Łzy w oczach siatkarzy PGE Skry Bełchatów! Przegrali finał Ligi Mistrzów

PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań 2:3

PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań 2:3 (Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Malutki kroczek dzielił siatkarzy PGE Skry Bełchatów od spełnienia największego marzenia, jakim byłby triumf w Lidze Mistrzów. Lepszy okazał się Zenit Kazań. O włos. Naprawdę
Na taki dzień w PGE Skrze czekano od siedmiu lat, czyli od debiutu w Lidze Mistrzów. Drużyna po raz pierwszy zagrała o triumf w najważniejszym z europejskich pucharów. Pierwszy cel, nieosiągalny w 2008 i 2010 roku, jakim był awans do finału, bełchatowianie osiągnęli w sobotę, pokonując Arkas Izmir. To miało zdjąć z zespołu presję. Ale naprzeciwko stanął zespół znacznie silniejszy niż w dzień wcześniej, budowany za ogromne pieniądze po to, by zdobywał wszystkie trofea.

Zenit jest na najlepszej drodze, żeby to zrealizować. W półfinale dokonał rzeczy wielkiej, jaką było przerwanie zwycięskiej passy siatkarskiej Barcelony, jak nazywane jest Trentino Volley. Kto wie, czy to nie jest ostatnia szansa na pokonanie mistrza Rosji, który w przyszłym sezonie będzie jeszcze silniejszy. Kupuje bowiem z Trentino za milion dolarów (za pieniądze Gazpromu) jego największą gwiazdę, Kubańczyka Osmany Juantorenę. Aż strach pomyśleć, jaka to będzie siła ognia...

- Oni dwóch tak dobrych meczów nie zagrają - mówił o rosyjskim zespole Robert Milczarek, siatkarz Skry. - My w sobotę zaprezentowaliśmy się słabiej, więc dziś wypadniemy dużo lepiej. Wygramy!

Za to kapitan Zenita Aleksandr Wołkow zapowiadał, że czeka ich znacznie cięższy mecz niż z Trentino, bo tym razem 13 tys. kibiców będzie wspomagać przeciwnika, a nie tak jak w sobotę jego drużynę. Zresztą chyba nikt w Polsce nie pamięta, żeby nasi fani dopingowali Rosjan!

W pierwszym secie Wołkow musiał bardzo się zdziwić, bo jego używając terminologii piłkarskiej, jego drużyna rozgrywała mecz do jednej bramki. Siatkarze z Bełchatowa, wśród których są mistrzowie Europy czy wicemistrzowie świata, zachowywali się jak nowicjusze. Rozdygotani, popełniający juniorskie błędy, fatalnie serwujący. A przecież żeby wygrać z tak mocnym ofensywnie zespołem jak Zenit, przede wszystkim trzeba bardzo dobrze zagrywać. Nie pomaga nawet niezłe przyjęcie.

Ogłuszający doping troszkę przycichł. Trener Jacek Nawrocki wytrzymał ciśnienie i nie zrobił w inauguracyjnej partii ani jednej zmiany. Jakby chciał powiedzieć: - Wypijcie to, co naważyliście.

Opłaciło się. W drugiej partii oglądaliśmy zupełnie odmienioną Skrę. Potwierdziło się to, co wiedzą chyba wszyscy przeciwnicy rosyjskich zespołów: że jeśli się ich mocno nie naciśnie, to są nie do ogrania. Ale gdy znajdują naprzeciw siebie rywala grającego równie twardo, to zaczynają tracić głowę. Objawia się to wielką liczbą błędów, a w przypadku Zenita, gorszą zagrywką. Rozpędzeni mistrzowie Polski grali jak w transie. O poziomie, jaki zaprezentowali świadczy statystyka w ataku: z 26 prób zdobyli aż 17 punktów, co daje średnią 65 proc. Z takim rywalem to rezultat nawet nie dobry, ale znakomity.

Obudził się Mariusz Wlazły, poziom trzymali Michał Winiarski i Bartosz Kurek. Środkowi zbijali rzadziej, ale za to popisywali się obronami, jakby mieli po 180 cm wzrostu, a nie 205 (Daniel Pliński) i 211 (Marcin Możdżonek). Bełchatowaianie w drugim secie podbili aż 11 ataków Rosjan, a w kontratakach mieli aż 77 proc. skuteczności.

Cichym bohaterem był Paweł Zatorski, najmłodszy w PGE Skrze. 22-letni libero ma na koncie złoto mistrzostw Europy i drugie miejsce w Pucharze Świata, ale w obu imprezach ani przez chwilę nie pojawił się na boisku. W finale Ligi Mistrzów radził sobie z serwami, po których piłka leciała z prędkością ponad 100 km/h. W trzecim secie osiągnął kosmiczny wynik - 90 proc. pozytywnego przyjęcia.

Zanim Skra wyszła na prowadzenie 2:1, wygrywała 11:6, by przed drugą przerwą techniczną stracić przewagę (15:15). Trochę to jej wina, a konkretnie kilku niepotrzebnych błędów. Kolejne akcje to niesamowita wymiana ciosów i jednopunktowe prowadzenie gospodarzy. Tak było do wyniku 20:19. Wtedy geniuszem błysnął Kurek, serwując asa. Za chwilę Wlazły zablokował Maksima Michajłowa i taką przewagę bełchatowianie dowieźli do końca.

W czwartym secie trener Zenita Władymir Alekno wprowadził na boisko mistrza olimpijskiego Williama Priddiego. Amerykanin, uznawany za najszybszego siatkarza na świecie, pokazał spore umiejętności w obronie, ale i tak ciężar gry spoczywał na niesamowitym 24-latku z Kazania. Michajłow jako jedyny ze skrzydłowych radził sobie z bełchatowskim blokiem. Wspierali go środkowi Nikołaj Apalikow, pamiętający zwycięski Final Four zespołu z Kazania sprzed czterech lat, i Wołkow.

Zenit prowadził 19:17, ale zryw Skry sprawił, że miała piłkę meczową. Wtedy pokerową zagrywką błysnął Alekno, biorąc dwa czasy jeden po drugim. To tak rozstroiło kapitalnie grającego Wlazłego, że zaserwował w siatkę. Za chwilę jego atak został podbity, a kontrę skończył Michajłow. Jakby mało było pecha, bo po zagrywce Apalikowa piłka zahaczyła o siatkę i wpadła w boisko.

Trzeci raz Skra grała w Łodzi z zespołem z Kazania i trzeci zwycięzcę musiał wyłonić tie-break. Bełchatowianie zaczęli go koncertowo, bo po trzech punktach Wlazłego i bloku Plińskiego na Priddym prowadzili 5:1. Ale jak precyzyjnie przyjąć serw, gdy piłka leci 113 km/h? A tak zagrywał i zagrywał Michajłow. Gdy w końcu się pomylił, było 5:5.

Temperatura w Atlas Arenie podniosła się o kilka stopni, żaden kibic nie siedział. Skra miała kolejne dwie piłki meczowe. Przy remisie 15:15 Miguel Falasca postanowił pierwszy raz od godziny wystawić na drugą linię do Kurka. A tam czekał nie niego podwójny blok. W kolejnej akcji gospodarze przez cały czas byli w defensywie. W końcu piłkę dostał Winiarski i uderzył... w aut. Podobno był blok, ale sędzia Dejan Jovanović nie zmienił decyzji i po raz drugi w Łodzi cieszyli się siatkarze z Kazania.

W sali zapanowała cisza, która trwała kilkadziesiąt sekund. Wtedy rozległ się nieśmiały na początku okrzyk: dziękujemy! Po chwili skandowali go wszyscy kibice. Siatkarze Skry mieli łzy w oczach, bo byli o maleńki kroczek od przejścia do historii. Niestety, zabrakło szczęścia, bo raczej nie umiejętności.

Komentarze (57)
Łzy w oczach siatkarzy PGE Skry Bełchatów! Przegrali finał Ligi Mistrzów
Zaloguj się
  • gk0101

    Oceniono 28 razy 28

    Nie myslalem, ze dozyje czasow, gdy bede bronil tego trenera. Na co zwracal uwage w czwartym secie na czasach? Mowil: tylko Kurek moze ryzykowac przy zagrywce i isc w pierwsze tempo na Michailowa. Co do drugiego to czasami go sluchali. Przy serwach juz totalnie nie. Gra sie kleila. Jestem przekonany, ze gdyby nie spaprali tylu serwisow w tym czwartym secie ten mecz Skra wygralaby 3:1. Ale jestem wkurzony. Nawrocki mial racje, a siatkarze w ogole nie posluchali jego zalecen. Na miejscu sponsorow wszystkim ktorzy spieprzyli zagrywke w czwartm secie nie wyplacilbym premii. Powiedzmy sobie szczerze: przegrali wygrany mecz. Zachowali sie jak juniorzy, choc wszyscy umiejetnosci siatkarskie maja bardzo duze. Nie wiadomo kiedy zdarzy taka szansa jak dzis ;/

  • Gość: gyuest

    Oceniono 22 razy 20

    Nie rozumiem dlaczego na gazeta.pl informacja o takim meczu ma numer 4-6 a na początku są tematy o jakimś zasranym meczu realu. Jestem fanem piłki nożnej i nie znam się na siatkówce ale ku... szanujmy swoich sportowców i ich sukcesy. Co ma real do polskiego sportu i dlaczego na polskiej stronie jest to ważniejsze od tego że polska drużyna grała w finale ligi mistrzów.

  • przemek32_1

    Oceniono 18 razy 16

    Szkoda tej przegranej ale wielkie brawa za walkę!!

  • mer-llink

    Oceniono 12 razy 12

    Pan Redaktor Bińczyk jest łaskaw informować: "Trener Jacek Nawrocki wytrzymał ciśnienie i nie zrobił w inauguracyjnej partii ani jednej zmiany. Jakby chciał powiedzieć: - Wypijcie to, co naważyliście."
    Czy rzeczywiście trener tak by chciał powiedziec? Czy też Redaktorowi tak sie było napisało?
    Należy zważyć, iż Red. Bińczyk jest zapewne magistrem, a jakże, z wyższym wykształceniem uniwersyteckim. Bo chyba jakiś wydział dziennikarski skończył? A jak nie skończył, to może przynajmniej szkołę średnią zaliczył? Tam uczą, jaka jest różnica między ważyć a warzyć.
    Piszę to nie po to, aby zwarzyć dobre samopoczucie Red. Binczyka, ale aby Redaktora Bińczyka zachęcić: disce, puer......

  • piotrleszek1

    Oceniono 16 razy 12

    Dla-mnie i tak jesteście super SKRA

  • slawoslaw

    Oceniono 10 razy 8

    Co za mecz, kocham siatkę, 4 nasze drużyny walczyły/będą walczyć w finałach 3 europejskich pucharów ! A co na stronie głównej gazety? Forum Barcelony !

  • Gość: as

    Oceniono 14 razy 6

    sedzia kalosz!

  • jbed

    Oceniono 9 razy 5

    Wbrew powyższym wypowiedziom różnych frustratów i malkontentów trzeba przyznać, że mecz był pasjonujący i trzymajacy w napięciu. Grały dwie równorzędne drużyny, ale w siatkówce nie ma remisów (chociaz taki wynik byłby sprawiedliwy). Bardzo się cieszę, że mamy taką drużynę jak Skra, która trzyma wysoki światowy poziom i nie przynosi wstydu. Jestem pewny, że obejrzymy jeszcze wiele świetnych meczów z ich udziałem. A drugie miejsce to też dobry wynik, zwłaszcza jeżeli został osiągniety w pieknym stylu.

  • darkil

    Oceniono 7 razy 5

    powiem dziś tylko tyle ...... trener miał racje i nie jest klasowym zespołem ten co nie kończy trzy razy wygranego meczu.... im wystarczyła jedna szansa:)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX