Sport.pl

Final Four Ligi Mistrzów. PGE Skra zagra o spełnienie marzeń

Chcemy spełnić nasze największe marzenie - takie słowa przed każdym sezonem słychać w PGE Skrze. O co chodzi? O wyczekiwane od kilku lat upragnione zwycięstwo w Lidze Mistrzów
Dwa poprzednie starty w Final Four drużyna z Bełchatowa kończyła na trzecim miejscu. W 2008 roku był to wielki sukces. W półfinale PGE Skra po pasjonującym spotkaniu przegrała 2:3 z Dynamem Kazań, późniejszym zwycięzcą turnieju, a w tzw. finale pocieszenia 3:2 wygrała ze słynnym Sisleyem Treviso. To był naprawdę wielki sukces, biorąc pod uwagę problemy w zespole. Największym były problemy z plecami Mariusza Wlazłego. Istniała groźba, że as bełchatowskiego zespołu w ogóle nie wyjdzie na boisko.

Dwa lata później już w Atlas Arenie mistrz Polski był faworytem. Kibice i fachowcy wręcz żądali triumfu, bo przecież w kadrze PGE Skry aż roiło się od mistrzów Europy sprzed niespełna roku. Także siatkarze nie ukrywali, że mierzą w puchar. Nastroje były bojowe, ale wtedy wydarzyła się katastrofa smoleńska i finał trzeba było przełożyć. W drugim terminie bełchatowianie nie wytrzymali psychicznie, co dobrze podsumował Daniel Pliński: - Oba zespoły [PGE Skra i Dynamo Moskwa - przyp. red.] wyszły na boisko bardzo spięte. Pierwsze opanowało nerwy Dynamo i wygrało.

W spotkaniu o trzecie miejsce drużyna z Bełchatowa nie dała szans ACH Volley Bled, ale wynik został odebrany jako porażka. Krytycy PGE Skry mieli pole do popisu, mogli sobie do woli poużywać. Jeszcze więcej psioczono w poprzedniej edycji, w której mistrz Polski nie zdołał awansować do finału. Nic nie zmieniło tego, że rozegrał najlepszy mecz w europejskich pucharach, pokonując w Rosji późniejszego srebrnego medalistę - Zenit Kazań, a przegrał w złotym secie.

Może to sprawiło, że w tym roku wokół PGE Skry jest jakby spokojniej. - Wiele nauczyliśmy się dwa lata temu - powtarzają siatkarze. Drużyna też jest silniejsza, choć zaszła w niej tak naprawdę jedna znacząca zmiana. Odszedł Stephane Antiga, ale zastępujący go w szóstce Bartosz Kurek już nie jest tylko zawodnikiem o wielkim potencjale, ale gwiazdą światowego formatu. Nawet nieskory do pochwał trener Jacek Nawrocki potwierdza, że siła ofensywna zespołu znacznie się zwiększyła. Drużyna jest też bardziej zgrana ze sobą, co w siatkówce ma niebagatelne znaczenie.

Co musi się stać, żeby drużyna z Bełchatowa spełniła marzenia swoje i kibiców? Najważniejsze jest poradzenie sobie z presją. Jeśli Kurek, Wlazły, Michał Winiarski, Marcin Możdżonek, Daniel Pliński zagrają tak jak potrafią, naprawdę powinni bać się najwięksi. Przekonało się o tym już wielu, w tym Trentino (rozbite w poprzedniej edycji LM 3:0) i Zenit.

Trener Nawrocki jest w komfortowej sytuacji, bo żaden z jego podopiecznych nie narzeka na kontuzję. Jedynym problemem było to, którego ze środkowych wysłać na trybuny oprócz Roberta Milczarka. Do dyspozycji ma czterech bardzo dobrych. Wybór padł na Wytze Kooistrę, więc wielkiego zaskoczenia nie było. Karol Kłos jest młodszy i mniej doświadczony od Holendra, jednak ostatnio znajduje się w świetnej dyspozycji.

Po raz pierwszy w historii łódzkich finałów PGE Skrze sprzyjało też szczęście (trzeba odpukać, bo mecz rozpoczyna się o godz. 14.30). Do ostatniej rundy wydawało się, że w półfinale przyjdzie jej się zmierzyć z absolutnym hegemonem, siatkarską Barceloną, jaką jest Trentino Volley. Tak stałoby się, gdyby do Final Four awansowały dwie rosyjskie drużyny - Zenit i Lokomotiw Nowosybirsk. Wtedy wcześniejsze losowanie jest anulowane, bo federacja nie chce dopuścić, by dwa klubu z jednego kraju zagrały w finale. Ale Lokomotiv przegrał z Arkasem Izmir, który będzie przeciwnikiem gospodarzy.

Wszyscy, którzy zmierzyli się z wicemistrzem Turcji, przestrzegają przed jego lekceważeniem, ale i tak jest to o niebo łatwiejszy rywal od trzykrotnego zwycięzcy Ligi Mistrzów. Arkas ma w składzie dwie gwiazdy - kolumbijskiego atakującego Libermana Agameza (najlepszy punktujący tej edycji LM) i utytułowanego Brazylijczyka o polskich korzeniach Joao Paulo Bravo. Trzecią jest trener z Kanady Glenn Hoag, ten sam, który dwa lata temu wprowadził do łódzkiego finału ACH Volley Bled. Kadrę uzupełniają mniej znani Kanadyjczycy i Turcy.

- To dla nas wielka niespodzianka, że się tutaj znaleźliśmy. Jesteśmy pierwszym tureckim zespołem, który zagra w Final Four - mówi Bulent Kandemir, kapitan Arkasa. - Nasza pozycja, drużyny niedocenianej, daje nam komfort gry. Chcemy sprawić niespodziankę - zakończył. Ripostował trener Hoag, który stwierdził, że nie czuje się takiego komfortu jak kapitan. Ponoć kłopoty ze zdrowiem ma skrzydłowy Burutay Subasi, ale wczoraj normalnie trenował.

Arkas w tym sezonie doznał dwóch porażek w LM: z Noliko Maaseik 1:3 i Lokomotiwem 0:3. Trener tej ostatniej drużyny uważa, że faworytem półfinału jest PGE Skra, bo Turcy na wyjazdach tracą połowę wartości. Oby tak było...

Zwycięzca meczu PGE Skry z Arkasem zagra w finale z jednym z potentatów - Zenitem lub Trentino

Program Final Four

PGE Skra - Arkas Izmir, sobota, godz. 14.30

Trentino Volley - Zenit Kazań, sobota, godz. 17.30

Mecz o trzecie miejsce, niedziela, godz. 14.30

Finał, godz. 17.30

PlusLiga 2018/19

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 62 65:22 21 3
2 ONICO Warszawa 57 61:28 19 5
3 Jastrzębski Węgiel 50 55:34 17 7
4 Aluron Virtu Warta Zawiercie 43 54:42 15 9
5 Cerrad Czarni Radom 42 48:37 14 10
6 PGE Skra Bełchatów 38 51:45 14 10
7 Asseco Resovia Rzeszów 35 42:48 11 13
8 GKS Katowice 32 44:47 11 13
9 Indykpol AZS Olsztyn 30 45:51 9 15
10 Trefl Gdańsk 28 41:53 9 15
11 Chemik Bydgoszcz 22 32:57 7 17
12 Cuprum Lubin 20 29:57 7 17
13 MKS Będzin 9 22:68 2 22

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały
Komentarze (1)
Final Four Ligi Mistrzów. PGE Skra zagra o spełnienie marzeń
Zaloguj się
  • shefali

    Oceniono 1 raz 1

    Taaak.... I na pewno Kłos lepiej wytrzyma psychicznie Final Four niż Kooistra.... Szkoda mi tego zawodnika, bo przecież jak tylko wychodził w 6, to nie prezentował się źle. Nie wiem co siedzi w głowie Nawrockiego, kiedy myśli o swoich środkowych

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX