Siatkarze PGE Skry Bełchatów wyszarpali wygraną w Lidze Mistrzów

- To jest Liga Mistrzów i nie można dopisywać sobie punktów przed meczem - mówił Jacek Nawrocki, trener PGE Skry. Jego drużyna musiała się naprawdę mocno wysilić, by pokonać ACH Volley Lubljana.
Nie tylko PGE i Pepsi Arena, ale też Estadio da Gruz i Kurnik. Zobacz najbrzydsze stadiony ekstraklasy [ZDJĘCIA]

Mistrz Słowenii zaczął rozgrywki słabo. W pierwszej kolejce został rozbity przez Tours VB, a w drugiej z wielkim trudem pokonał Budvanską Rivijerą Budva. Mimo to trener Nawrocki przestrzegał przed lekceważeniem przeciwnika. - Słowenia ma najwięcej świetnych siatkarzy na świecie - mówił jeszcze przed rozpoczęciem spotkania. Widocznie nie do końca przekonał swoich podopiecznych, bo rozpoczęli grę za spokojnie. Starali się grać bezpiecznie, unikać błędów i czekać na pomyłki rywali. A ci - ku zaskoczeniu chyba wszystkich w hali - byli praktycznie bezbłędni. Oddali PGE Skrze tylko dwa punkty po popsutych serwach.

A siatkarze z Bełchatowa szybko przekonali się, że kto nie ryzykuje, przegrywa. Mistrzowie Polski mieli wielkie problemy z własną zagrywką, dlatego musieli serwować bezpiecznie. A rywale wykorzystywali to bezlitośnie. Rozgrywający Dejan Vincić wysyłał swoich kolegów na pojedynczy blok, a ci kończyli większość ataków. 18-letni Uros Kovacević popisywał się kapitalnymi kiwkami, po których piłka wpadała w boisko, zaś Alen Sket nie przejmował się blokami, lecz strzelał z całych sił.

Podrażniony faworyt najpierw się zupełnie pogubił, czego konsekwencją była czteropunktowa przewaga ACH (21:17). Później jednak pokazał klasę. Trzy kolejne punkty Karola Kłosa pozwoliły doprowadzić do wyniku 22:23, ale rozpędzeni Słoweńcy nie pozwolili wydrzeć zwycięstwa. I nie zamierzali na tym poprzestać. Już po pierwszej przerwie technicznej trener Nawrocki musiał sięgnąć po Bartosza Kurka. Choć Konstantin Cupković nie grał źle, ale jego obecność sprawiała, że Michał Winiarski i Paweł Zatorski mieli znacznie więcej pracy w przyjęciu zagrywki.

Niestety, efektów nie było, bo cała drużyna PGE Skry sprawiała wrażenie mocno rozdygotanej. ACH prowadził 21:16 i nic nie wskazywało, że w drugiej partii będą jeszcze jakieś emocje. Sygnał do pościgu dał Kurek, popisując się asem. Słoweńcy jednak stanęli i na siedem punktów gospodarzy odpowiedzieli tylko dwoma.

Mariusz Wlazły: - Czuję się kopany i poniewierany przez PZPS

Końcówka była niezwykle dramatyczna i nerwowa. Trener PGE Skry szalał, kłócił się z sędziami. Trudno się jednak dziwić, skoro nie zauważyli, jak Vincić, przebijając piłkę, dotknął górnej taśmy. Bełchatowianie mieli setbola po bloku Daniela Plińskiego na Milanie Rasiciu, lecz pewnie grający przeciwnicy przypieczętowali swoją przewagę. A faworyt stracił pierwszy punkt w tej edycji Ligi Mistrzów.

I musiał jeszcze bardziej się zmobilizować, żeby przynajmniej wyrównać. Ale jak zrobić, kiedy oprócz przeciwników trzeba walczyć z własną niemocą. Największa dotknęła bełchatowian w zagrywce. W PGE Skrze nie było nikogo, kto - jak mówią siatkarze - w miarę regularnie robiłby rywalom krzywdę. Najbliżej tego był Karol Kłos, ale to było za mało na solidnych Słoweńców.

Nawet prowadząc 17:11, drużyna z Bełchatowa nie mogła być spokojna, bo wtedy na zagrywkę poszedł rezerwowy Jan Klobucar i przewaga stopniała do jednego punktu. Kłopoty miał nawet taki as jak Winiarski. Ale zastąpił go Michał Bąkiewicz i kryzys został przełamany.

Obudził się Mariusz Wlazły, który długo się rozkręcał. W ataku, bo serwy mu nie wychodziły. W końcu przestał ryzykować, ale to nie był jego dzień. Kapitalnie grali za to środkowi - Pliński i Kłos, a także Kurek. - On uspokoił naszą grę w ataku - komentował trener. Dzięki temu czwarty set był zupełnie bez historii. Co dziwne, PGE Skra miała w nim najgorszą skuteczność w ataku - 48 proc., podczas gdy wcześniej - 55, 53 i 69 proc!

Zaczęli się jednak mylić Słoweńcy, którzy oddali bełchatowianom aż dziesięć punktów "za darmo". Widać było, że nie wytrzymali presji i być może trochę zabrakło im sił. W tie-breaku jeszcze raz się poderwali i z wyniku 0:3 doprowadzili do remisu. Wtedy jednak kolejny raz przekonaliśmy się, że kto ma Wlazłego, ten wygrywa. Co z tego, że kapitan PGE Skry męczył się przez cztery sety, skoro w najważniejszym momencie, przy prowadzeniu 11:10 zaserwował asa, zaś po następnej trudnej zagrywce Pliński i Falasca zablokowali Urosa Kovacevicia. Później poszło już z górki.

Rewanż zostanie rozegrany we wtorek w Słowenii.

Grand Prix Kobiet w Atlas Arenie! Zobacz, jakie piękne siatkarki przyjadą do Łodzi [GALERIA]


PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały