Sport.pl

Widzewskie oszczędności. Klub pozbywa się zawodników

- Gdyby Widzew pozbył się kilku piłkarzy, mógłby oszczędzić nawet 600 tys. zł miesięcznie - uważał trener Czesław Michniewicz. Nie jest to jednak proste, co pokazują ostatnie dni
W poprzednim sezonie w ligowych spotkaniach Widzewa zagrało aż 31 zawodników, z czego 19 przynajmniej dziesięciokrotnie wychodziło na boisko. Większość niczym się nie wyróżniła. Velibor Durić zagrał w 13 meczach, strzelając tylko jednego gola. Trudno jednak wskazać mecz, w którym Bośniak by się wyróżnił czy choćby zagrał poprawnie. Podobnie było z Rafałem Grzelakiem (nie udało mu się nadrobić ogromnych zaległości treningowych), Pawłem Grischokiem, Łukaszem Grzeszczykiem, Piotrem Kuklisem. Wzmocnieniami nie byli Jurijs Żigajevs czy Prejuce Nakoulma. Obaj więcej się leczyli, niż grali, a co miesiąc kasowali po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Do tego dochodzą jeszcze Dejan Miloseski i Daniel Bożkow, którzy byli wypożyczeni do Bogdanki Łęczna, oraz Radosław Kursa (ma zostać w Wiśle Płock), od lat niepotrafiący przebić się nawet do szerokiej kadry. Mówiąc o piłkarzach niepotrzebnych, Michniewicz z pewnością miał na myśli Bruno Pinheiro, do którego nie miał zaufania, czy Ugo Ukaha. Jego następca jest innego zdania i obaj są w kadrze, choć Portugalczyk na razie nie trenuje z powodu kontuzji.

Gdyby zebrać zarobki wszystkich wyżej wymienionych, z pewnością uzbierałoby się kilkaset tysięcy złotych miesięcznie. Ich pozbycie się znacząco obniżyłoby koszty funkcjonowania klubu, lecz nie jest to proste. W najbliższym sezonie nie będzie już w Widzewie: Grzelaka, Groschoka, Kuklisa, Nakoulmy, którym skończyły się kontrakty. Trener Radosław Mroczkowski już na starcie dał do zrozumienia Duriciowi, że nie chce go w zespole - Bośniak, mimo ważnego kontraktu, nie pojechał na obóz.

Podobnie jest z Bożkowem i Miloseskim. Ten drugi już zdecydował się rozwiązać umowę, ale Bułgar na razie szuka sobie klubu w Polsce. Był na testach we Flocie Świnoujście, która jednak nie dostała licencji na I ligę. Jeśli nie znajdzie nowego pracodawcy, Widzew przez rok będzie musiał mu płacić. Podobnie jest z Duriciem. Z informacji "Gazety" wynika, że na razie do porozumienia daleko.

Grzeszczyk, kolejny z tych, którzy zawiedli, dostał jeszcze jedną szansę. Prawdopodobnie ostatnią.

Sytuacja niechcianych piłkarzy skomplikowała się, ponieważ Widzew zlikwidował drużynę rezerw. Została więc tylko Młoda Ekstraklasa, ale tam zabieraliby miejsce młodym zawodnikom. Więc jeśli zostaną, będą zapewne tylko trenować.

Na razie do drużyny nikt nie doszedł, co pozwoli zaoszczędzić trochę grosza. A sportowo nic się nie zmieni, może poza brakiem Wojciecha Szymanka. Temu ostatniemu skończył się kontrakt i działacze zdecydowali, że nie zostanie przedłużony. Później jednak zmienili zdanie, lecz wtedy rozmyślił się piłkarz. - Sprawa jest już zamknięta - mówią w Widzewie.

Więcej o: