Transferów w Widzewie nie będzie. A Michniewicz...

Liczący na wzmocnienia kibice Widzewa mogą się srogo zawieść - klub nie ma pieniędzy na transfery. Coraz mniej prawdopodobne jest też, że drużynę nadal prowadzić będzie Czesław Michniewicz
O tym, że Widzew właściwie nie planuje latem transferów, wprost mówi Mateusz Cacek, wiceprezes klubu odpowiedzialny za sprawy sportowe. - Będziemy chcieli pozyskiwać przede wszystkim perspektywicznych piłkarzy do Młodej Ekstraklasy, którzy w przyszłości mogliby zasilić pierwszą drużynę. Na pewno będziemy też szukać dobrego lewego obrońcy - twierdzi.

Sprowadzenie lewonożnego gracza do defensywy jest jak najbardziej zrozumiałe, bo w kadrze jest tylko jeden piłkarz na tę pozycję. Dudu nie ma jednak żadnej konkurencji, a poza tym nie jest wcale przesądzone, że Brazylijczyk w drużynie zostanie. I on, i jego menedżer nie ukrywają, że mają dosyć szefów Widzewa, którzy nie płacą regularnie. Najlepszego asystenta poprzedniego sezonu w ekstraklasie na pewno chętnie przejęłyby czołowe polskie kluby, a działacze z al. Piłsudskiego pewnie nie powiedzieliby "nie", gdyby dostali dobrą ofertę. W klubie na gwałt szukają bowiem pieniędzy, bo długi rosną.

Na pierwszy ogień pójdzie Darvydas Sernas. Litwin też ma dosyć Widzewa, odejść chce od dawna i jego szefom też jest to na rękę. Jak wiadomo nieoficjalnie, sami zwrócili się do współpracujących z klubem menedżerów, by znaleźli Sernasowi nową drużynę. Najbardziej prawdopodobne jest, że litewski napastnik przeniesie się (na pewno za mniej niż milion euro) do Hajduka Split. - Kilka klubów jest zainteresowanych pozyskaniem Sernasa, Hajduk jest tylko jedną z opcji. Będziemy wspólnie z zawodnikiem szukać optymalnej propozycji - mówi Mateusz Cacek. O sprowadzeniu do Widzewa kogoś w miejsce Litwina jednak nie wspomina, podobnie jak o potrzebnych drużynie bocznych pomocnikach.

Syn właściciela klubu faktycznie pełni przy al. Piłsudskiego rolę dyrektora sportowego, chociaż podobno zamierza się z tego wycofać i przenieść się do pionu marketingu. Wiele do powiedzenia w kwestiach sportowych ma w Widzewie m.in. Mirosław Tłokiński, były piłkarz łódzkiej drużyny. Za czasów Pawła Janasa to podobno właśnie Tłokiński podczas zebrania rady nadzorczej chciał uchwały, by zespół grał dwójką napastników. Dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia, człowieka z kontaktami na całym świecie, który oglądałby dziesiątki meczów i setki kandydatów do gry przy al. Piłsudskiego, w Widzewie jednak nie ma. I nie zapowiada się na to, by wkrótce był.

W sprawach transferowych wiele na pewno będzie zależało od tego, czy trenerem drużyny pozostanie Czesław Michniewicz. Szkoleniowiec wciąż nie przedłużył umowy z klubem i coraz mniej prawdopodobne, że to zrobi (on sam podobno już się z tym pogodził). W prezesowskich gabinetach niezależny Michniewicz ma bowiem swoich przeciwników, którzy na trenerskiej ławce widzą raczej bardziej uległego im człowieka. Jeśli ktoś taki zostanie nowym szkoleniowcem drużyny, to właściwie pewne jest, że nie będzie miał wpływu na transfery i będzie musiał korzystać z piłkarzy, którzy już są w kadrze plus z kilku młodych graczy i może jeszcze jednego, dwóch zawodników z zagranicy przysłanych przez zaprzyjaźnionych menedżerów.

Michniewicz na pewno nie zgodzi się na byle kogo. Wciąż obecny trener Widzewa chce w drużynie piłkarzy przez siebie sprawdzonych i podobno ma na oku kilku kandydatów, młodych i perspektywicznych, za darmo i za niewielkie pieniądze, z Polski i z zagranicy (to m.in. Ricardinho z Bogdanki Łęczna). Ale przy al. Piłsudskiego uważają, że znają się lepiej...

Od dawna wiadomo, którzy piłkarze nie znajdą się w kadrze na nowy sezon, ale niewykluczone, że będą i niemiłe dla kibiców niespodzianki. To m.in. wspominany Dudu, ale też Nika Dzalamidze. Gruzin pewnie pogra w Widzewie jeszcze przez pół roku, czyli do końca wypożyczenia, ale zapewne nie dłużej. Jeśli działacze chcieliby go zatrzymać, muszą zapłacić 300 tys. euro. Ale nawet jeśli znajdą taką kwotę (np. ze sprzedaży Sernasa), to muszę jeszcze przekonać młodego Gruzina, by chciał w Łodzi zostać. Nie będzie to jednak proste, bo Dzalamidze też podobno ma dosyć pustego konta. O młodzieżowego reprezentanta Gruzji jego menedżerów już pyta m.in. Legia Warszawa.

Widzew nie wykupi z SMS-u Łódź Sebastiana Zalepy, młodego stopera, który wiosną debiutował w ekstraklasie. Klubu nie stać bowiem na wydatek 80 tys. zł. Na szczęście przychylny Widzewowi dyrektor SMS-u Janusz Matusiak zgodził się na kolejne półroczne wypożyczenia piłkarza.