Sport.pl

W urzędzie miasta równy Widzew i równiejszy ŁKS?

Urząd miasta nie zgodził się, aby Widzew rozegrał przy al. Piłsudskiego wszystkie mecze tego sezonu. Stadion przy al. Unii, na którym gra ŁKS, taką zgodę dostał. - A przecież każdy widzi, że jest w gorszym stanie - dziwią się w Widzewie
W ubiegłą sobotę widzewiacy grali na swoim stadionie z Koroną Kielce. Na łódzki stadion wrócą na początku kwietnia na mecz z Arką Gdynia, a na połowę tego miesiąca mają zaplanowane spotkanie z Ruchem Chorzów. Do obu pojedynków na pewno dojdzie na obiekcie przy al. Piłsudskiego. Ale do kolejnego - 23 kwietnia z Polonią Bytom - przynajmniej na dziś, nie.

Stoi za tym Wydział Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa Urzędu Miasta Łodzi. To właśnie tam wydawane są zgody (bądź nie) na organizację imprez masowych. Wydział wydaje je na postawie opinii m.in.: straży pożarnej, sanepidu i policji. I to właśnie policja miała zastrzeżenia do stadionu przy al. Piłsudskiego. Inspektorom nie spodobały się m.in. pęknięte siedziska, pokruszone schody, skorodowany słup ogrodzeniowy i monitoring, który nie obejmował całego stadionu. Klub, który dzierżawi stadion od miasta, został zobowiązany do naprawienia usterek i otrzymał warunkową zgodę na organizację meczów do 16 kwietnia. - 25 lutego na obiekcie odbyła się powtórna lustracja, po której stwierdzono, że usterki w dużej części zostały naprawione - mówi "Gazecie" Piotr Modrzejewski, kierownik oddziału do spraw bezpieczeństwa imprez i zgromadzeń WZKiB w urzędzie. - Do zrobienia zostało tylko betonowanie. Niektóre schody są po prostu pokruszone i zdaniem policji mogą zostać użyte przez chuliganów do rzucania. Jestem pewien, że i z tym klub wkrótce się upora.

Modrzejewski dodaje, że wtedy Widzew nie powinien mieć problemów z otrzymaniem zgody na organizację meczów do końca rundy.

Przy al. Piłsudskiego nie chcą oficjalnie komentować decyzji wydziału. Nieoficjalnie są bardziej rozmowni. - Wszyscy tu mamy poczucie, że to ewidentna złośliwość miasta związana z konfliktem w sprawie budowy stadionu - mówi nam osoba związana z Widzewem. - Wiadomo, że nasz obiekt nie jest najnowocześniejszy na świecie, ale przez lata nikt nie czepiał się pękniętych krzesełek i zardzewiałego słupa ogrodzeniowego.

Wątpliwości klubu są tym większe, że bezwarunkową zgodę na organizację meczów otrzymał ŁKS, który gra na stadionie przy al. Unii. Ten obiekt, zwany nie bez przyczyny Estadio da Gruz, jest w znacznie gorszym stanie od tego na Widzewie. Działacz PZPN, który niedawno go zwizytował, był w szoku. Opowiadał, że wizyta przy al. Unii może zagrażać życiu.

Kierownik Modrzejewski broni się jednak. - Gdy lustrowano stadion Widzewa, były kilkunastostopniowe mrozy i leżała gruba warstwa śniegu. Można więc zrozumieć, że klub nie był w stanie dokonać poprawek, m.in. wylać betonu. Przy al. Unii wizytacja była później, przy lepszej pogodzie. Może rzeczywiście na pierwszy rzut oka stadion na ŁKS-ie robi gorsze wrażenie, ale podstawowe wymogi policja uznała za spełnione. Oczywiście jakieś zastrzeżenia były, ale nie tak duże jak na Widzewie.

- Rozumiem, że tam schody nie są popękane, nie ma zardzewiałych słupów, a krzesełka są prosto z fabryki - ironizuje nasz rozmówca z Widzewa. - No ale przecież ŁKS gra na stadionie miejskim. Miasto musiałoby więc nie dopuścić do użytku własnego obiektu.

Modrzejewski znów odpiera zarzuty. - To nie jest tak, że kluby traktujemy niesprawiedliwie - zarzeka się. - Proszę, aby nie stawiać tak sprawy, bo kierujemy się tylko obiektywizmem. A obiektywnie patrząc, policja miała większe zastrzeżenia do stadionu przy al. Piłsudskiego niż na ŁKS-ie. Widzew zresztą nie odwołał się od naszej decyzji, tylko zdecydował się na usunięcie niedociągnięć.

Klub ma na to czas do 24 marca. Wtedy bowiem mija termin złożenia ponownego wniosku o organizację imprez masowych.