiaków stać na spokojne miejsce w środku tabeli. Oby!

I jeszcze jedno: po trzech golach Widzew jest najskuteczniejszą drużyną ekstraklasy.

Powiedzieli o meczu

Marcin Sasal, trener Korony: Straciliśmy zbyt łatwo bramki. Założyliśmy sobie, że będziemy grać wysoko, atakować, a nie tak jak zwykle - czekać. Popełnialiśmy jednak fatalne błędy. Utrzymywaliśmy się przy piłce, staraliśmy się grać kombinacyjnie. Ale tym meczów się nie wygrywa. Widzew wybrał prostą receptę - długimi piłkami uruchamiał swoich zawodników, z czym moi zawodnicy nie mogli sobie poradzić. Strzeliliśmy bramkę 2:2 i myślę, że w tym momencie mieliśmy mecz pod kontrolą. Bramka nie została jednak uznana. Czy słusznie? Nie wiem, muszę zobaczyć tę sytuację na powtórkach. Chwilę po tej akcji padła trzecia bramka dla Widzewa, która praktycznie zakończyła mecz.

Czesław Michniewicz, trener Widzewa: Wygraliśmy bardzo trudny mecz, w którym nie brakowało błędów z obu stron. My te błędy rywala potrafiliśmy lepiej wykorzystać. Graliśmy prostszymi środkami, ale też mieliśmy kilka sytuacji do strzelenia bramek. Na pewno przez cały mecz u moich zawodników nie zabrakło wiary w zwycięstwo. Nawet w momencie, gdy Korona szybko wyrównała, widziałem, że czuli się mocni. Może nie wszystkie akcje były piękne, brakowało spokoju w grze, wykończenia, niekiedy lepszych wyborów. Jest to jednak początek rundy i myślę, że z każdym spotkaniem będziemy spisywać się coraz lepiej. W Poznaniu zagraliśmy całkiem przyzwoicie, ale punktów nie przywieźliśmy. Dziś gra pozostawiała wiele do życzenia, ale mamy trzy punkty. Zanim Nika Dżalamidze przyjechał na testy, nie było wiadomo, kogo będziemy oglądać. Początki miał trudne, ale na testach pokazał się z dobrej strony i już po zgrupowaniu w Cetniewie wiedzieliśmy, że chcemy tego zawodnika. Stwierdziliśmy, że jest to piłkarz, który może przydać się Widzewowi. Ale też przyznam szczerze - nie stawiam przed nim wyzwań, żeby co tydzień grał jak dzisiaj. Na pewno mecz z Koroną był jego meczem, wszystko mu się układało i bardzo ładnie nam pomógł, ale w pojedynkę by tego spotkania nie wygrał. Inni zawodnicy również ciężko pracowali na te punkty. Lodu w klubie jest dużo, głowę Niko włożymy więc do niego, żeby dalej pracował i myślał o tym, jak wygrać kolejny mecz. Na pewno nie jest to jeszcze gwiazda na miarę Widzewa, nie jest to gwiazda na miarę ligi.

Sebastian Madera, stoper Widzewa: O trzy punkty naprawdę nie było łatwo, ale najważniejsze, że ostatecznie je zdobyliśmy. Bardzo cieszy nasza gra w ofensywie, bo pokazaliśmy, że potrafimy strzelać dużo bramek. Jeśli chodzi o Koronę, to w drugiej połowie musieliśmy być bardzo ostrożni w obronie, nie mogliśmy ryzykować, bo wynik zmusił kielczan do podejścia do nas bardzo wysoko i każdy błąd mógł nas wiele kosztować. Teraz przed nami dwa ciężkie wyjazdy, ale takie są wymogi ekstraklasy. Nikogo jednak się nie boimy, więc do Krakowa i Warszawy pojedziemy po punkty.

Ugo Ukah, obrońca Widzewa: Nie ma co porównywać spotkania z Lechem i Koroną. W Poznaniu była bardzo nierówna murawa, a my mamy techniczną drużynę. Mamy duży potencjał w ofensywie i przede wszystkim bardzo szybkich zawodników. Dlatego staramy się grać dużo prostopadłych piłek do naszych atakujących. W Poznaniu taka gra nam się nie udała, dzisiaj już tak. Jeśli potrafimy w miarę szybko zdobyć gola, to później nasza gra układa się o wiele lepiej. Dobrze, że mamy w składzie Dżalamidze, Duricia, Riskiego. Myślę, że jeżeli będziemy występowali na porządnych murawach, to z takimi rozgrywającymi nasza gra będzie wyglądać coraz lepiej.

Adrian Budka, kapitan Widzewa: Każdy z nas zagrał dla dobra drużyny i tę drużynę na boisku było widać. Jeden za drugiego walczył, pomagaliśmy sobie nawzajem, to przyniosło efekt.

NOT. BUJAL