Łatwa droga PGE Skry do finału Ligi Mistrzów? "Presja będzie większa"

Sensacyjna wygrana Arkasu Izmir nad Lokomotiwem Nowosybirsk sprawiła, że to turecki zespół 17 marca będzie przeciwnikiem PGE Skry w półfinale Final Four Ligi Mistrzów
Chciałbym doczekać niespodzianki w fazie pucharowej, ale będzie o nią trudno - mówił po pierwszych meczach drugiej rundy play-off Jacek Nawrocki, trener PGE Skry. W dwóch z trzech spotkań zdecydowanie lepsi byli faworyci, a więc Zenit Kazań i Lokomotiw Nowosybirsk. Ta pierwsza drużyna, pogromca bełchatowian z poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, rozbiła we własnej hali osłabione VfB Friedrichshafen. W rewanżu - już z atakującym Olivierem Venno - mistrz Niemiec nie był w stanie nawiązać walki z mistrzem Rosji i też przegrał 0:3. Tak więc zwycięzca pierwszego łódzkiego Final Four w 2008 roku (wtedy jeszcze klub nazywał się Dynamo Kazań) od wtorku mógł spokojnie czekać na półfinałowego rywala.

Zanosiło się, że będzie nim Lokomotiw Nowosybirsk, który u siebie nie dał szans Arkasowi Izmir, pogromcy Zaksy Kędzierzyn-Koźle w poprzedniej rundzie pucharowej (3:1 i 3:0). Spotkanie w Turcji szczególnie interesowało wszystkich trzymających kciuki za PGE Skrę, bo w razie zwycięstwa Arkasu to on byłby przeciwnikiem mistrza Polski w Final Four. Gdyby triumfowali Rosjanie, to zmierzyliby się z Zenitem. Dlaczego? Bo według przepisów europejskiej federacji do finału nie mogą trafić dwa zespoły z jednego kraju.

W siatkarskim świecie wiadomo, że by wygrać w Turcji, trzeba rozbić miejscową drużynę. Gdy różnica między zespołami jest małą, miejscowym pomagają ściany, czyli sędziowie. To nie jest tylko specyfika hali w Izmirze, o czym przekonała się choćby Zaksa w Trento. Wygrała 3:2, ale powinna 3:1, gdyby nie skandaliczne decyzje włoskich arbitrów, niewidzących piłek trafiających w boisko, czy dla odmiany widzących, że piłka dotknęła bloku, choć przeleciała w bezpiecznej odległości od rąk siatkarzy z Włoch.

Drużyna z Syberii nie przyjedzie jednak do Łodzi przez błędne decyzje sędziów, ale dlatego, że nie wytrzymała presji kibiców. Inna sprawa, że arbitrzy pozwolili miejscowym fanom na wszystko. Kierujący dopingiem biegał po boisku (w czasie przerw) lub blisko niego (gdy trwała akcja). Chłopcy podający piłki podchodzili do serwujących zawodników Lokomotiwu i krzyczeli coś w ich kierunku. Belgijski arbiter udawał, że tego nie było. Rosjanie wygrali dwa pierwsze sety, ale później sytuacja się odwróciła. Im dłużej trwała gra, tym Rosjanie więcej uwagi poświęcali przeszkodom i mniej skupiali się na grze. Arkas wygrał mecz 3:2 i doszło do złotego seta, czyli siatkarskich rzutów karnych.

W decydującej partii Lokomotiw nie był w stanie powstrzymać szalejącego Libermana Agameza. Liderzy Lokomotiwu - Kubańczyk Sanchez Buzuleva i dwaj reprezentanci Rosji - Aleksand Butko i Denis Burjukow - nie wytrzymali presji, co zakończyło się oczekiwaną przez trenera Nawrockiego sensacją. Arkas wygrał 15:11 i to on 17 marca o godz. 14.30 będzie w Atlas Arenie przeciwnikiem PGE Skry w półfinale turnieju finałowego Ligi Mistrzów.

Oczywiście można mówić, że przepisy są niesprawiedliwe, bo w dwumeczu zdecydowanie lepszy był zdobywca Pucharu Rosji. Tak samo było rok temu, kiedy PGE Skra przegrała w Łodzi z Zenitem 2:3, w rewanżu zwyciężyła 3:1, choć sędziowie liniowy zachowywali się gorzej niż Turcy w Izmirze. Była jednak gorsza w złotym secie. To drużyna z Kazania pojechała do Bolzano, gdzie zajęła drugie miejsce, przegrywając z Trentino.

- Teraz chcemy się zrewanżować - mówił we wtorek Władymir Alekno, trener Zenita. Okazja nadarzy się już w sobotę 17 marca, bo w walce o finał jego zespół trafił na obrońcę tytułu. Obrońca pucharu wyeliminował Lube Bancę Macerata, z którą przegrał pierwsze spotkanie 2:3. W swojej hali nie dał przeciwnikowi żadnych szans, wygrywając pewnie cztery sety, w tym ten najważniejszy - złoty. W nim też pomogli mu sędziowie, co pokazuje, że mylą się nie tylko w Turcji.

Tak więc po raz pierwszy w Final Four PGE Skra ma trochę szczęścia, bo trafił jej się teoretycznie najsłabszy rywal. - Ale przez to presja będzie jeszcze większa - uważa Michał Winiarski, jedyny siatkarz z Bełchatowa mający na koncie zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Dokonał tego trzy lata temu z Trentino. - Skoro jednak Turcy byli w stanie wyeliminować Lokomotiw, to znaczy, że nie są słabym zespołem - dodaje.

Arkas ma w składzie dwie gwiazdy: znanego łódzkim kibicom z występów w Panathinaikosie niesamowicie skocznego i silnego Kolumbijczyka Agameza oraz reprezentanta Brazylii Joao Paulo Bravo. Rozgrywającym jest znany Amerykanin Kevin Hansen, a w zespole jest jeszcze dwóch Kanadyjczyków - bardzo wysoko skaczący środkowy Justin Duff i przyjmujący John Perrin. Uzupełniają ich mniej znani i słabsi Turcy. Drużynę prowadzi Glenn Hoag z Kanady, który dwa lata temu trenował ACH Volley Bled, czwartą drużynę łódzkiego Final Four. Zbytnim optymistom trzeba przypomnieć, że prowadzony przez Hoaga Paris Volley (ze Stephane Antigą w składzie) 11 lat temu niespodziewanie wygrał Ligę Mistrzów.

Przypomnijmy, że pierwszy półfinał - PGE Skra - Arkas - rozpocznie się 17 marca o godz. 14.30. Trzy godziny później na boisko wyjdą Trentino i Zenit Kazań. Dzień później o 14.30 rozegrany zostanie mecz o trzecie miejsce, zaś finał o 17.30.

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały