Widzew znów może zagrać przy pustych trybunach

O tym, że piłkarze ŁKS-u pierwsze mecze będą musieli rozgrywać poza Łodzią, wiadomo już od dawna. Okazuje się, że podobny los może spotkać także Widzew.
Z powodu krótkowzroczności poprzedniej i obecnej władzy ŁKS pierwsze mecze nowego sezonu będzie musiał rozgrywać poza stadionem przy al. Unii. Radni i prezydenci nie zapewnili bowiem na czas środków na remont obiektu, przez co Polski Związek Piłki Nożnej nie dopuścił go do rozgrywek. Pieniądze na ten cel znalazły się w budżecie dopiero pod koniec kwietnia. W efekcie stadion gotowy na ekstraklasę będzie najprawdopodobniej dopiero w październiku, czyli ponad miesiąc po rozpoczęciu ligi. Do tego momentu ŁKS będzie rozgrywał swoje mecze w Bełchatowie.

Bardzo możliwe, że ze swojego stadionu na początku rozgrywek będą musieli wynieść się również widzewiacy. Na początku tygodnia przedstawiliśmy w "Gazecie" fragmenty listu Marcina Animuckiego, prezesa Widzewa, do prezydent Hanny Zdanowskiej. Animucki prosi w nim o "przeprowadzenie koniecznych działań zmierzających do umożliwienia odbywania imprez masowych na stadionie przy al. Piłsudskiego". "Brak podjęcia działań ze strony magistratu może doprowadzić do sytuacji, iż nie tylko ŁKS, ale i Widzew będzie zmuszony do rozgrywania meczów poza Łodzią" - napisał.

Prezes Widzewa obawy te uzasadnia spotkaniem w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji dnia 20 czerwca. Udział wzięli w nim m.in. przedstawiciele klubów, minister spraw węwnętrznych Jerzy Miller i minister sportu Adam Giersz. Na spotkaniu szefowie klubów zostali poinformowani, że w celu zapewnienia większego bezpieczeństwa na meczach muszą wprowadzić ulepszenia, m.in. w systemie monitoringu i kontroli wchodzących na spotkania kibiców. Jeśli ktoś tego nie zrobi, policja nie wyrazi zgody na organizację imprezy masowej.

To właśnie zainstalowanie odpowiedniego monitoringu i systemu identyfikacji kibiców jest największym problemem ŁKS-u i Widzewa. W przypadku klubu z al. Unii odpowiednie procedury już trwają i - jak już napisaliśmy - stadion ma być oddany do użytku w połowie października. W przypadku remontu Widzewa wciąż żadne decyzje nie zapadły.

We wspomnianym liście Animucki powołał się na kwietniową rozmowę ze Zdanowską, na której "pani prezydent wyraziła wolę modernizacji przez UMŁ obecnej infrastruktury na wydzierżawionym przez Widzew stadionie - na poziomie porównywalnym z pracami prowadzonymi na stadionie wynajmowanym od UMŁ przez ŁKS".

Władze Łodzi wcale się od tego nie odcinają. - Staramy się znaleźć rozwiązanie zgodne z deklaracjami, ale musi się ono mieścić w granicach prawa. Tymczasem sprawa sfinansowania przez miasto bram elektronicznych czy też modernizacja monitoringu jest złożona. Umowa dzierżawy zakłada, że dzierżawca czerpie z przedmiotu dzierżawy pożytki i to on powinien wykonywać nakłady związane z jego działalnością - powiedział "Gazecie" we wtorek Marcin Masłowski z biura prasowego urzędu miasta.

Wczoraj w podobnym tonie wypowiedziała się prezydent Zdanowska. - Prowadzimy rozmowy z Widzewem, ale w tym przypadku kluczowe są kwestie proceduralne. Wciąż czekam na decyzję, na jakich zasadach miasto może zainwestować w obiekt, który jest wydzierżawiony. Bo w tej kwestii istnieją sprzeczne opinie - powiedziała "Gazecie" Zdanowska.

Z naszych informacji wynika, że według pierwszej z nich miasto stadionu Widzewa wyremontować nie może. Druga opinia prawna mówi jednak, że miasto powinno podnosić wartość bazy sportowej w mieście, jeżeli służy to mieszkańcom.

Nawet jeśli władze Łodzi zdecydują się ostatecznie na remont stadionu przy al. Piłsudskiego, nie ma szans, by prace zakończyły się przed końcem lipca. Podobnie jak w przypadku obiektu przy al. Unii, konieczne będą bowiem przetargi. Zanim poznamy ich zwycięzcę, a firmy wykonają prace, minie przynajmniej kilka tygodni. Jeśli wspierane przez ministerstwo twarde stanowisko policji się nie zmieni, pierwsze mecze sezonu Widzew rozegra więc albo bez udziału publiczności, albo poza Łodzią.

Więcej o: