Ekstraklasa. Jak Łódź z korupcją walczy

Skazany za korupcję i pozbawiony prawa wykonywania zawodu prowadzi zajęcia na zgrupowaniu Widzewa, za to ŁKS dał pracę posiadaczowi 22 zarzutów korupcyjnych - oto łódzki letni wkład w odbudowę wizerunku polskiej piłki.
Do tej pory tylko Jagiellonia ostentacyjnie zatrudniała umoczonych w korupcję - Rafała Grzyba, Hermesa, Jarosława Latę. Zarzuty ustawiania meczów stawiane graczom, czy wręcz wyroki na nich wydawane nie przeszkadzały ani białostockim działaczom ich sprowadzać, ani białostockiemu trenerowi ich wystawiać. Wszyscy solidarnie przekonywali, że dopóki prawo pozwala - tacy osobnicy będą po boiskach w barwach Jagiellonii biegać.

Inne kluby, choć początkowo publicznie też bagatelizowały obecność we własnych szeregach piłkarzy zamieszanych w aferę, także tych już z wyrokami (dotyczy to zwłaszcza Cracovii i Łukasza Mierzejewskiego), w końcu szły po rozum do głowy i - cichaczem, bo cichaczem - ale rozwiązywały z nimi umowy. Chwalebnym przykładem jest tu choćby Zagłębie Lubin, które natychmiast po ujawnieniu, że mecz z Cracovią w 2006 r. był ułożony poza boiskiem, odsunęło od zespołu, a niedługo później wyrzuciło Michała Stasiaka i Grzegorza Bartczaka (gdzie teraz zagra ten drugi? Naturalnie w Jagiellonii).

Czemu zatem w obu łódzkich drużynach pojawił się nagle niezrozumiały pęd do popełnienia PR-owskiego samobójstwa? Czemu na obozie Widzewa ćwiczenia bramkarzom demonstruje Andrzej Woźniak, skazany przez sąd na więzienie w zawieszeniu, a przez Wydział Dyscypliny PZPN na 5 lat zakazu wykonywania pracy (ta kara wciąż trwa!)? Czemu ŁKS daje etat trenerowi bramkarzy Grzegorzowi Kurdzielowi, który ma 22 zarzuty związane z korupcją w Zagłębiu Sosnowiec w sezonach 2003/04 i następnym? Temu samemu Kurdzielowi, którego bez skrupułów pozbyła się Wisła Kraków, kiedy wzięła się za niego prokuratura.

Przecież właścicielami ŁKS są nowi, młodzi ludzie - kojarzeni z czystą koszykówką i superakcjami promocyjnymi dla dzieci z Marcinem Gortatem w roli głównej. W Widzewie z kolei zawsze chełpili się niebotycznymi ponoć standardami antykorupcyjnymi. Nawet po obsadzeniu trenerskiego stołka jedną z ikon afery - Januszem Wójcikiem, a później także Czesławem Michniewiczem, któremu naliczono 711 telefonicznych połączeń z przywódcą bandy ustawiaczy "Fryzjerem"...

Czyżby łódzcy działacze postanowili wziąć przykład ze szkoleniowca reprezentacji, który na krytykę, że powołuje do najważniejszej drużyny w Polsce chłopaka skazanego za korupcję (Łukasz Piszczek) - zareagował nominacją dla kolejnego utaplanego (wspomniany Mierzejewski). I od tej pory we wszystkich wypowiedziach konsekwentnie udowadnia, że ani on sam nie rozumie problemu, ani nikt w PZPN nie jest w stanie (nie chce?) mu go wyjaśnić...

Łódź niebezpiecznie przesunęła granice moralności. - Wyrok jeszcze nie zapadł, on sam twierdzi, że jest niewinny - mówią o Grzegorzu K. szefowie ŁKS. - Nie był formalnie zatrudniony, pomagał za darmo - tłumaczą przypadek Woźniaka w Widzewie.

Czy to oznacza, że oba kluby skorzystałyby również z fachowych porad przywołanego już tu "Fryzjera"? W czasie, kiedy miał tylko postawione zarzuty - mógłby go przygarnąć ŁKS, bo herszt piłkarskiej mafii też nigdy do niczego się nie przyznał. A już po wyroku poszedłby do Widzewa, pracując formalnie bez wypłat. Oczywiście, gdyby w miarę często dostawał przepustki z celi.