Dzięki Atlas Arenie Łódź stała się siatkarskim centrum świata. Mekka siatkówki

Atlas Arena to najsłynniejsza siatkarska hala w Europie. W sobotę i niedzielę znów będzie na ustach wszystkich kibiców, bo cztery najlepsze drużyny zagrają o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Wśród nich jest PGE Skra Bełchatów
W dwóch krajach na świecie siatkówka dorównuje popularnością piłce nożnej - w Brazylii i Polsce. Jeśli chodzi o miasta kojarzone z tą dyscypliną, to w Europie chyba żadne nie dorównuje Łodzi, a halą - symbolem stała się Atlas Arena. To przede wszystkim zasługa PGE Skry Bełchatów, która w naszym mieście rozgrywa mecze w Lidze Mistrzów, najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych. Rozgrywa i bije rekordy frekwencji, dlatego szefowie europejskiej federacji nazwali Łódź mekką siatkówki. Trudno się dziwić, skoro nawet spotkanie z mało atrakcyjnym marketingowo przeciwnikiem, jakim jest mistrz Czarnogóry Budvanska Rivijera Budva, przyciągnął do starej hali przy ul. ks. Skorupki ponad 9 tys. kibiców. - Każdy turniej czy mecz w Łodzi daje gwarancję kompletu publiczności, która tworzy niezapomniane widowisko - podkreślają zagraniczne media.

Tak samo będzie w weekend, podczas finału Ligi Mistrzów. Już trzeciego w ostatnich pięciu latach. Rok temu cztery najlepsze drużyny rywalizowały we włoskim Bolzano. Organizator imprezy - klub Trentino Volley - też chciał przyjąć obecną edycję, ale władze federacji same zaproponowały PGE Skrze, by kolejny raz gościła najważniejszy turniej w Europie. Zgodziły się nawet na zmniejszenie opłaty z 200 do 50 tys. euro. Dlaczego? Bo nigdzie indziej nie uda się zgromadzić na trybunach 13 tys. ludzi. Biletów na Final Four już dawno nie ma, a jak wspomina Konrad Piechocki, prezes PGE Skry, w ciągu pierwszego kwadransa sprzedaży rozeszło się ponad 4 tys. wejściówek. - Codziennie odbieram kilkadziesiąt telefonów z prośbami o bilety. Niestety, odmawiam, bo nie ma już ani jednego - opowiada Piechocki.

- Polska jest najlepsza na świecie w organizacji imprez, jeśli chodzi o zainteresowanie siatkówką i kibicowanie. Dobrze, że znów tutaj jesteśmy - mówił Władymir Alekno, trener Zenita Kazań i reprezentacji Rosji.

O wielkości wydarzenia świadczy to, że akredytowano na nie ponad 200 dziennikarzy, co w siatkówce jest liczbą niespotykaną. Przyjadą kibice z Rosji, Włoch i Turcji. Rosyjskie media zachęcały swoich fanów do wizyty w Łodzi, pisząc, że przeżyją coś niesamowitego, co będą zawsze pamiętać. Finał Ligi Mistrzów to dla Łodzi ogromna promocja, a także zysk, bo ludzie, którzy przyjadą z całej Polski i z zagranicy, muszą gdzieś spać i jeść w restauracjach.

Najważniejszy będzie jednak sport, a bohaterami - siatkarze. Najlepsi na świecie, bo w każdej drużynie aż roi się od gwiazd. W 2008 roku Final Four wygrało jeszcze w starej hali Dynamo Kazań, dziś nazywające się Zenitem. Trzy kolejne edycje to już dominacja Trentino Volley, nazywanego siatkarską Barceloną. Jego dominacja jest miażdżąca. Czy potwierdzi ją w Łodzi? Rosjanie z Kazania, którzy zagrają z mistrzem Włoch w sobotnim półfinale, twierdzą, że stać ich na pokonanie potentata. Można nawet stwierdzić, że wygrali wstępną rundę, bo podkupili największą gwiazdę Trentino - Osmany Juantorenę. Kubańczyk przeniesie się do Tatarstanu dopiero po sezonie, a transfer będzie kosztował Zenit fortunę, oczywiście jak na siatkówkę. Juantorena ma zarabiać rocznie ponad milion euro (w Polsce maksymalna stawka to 250 tys., w Trentino miał 450 tys.) i tyle samo trzeba za niego zapłacić. - Dostaniemy na to pieniądze ekstra z Gazpromu - opowiadają dziennikarze z Kazania.

Wśród faworytów jest też PGE Skra, nazywana polskim dream teamem, bo ma w składzie najlepszych polskich siatkarzy. Paradoksalnie, to także problem, bo oczekiwania są ogromne. - Poprzedni finał przegraliśmy przez nadmierne nadmuchanie tego balonu - wspomina trener Jacek Nawrocki. - Teraz podchodzimy do gry bez zbędnego napięcia - dodaje.

Odważniejszy jest prezes bełchatowskiego klubu. - Jeszcze nigdy nie graliśmy z Arkasem, ale Zenita i Trentino już pokonaliśmy. Chcemy to powtórzyć i wygrać Ligę Mistrzów. Luty 1978 roku stanie się już historią - zapowiada Piechocki. W lutym 1978 r. polska drużyna po raz pierwszy i ostatni zdobyła Puchar Europy. Dokonał tego Płomień Milowice.

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały