Bartosz Kurek o sukcesach kadry, wyjeździe za granicę i szansach PGE Skry w Lidze Mistrzów

- Jeśli straciłbym pasję do tego, co robię, musiałbym zastanowić się nad zmianą zawodu. Bo dla mnie siatkówka to przede wszystkim pasja, a w drugiej kolejności zawód - mówi siatkarz, który zajął drugie miejsce w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski w 2011 roku
POLECAMY! Rok Skry Bełchatów, najlepszej siatkarskiej drużyny w Polsce. Siódmy tytuł i "złote" rozczarowanie

Rozmowa z Bartoszem Kurkiem*

Jarosław Bińczyk: Kiedy dowiedziałeś się, że jesteś wśród dziesięciu najlepszych sportowców Polski w 2011 roku?

Bartosz Kurek: Już na samej gali w Warszawie. Tak na 100 proc. Wcześniej od ludzi, którzy mieli dostęp do cząstkowych wyników, wiedziałem, że jestem dość wysoko. Ale nie spodziewałem się, że aż tak wysoko...

No właśnie, siedziałeś i słyszałeś, jak wyczytują kolejnych laureatów, a ciebie długo nie było. Ciśnienie rosło?

- Oczywiście, że rosło z każdym kolejnym wyczytywanym nazwiskiem i miejscem. Byłem coraz bardziej zaskoczony. Ale kolejny raz powtórzę, że nie traktuję tego jako nagrody indywidualnej, ale jako podsumowanie wspólnego wysiłku całego zespołu, a właściwie zespołów, w których grałem.

Ale ludzie głosowali na Bartosza Kurka, bo jest jeśli nie największą gwiazdą, to przynajmniej frontmanem reprezentacji Polski.

- Jeśli była jakaś grupa ludzi, którzy głosowali na siatkarza Bartosza Kurka, to bardzo się cieszę. Myślę jednak, że przeważały głosy na reprezentanta drużyny, która przyniosła kibicom w ubiegłym roku dużo radości.

Przed sezonem mało kto spodziewał się takich sukcesów reprezentacji. Doświadczeni zawodnicy albo postanowili odpocząć, albo zrezygnowali z kadry. Tymczasem ona jest w czołówce każdej imprezy.

- Uważam, że to był sukces nawet nie na miarę naszych możliwości, ale powyżej nich. W każdych zawodach, w których uczestniczyliśmy jako reprezentacja, spisaliśmy się znakomicie. Jako PGE Skra Bełchatów także, może poza Ligą Mistrzów. W pozostałych rozgrywkach graliśmy na bardzo wysokim poziomie.

W Lidze Mistrzów zabrakło wam kropki nad i, bo wcześniej wygraliście z wszystkimi najgroźniejszymi drużynami: z Trentino, z Zenitem. Zabrakło szczęścia w złotym secie.

Najśmieszniejsze, najdziwniejsze i najbardziej brutalne walki MMA w historii [WIDEO]

- Myślę, że po porażce w Kazaniu nikt z nas nie może mieć sobie nic do zarzucenia, podobnie kolegom, trenerom czy kierownictwu klubu. Warunki do przygotowań mieliśmy idealne, trenowaliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy. Myślę, że Zenit tego dnia był trochę lepszy, a może po prostu miał więcej szczęścia. Jestem jednak przekonany, że w tym sezonie karta się odwróci i wreszcie awansujemy do upragnionego Final Four.

Można powiedzieć, że w Rosji przegraliście siatkarskie rzuty karne, bo tym jest złoty set.

- Dokładnie tak to wyglądało. W piłce nożnej rzuty karne rozstrzygają, a w siatkówce złoty set. Tego dnia lepszy był Zenit. Gratulacje.

Wróćmy jeszcze do plebiscytu. Jeszcze nigdy w jego historii siatkarz nie był drugi. Nawet w czasie, gdy Polska była mistrzem olimpijskim. To niesamowity sukces.

- Jestem bardzo dumy, że mogłem wyjść na scenę i reprezentować kolegów z kadry, a nawet całą dyscyplinę. A wysokie miejsce będzie bodźcem, by jeszcze lepiej pracować, wygrywać kolejne mecze i osiągać większe sukcesy.

Twoja kariera rozwija się jak w bajce. Jesteś bardzo młodym sportowcem, a już osiągasz sukces za sukcesem. Marzyłeś kiedyś o tak błyskawicznej karierze?

- Ja tego nie rozpatruję w kontekście kariery. Koncentruję się na tym, by grać, poprawiać się sportowo, wpasowywać się w grupę, w której w danym momencie jestem. Koncentruję się na tych krokach, które zależą wyłącznie ode mnie. Mogę zagwarantować trening i pełne zaangażowanie, tak jak robiłem i będę robić.

Wspomniałeś o kolejnych krokach. Który w twojej karierze był najważniejszy?

- Myślę, że każdy kolejny był odważny. Może nie tyle krytykowany, ale nie do końca rozumiany przez większość obserwatorów. Najpierw odszedłem z mojego pierwszego klubu, AZS-u Nysa, do Kędzierzyna, gdzie na początku musiałem się pogodzić z rolą rezerwowego. Następnie przejście do Bełchatowa. Czas pokazał, że miałem rację. Mam nadzieję, że dalej uda mi się tak trafiać z decyzjami.

To pokazuje, że jesteś bardzo odważnym człowiekiem. Pamiętam, jak przy ostatnim transferze przeszedłeś z drużyny, która grała średnio, do najlepszej w Polsce. Wiele ryzykowałeś.

- To były decyzje odważne, ale nie głupie. Zdawałem sobie sprawę z ryzyka, ale wiedziałem też, jaka nagroda czeka mnie na końcu drogi, jeśli się postaram. Musiałem tylko od pierwszego do ostatniego dnia trenować i poświęcać się siatkówce.

Po każdym kolejnym niepowodzeniu, ostatnio jest ich bardzo mało, słychać opinie, że czołowi siatkarze powinni wyjechać z polski do silniejszych lig, żeby się rozwijać. Pada wtedy zazwyczaj twoje nazwisko czy Mariusza Wlazłego. Co o tym sądzisz?

- Na pewno gra za granicą jest jakimś nowym doświadczeniem, ale musi to być robione z głową. Nie lubię stwierdzenia: wyjedź gdziekolwiek, bo tak jest fantastycznie i na pewno ci to pomoże w rozwoju. Jeśli gdzieś wyjeżdżać, to w miejsce o porównywalnej czy lepszej klasie sportowej, czy warunkach finansowych. W Polsce gramy przy pełnych trybunach, w klubie z Bełchatowa nie ma żadnych problemów z płatnościami i możemy koncentrować się wyłącznie na sporcie. Nie chciałbym przenosić się do Włoch i grać w pustej hali, i martwić się, czy pieniądze zostaną przelane na konto. Z każdą decyzją wiąże się ryzyko. Nie ma pewności, że gdzieś będzie lepiej niż w PGE Skrze.

Czy to, że większość siatkarzy gra w kraju, a reprezentacja się odmłodziła, pomaga jej w odnoszeniu sukcesów? Ten drugi argument - bardzo zresztą odważny - przedstawił niedawno Zbigniew Bartman.

- Dość kontrowersyjna wypowiedź. Ja bym się aż tak daleko nie posunął. Zgraliśmy się w czasie i miejscu. Zarówno jako grupa zawodników, jak i razem z trenerem oraz ludźmi zajmującymi się siatkówką. Pracowaliśmy na to długo i wyszło przy ogromnym poświęceniu wszystkich.

Rycerz Bodzio nie był pierwszy! Zobacz inne szalone maskotki sportowych drużyn [WIDEO]

Myślisz czasami o igrzyskach w Londynie?

- Teraz nie, ale po sukcesie w Pucharze Świata automatycznie nasuwała się taka myśl. Trzeba jednak o tym na jakiś czas zapomnieć. Odłożyć marzenia i cele, bo po drodze jest do zrobienia wiele innych rzeczy.

Popularność cię nie męczy?

- Nie, bez przesady. Polacy są taktownym narodem, więc nie mam z tym problemów. Zresztą nie myślę, żeby moja popularność ostatnio znacząco wzrosła. Nie posypały się żadne kontrakty reklamowe, nikt mnie nie oblega na ulicach. Dalej czuję się normalnym człowiekiem, który gra sobie w siatkówkę.

Nie masz czasami dosyć tej siatkówki? Przecież grasz w nią cały rok.

- Moja rola w zespole jest taka, że fizycznie jestem najbardziej obciążony. Są zadania bardziej techniczne czy wymagające obciążenia mentalnego. Ale od tego są inni zawodnicy. Ja mam taką pracę, jestem do niej doskonale przygotowany przez trenerów. A poza tym, jeśli straciłbym pasję do tego, co robię, musiałbym zastanowić się nad zmianą zawodu. Bo dla mnie siatkówka to przede wszystkim pasja, a w drugiej kolejności zawód. Gdy w Pucharze Świata, który był dla nas taką nagrodą za to, co zrobiliśmy wcześniej, byłem rezerwowym, to denerwowałem się znacznie bardziej niż na boisku.

Przejdźmy do PGE Skry. Dopiero po 11 kolejkach zostaliście liderem PlusLigi. Dlaczego w tym sezonie drużyna gra tak nierówno?

- Myślę, że wpływ na to ma specyfika rozgrywek. Na początku mieliśmy problemy, bo razem zaczęliśmy trenować dopiero tydzień przed rozpoczęciem sezonu. Później było coraz lepiej, zaczęliśmy się zgrywać. W meczu z Jastrzębskim Węglem, przed którym doznałem kontuzji pleców, koledzy zagrali już bardzo dobrze. Ale później przyszła długa przerwa spowodowana Pucharem Świata i znów trzeba było zaczynać praktycznie od nowa.

Tydzień temu przegraliście z Tours VB, co kosztowało was utratę pierwszego miejsca w tabeli. Trener Jacek Nawrocki uważa, że już wtedy myśleliście o spotkaniu z Zaksą Kędzierzyn-Koźle, którego stawką była pozycja lidera PlusLigi.

- Ja tak nie uważam. Chciałem wygrać we Francji. Trudno jednak o sukces przy takim sędziowaniu. Dostaliśmy dwie żółte kartki w decydującym momencie seta. Pani sędzia zachowała się dziwnie. Co prawda nie jestem kapitanem i nie powinienem się do nie odzywać, ale przecież powiedziałem tylko, że wystawiona przez Raphaela Redwitza piłka okręciła się pięć razy wokół własnej osi. Za coś takiego nie daje się kartek.

Ale już poprzednia edycja Ligi Mistrzów pokazała, że przy losowaniu fazy pucharowej pozycja w grupie nie ma znaczenia. PGE Skra pokonała Trentino, a mimo to trafiła na bardzo silny Zenit Kazań. Pytam ludzi z waszego klubu, na kogo chcieliby trafić, a kogo uniknąć w kolejnej rundzie?

- To nie ma wielkiego znaczenia, bo trzeba wygrać z każdym rywalem, by dostać się do Final Four. Ja chciałbym uniknąć drużyn rosyjskich. Ale nie ze względu na siłę, lecz męczącą podróż. Jesteśmy na tyle silną drużyną, że nie powinniśmy bać się tych najlepszych, czyli Trentino czy Cuneo.

Na koniec zapytam, jak ci się gra w starej hali. Nie tęsknisz za nowocześniejszą Atlas Areną?

- Nie, bo przeniesienie meczów do tej hali było świetnym pomysłem. Tutaj czuje się na boisku tych wszystkich kibiców. Ich doping naprawdę pomaga w grze. A w Atlas Arenie, nawet jak przyszło więcej ludzi niż w starej hali, takiej atmosfery nie było.

Bartosz Kurek urodził się 1988 roku. Jego ojciec Adam Kurek też był siatkarzem (m.in. w Gwardii Wrocław, Stali Nysa i AZS-ie Częstochowa). W Nysie występowali razem w jednym zespole. Jest jednym z najwyższych na świecie zawodników grających na pozycji przyjmującego. Ma 207 cm wzrostu. Mimo młodego wieku ma na koncie złoto i brąz mistrzostw Europy seniorów, drugie miejsce w najtrudniejszym turnieju, jakim jest Puchar Świata, i brązowy medal ostatniej Ligi Światowej. W 2008 roku trafił z Zaksy Kędzierzyn-Koźle do PGE Skry. Z bełchatowskim zespołem trzykrotnie był mistrzem Polski, dwa razy wywalczył Puchar Polski, dwa razy został klubowym wicemistrzem świata, a w 2010 roku zajął trzecie miejsce w Final Four Ligi Mistrzów.

Grand Prix Kobiet w Atlas Arenie! Zobacz, jakie piękne siatkarki przyjadą do Łodzi [GALERIA]


PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały