Trener Widzewa: Od Sernasa wymagam znacznie więcej

- Napastnik powinien umieć dłużej utrzymywać się przy piłce. Poza tym w naszej grze było sporo mankamentów - mówił po sparingu z Sandecją Nowy Sącz trener Radosław Mroczkowski.
Damian Bąbol: Jest pan rozczarowany postawą drużyny?

Radosław Mroczkowski: Na pewno tym, że nie potrafiliśmy wykorzystać kilku sytuacji, po których powinniśmy zdobyć gole. Brak skuteczności był naszym największym mankamentem. Poza tym popełniliśmy zbyt dużo niewymuszonych błędów, które nie powinny się zdarzać na takim poziomie. Właśnie przez jeden z nich straciliśmy bramkę. Niestety, nie potrafiliśmy się zbyt długo utrzymywać przy piłce, co mnie bardzo denerwowało. Widać było, że gra często nam się nie kleiła.

Zauważył pan jakąś pozytywną zmianę w stosunku do przegranego meczu z Dolcanem Ząbki?

- W meczu z Sandecją sprawdziliśmy 22 zawodników. Celowo zawęziliśmy nieco kadrę, bo chcieliśmy zobaczyć, jak się prezentuje na tym etapie. Dzięki temu mam coraz większe rozeznanie. Wiadomo, że wynik nie jest satysfakcjonujący, bo przegraliśmy. Nie zapominajmy jednak, że drużyna jest po ciężkim obozie. Zawodnicy czują jego efekty w nogach - i to było widać. Z drugiej strony to nie może być nasze usprawiedliwienie.

W pierwszej połowie zagrała jedenastka, która wystąpi w ligowym meczu z Wisłą Kraków?

- Nie można jeszcze przesądzać, że właśnie tak będzie prezentował się pierwszy skład. Jest jeszcze za wcześnie. Zależało nam, aby wyjściowa jedenastka wyglądała nieco inaczej w porównaniu z ostatnim meczem sparingowym. W spotkaniu z Dolcanem zagrało dużo zawodników z Młodej Ekstraklasy. Dopiero na drugą połowę wyszliśmy w optymalnym ustawieniu. Z Sandecją wyszli na boisko bardziej doświadczeni gracze. Wszyscy jednak cały czas walczą o pierwszy skład.

Spotkanie od pierwszej minuty zaczął Darvydas Sernas. To znaczy, że wygrał rywalizację z Niką Dzalamidze?

- Jak powiedziałem, nic nie jest jeszcze przesądzone. Jeśli chodzi o Darvydasa, to mam trochę zastrzeżeń do jego gry. Dużo piłek, które do niego dochodziły, szybko wracało. Tak nie może być. Wymagam od niego, aby potrafił dłużej utrzymać się przy piłce. Tego mu brakowało, a także wyczucia w niektórych sytuacjach. Brakowało też strzałów z dystansu, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej pod tym względem było nieco lepiej, ale to i tak zbyt mało. Mamy braki właśnie w takich elementach techniczno-taktycznych. Nie ukrywam, że na obozie niewystarczająco dużo mogliśmy nad tym popracować. Wszystko przez silne opady deszczu, które wpłynęły niekorzystnie na jakość boiska i naszej pracy.

Kontuzji doznał Souhail Ben Radhia. Czeka go dłuższa przerwa?

- Musimy poczekać na dokładną diagnozę, ale ze wstępnych przypuszczeń wynika, że niestety może to być groźny uraz.

W drugiej połowie na boisku pojawił się Ugo Ukah. Jego sytuacja w klubie wciąż nie jest do końca wyjaśniona. Zamierza pan na niego stawiać?

- Daliśmy mu szansę. Na obozie solidnie przykładał się do zajęć. Chciałbym, aby jego sytuacja jak najszybciej się wyjaśniła. Żebym wiedział, czy mogę go brać pod uwagę.

A Bruno Pinheiro? Trener Czesław Michniewicz w ogóle nie widział go w drużynie... A pan?

- Nie chcę odnosić się do decyzji mojego poprzednika. Bruno ostatnio trenował indywidualnie. Na pewno będzie miał trochę zaległości i pewnie minie trochę czasu, zanim wróci do wysokiej dyspozycji. Przyznaję, że to dobry zawodnik, ale przed nim teraz dużo pracy. Dla nikogo nie przewiduję taryfy ulgowej.

W sobotę Widzew zagra z Bogdanką Łęczna. Jest szansa, że pojawi się jakiś nowy zawodnik?

- Być może będzie jakaś niespodzianka.