Ekstraklasa. Michniewicz chce budować wielki Widzew

- Widzew w pucharach? Eliminacje Ligi Europejskiej ruszają pod koniec czerwca, więc piłkarze ani nie przepracują porządnie okresu przygotowawczego, ani klub nie zdąży z dobrymi transferami. Można sobie tylko zaszkodzić - mówi Czesław Michniewicz
Przemysław Iwańczyk: Po rundzie jesiennej Widzew z punktem przewagi nad strefą spadkową miał walczyć o utrzymanie. Na finiszu pana drużyna niemal dotyka europejskich pucharów.

Czesław Michniewicz: Patrząc na moich chłopaków, ich potencjał, zaangażowanie, wytrzymałość kondycyjną, wiedziałem, że umiemy grać i będziemy wygrywać. To, że jesteśmy dość wysoko, nie pozawala nam jednak zapomnieć o mankamentach. Jest ich dużo w naszej grze, codziennie zwracam na nie uwagę, każę je eliminować. Mówiąc krótko, jestem zadowolony z roboty, jaką wykonujemy.

Gdyby liczyć punkty od 15 listopada, kiedy przyszedł pan do Widzewa, pana zespół byłby trzeci, za Wisłą i Śląskiem, ze stratą siedmiu punktów do krakowian.

- Naprawdę? Chyba niezły wynik, mimo że parę punktów nam uciekło. Wie pan, co to potwierdza? Że my mało mówimy, a dużo pracujemy. W niektórych klubach dużo mówią o pracy, a my robimy swoje. To mnie cieszy najbardziej: mamy w zespole skromnych, pokornych gości, którzy daleko zajdą.

Czyli nie zgodzi się pan z opiniami, że spośród drużyn walczących o puchary to właśnie Widzew ma najmniejszy potencjał?

- Co z tego, że inni mają większy, skoro wszyscy mamy podobną liczbę punktów. Jeśli mistrz Polski ma ich 53, a my tylko o 13 mniej na dwie kolejki przed końcem sezonu, to dobrze o naszej lidze nie świadczy. To także zapowiedź tego, że za rok, dwa może być bardzo podobnie. Właściwie wszyscy grają na zbliżonym poziomie, ale czy to takie dobre? Dla kibiców pewnie tak.

Wisła zdobyła mistrzostwo mimo dwóch kadrowych rewolucji przeprowadzonych w niecały rok. Opiera się w większości na zagranicznych piłkarzach.

- Nie zapominajmy jednak, że Wisła płaciła za piłkarzy najwięcej, ta różnica w porównaniu z rywalami przełożyła się na sytuację w tabeli. Mistrzostwo Polski zdobyły indywidualności, przyczyniło się do tego kilka trafionych, dobrej jakości transferów. Mówiąc o jakości, mam na myśli bramkarza Parejkę czy mózg zespołu Meliksona. Naprawdę nie wiem, czy Wisła zdobyłaby mistrzostwo, gdyby wyjąć z niej tych dwóch ludzi.

Jest pan rozczarowany poziomem ligi?

- Rozczarowuje mnie to, że nie błysnął w niej żaden Polak, Małecki nie jest przecież nowym graczem. W porównaniu z poprzednimi sezonami ani Wisła, ani Legia nie mogą być pewni swego nawet na swoim boisku. Największym przegranym sezonu będzie Lech, jeśli nie dostanie się do pucharów. Rok temu była euforia, mecze z Manchesterem City, Juventusem, a teraz nie ma nic - ani mistrzostwa, ani Pucharu Polski,

Były i plusy - polskie drużyny są coraz bardziej poukładane taktycznie. Wbrew temu, co się opowiada w piłkarskich programach, nasi piłkarze coraz lepiej wyglądają pod względem wytrzymałościowym. Nieprawdą jest więc, że ligowcy nie mają siły. Trenerzy też nie są tacy źli, jak się sądzi, przychodzi coraz więcej młodych ludzi do zawodu.

Gdyby pan miał stawiać, kto będzie za plecami Wisły - czy wczorajsza porażka Lecha na dobre wykluczyła ten zespół z walki o puchary?

- Do podium najbliżej Jagiellonii i Śląskowi, ale szczerze mówiąc, szczególnie głowy tym sobie nie zaprzątam. Ktokolwiek z nich by zagrał w Lidze Europejskiej, efekt może być taki sam jak co roku.

Taki z pana pesymista?

- Trzecia drużyna ligi rozpocznie grę w pucharach pod koniec czerwca. Jej piłkarze ani nie przepracują porządnie okresu przygotowawczego, ani klub nie zdąży z dobrymi transferami, chyba że już teraz ma kogoś na oku. Puchary w takiej formie mogą tylko zaszkodzić, o czym przekonał się w tym sezonie Ruch [przeszedł dwie rundy ze słabymi rywalami, by odpaść z Austrią Wiedeń w dwumeczu 1:6]. Jagiellonia, która jako zdobywca Pucharu Polski zaczęła grać później, zdążyła z przygotowaniami, zaprezentowała się nieźle w starciu z Arisem Saloniki, świetnie spisywała się jesienią w lidze. Mimo to walka o trzecią pozycję potrwa do końca

A jeżeli to szczęście spotka Widzew?

- Teraz nie ma co o tym mówić, mamy inne cele - po dwóch latach nieobecności w ekstraklasie klub musi na nowo zbudować swoją markę. Chcę, żeby ludzie grający w mojej drużynie mieli styl, żeby każdy poprawiał się z meczu na mecz. Jeśli zrobimy przy tym krok w górę, OK. Ale na razie nie spędza nam snu z powiek, czy zajmiemy trzecie, czy piąte miejsce.

Przecież puchary to bezcenne doświadczenia, zresztą sam pan o tym wie.

- Fakt, kiedy pracowałem w Zagłębiu, bój ze Steauą Bukareszt o Ligę Mistrzów nauczył mnie naprawdę wiele, np. jak buduje się drużynę na Europę. Niby rozegraliśmy dwa wyrównane mecze, a przegraliśmy przez detale. Bo oni mieli wysokich stoperów i defensywnego pomocnika, niezbędnych przy stałych fragmentach gry.

Tę lekcję pamiętam do dziś. To dlatego chcę teraz w Widzewie podnieść średnią wzrostu, poprawić warunki fizyczne całego zespołu, takich zawodników chcę szukać.

Czyli będzie pan trenerem Widzewa w przyszłym sezonie?

- Wszystko na to wskazuje. Nie podpisałem jeszcze umowy, ale podaliśmy sobie ręce z właścicielem klubu, umawiając się na szczegóły nowego kontraktu.

Rozumiem, że dzięki panu Widzew ma znów być wielką firmą. Szykujecie transferowe hity?

- Nie spodziewam się głośnych strzałów, na pewno nie będziemy płacić wysokich kwot za piłkarzy. Kilku nowych ludzi będzie na pewno, ale raczej młodzi zdolni na dorobku, którzy potraktują grę u nas jako wyzwanie i sposób na promocję.

Czy to zgodne jest z pana ambicjami - przez lata bił się pan o mistrzostwo Polski i Ligę Mistrzów?

- Nie powiedziałem, że za rok-dwa nie będziemy mieli superzespołu, który powalczy o mistrza. Chcemy dochodzić do tego stopniowo, dobrze byłoby mieć za trzy lata na nowym stadionie drużynę mierzącą naprawdę wysoko.

Sprawa jest prosta: jeśli nie stać cię na głośne transfery, gotowych piłkarzy, musisz ich sam sobie wychować i ulepszać tych, którzy już są. A ja mam ludzi, z których można jeszcze wiele wycisnąć. Weźmy dwa ostatnie mecze - w podstawowym składzie wyszło odpowiednio dziesięciu i ośmiu Polaków.

Ma pan piłkarza, który za jakiś czas może być odkryciem ligi, takim jak np. Melikson z Wisły?

- Nie mam takich, którzy w pojedynkę wygrywaliby mecze. Siłą Widzewa jest zespół, mamy naprawdę wyrównany skład, choć może obecnie nazwiska nie są bardzo głośne. Poczekajmy rok, dwa, a i o nich kibice w całej Polsce usłyszą.

Na razie słychać o tym, że Widzew ma kłopoty finansowe.

- Prezes spotkał się z drużyną i przedstawił harmonogram spłat zaległości. Robimy swoje i czekamy...