Sport.pl

Widzew i dziennikarze. O co w końcu działaczom chodzi?

Już jakiś czas temu szefowie Widzewa wprowadzili swoje zasady kontaktów z dziennikarzami. Aby uzyskać odpowiedź na pytania lub komentarz, dziennikarz musi wysłać pytania do agencji Public Relations z Warszawy, która następnie przekazuje je do przedstawiciela klubu. Obejść się tego nie da, bo nawet w regulaminie akredytacji Widzewa napisano m.in. "(...) przedstawiciele klubu nie mają obowiązku udzielania komentarzy w rozmowach bezpośrednich czy przez telefon bez wcześniejszego uzgodnienia tego z biurem prasowym(...)". Nie ma wyjścia - trzeba zasady Widzewa przyjąć, tym bardziej że klub grozi nieprzyznaniem akredytacji bądź jej cofnięciem bez podania przyczyny. Swoją drogą ciekawe, czy na Białorusi na to wpadli?

Chcąc nie chcąc, dziennikarze wysyłają więc pytania do warszawskiej agencji. W środę wysłaliśmy kilka dotyczących dzierżawy terenu przy al. Piłsudskiego przez klub. To z pewnością kwestia, która w tej chwili bardzo interesuje kibiców Widzewa. Oto one: Dlaczego klub zdecydował się na rozwiązanie umowy dzierżawy z UMŁ? Czy klub otrzymał odpowiedź na swój wniosek ze strony UMŁ? Jeśli tak, to jak tę odpowiedź ocenia? Czy szefowie Widzewa widzą choćby cień szansy na to, by powrócić do planów budowy stadionu przy al. Piłsudskiego za własne pieniądze? Czy też jedyną możliwą drogą jest wybudowanie stadionu przez miasto? Jak należy rozumieć stwierdzenie zawarte w piśmie do UMŁ, że Widzew oczekuje "traktowania przez miasto klubów ŁKS i RTS Widzew na równych zasadach społecznych, organizacyjnych i ekonomicznych"? Czy zgodnie z prośbą klubu UMŁ ustalił z Widzewem termin spotkania w sprawie ustalenia kierunków dalszej współpracy?

A oto odpowiedź prezesa klubu Marcina Animuckiego wysłana za pośrednictwem agencji PR: "Do spotkania dojdzie, ale nie mamy nic więcej do powiedzenia, bo nasze stanowisko w sprawie stadionu się nie zmieniło".

W czwartek wysłaliśmy dwa pytania w innej sprawie, równie dla kibiców ważnej. Oto one: W Urzędzie Miasta dowiedzieliśmy się, że Widzew dostał zgodę na organizację na razie tylko trzech meczów na stadionie przy al. Piłsudskiego. Poprosimy o komentarz. Czy w klubie jest poczucie, że decyzja miasta może mieć związek z konfliktem na linii magistrat - Widzew w sprawie stadionu?

Odpowiedź prezesa Animuckiego: "Dostaliśmy zgodę na organizację trzech meczów w związku z wytycznymi policji".

To tylko przykłady z ostatnich dwóch dni, ale mamy ich bardzo dużo. Nasza cierpliwość się skończyła, tym bardziej że przestrzegamy zasad ustalonych przez Widzew!

Prosimy więc szefów klubu z al. Piłsudskiego - już nie za pośrednictwem agencji z Warszawy - o wyjaśnienie: czy dziennikarze mają wysyłać pytania do agencji PR czy nie? W jaki sposób możemy kontaktować się z zarządem klubu (rzecznik prasowy, który pracuje w Łodzi, pomaga nam bez problemów w kontaktach z piłkarzami i trenerem), by uzyskać odpowiedzi? A może szefowie Widzewa w ogóle nie życzą sobie pytań, nie chcą komentować spraw, które dotyczą klubu? Jeśli tak, to należy zmienić regulamin akredytacji.

PS Agencja PR zatrudniana jest (tak nam się zdaje) m.in. po to, by dbać o wizerunek klubu. Sylwester Cacek, właściciel Widzewa, chyba marnuje swoje pieniądze.