Sport.pl

PGE Skra Bełchatów gra z Zenitem Kazań. Wielki rewanż za Final Four!

Jarosław Bińczyk, Dauha
15.10.2012 , aktualizacja: 15.10.2012 12:43
A A A
Przed inauguracyjnym występem w klubowych mistrzostwach świata w Katarze w PGE Skrze Bełchatów niewiele wiedziano o przeciwniku. Drugi, z którym zmierzy się w poniedziałek, jest doskonale znany
Trenerzy PGE Skry Bełchatów naprawdę obawiali się pierwszego meczu w klubowych mistrzostwach świata. Bo po pierwsze, niewiele wiedzieli o rywalu, którym był egipski Zamalek, a po drugie, obawiali się o swoich podopiecznych. - Bo my naprawdę mamy nową drużynę. Z podstawowej szóstki z ubiegłego sezonu zostało dwóch zawodników. Bo przecież Mariusz Wlazły dopiero zaczyna grę jako przyjmujący. Na razie jest jak noworodek - podkreśla Jacek Nawrocki.

PGE Skra zaczęła imprezę dobrze, bo pokonała mistrza Afryki 3:0. W pierwszej i trzeciej partii musiała się jednak mocno wysilić, bo rywale mieli pięć piłek setowych. - Mieli niewiele do stracenia, więc ryzykowali - opowiadali bełchatowscy siatkarze. Zamalek miał siedem asów, a wicemistrz Polski tylko dwa. W ostatnim secie bełchatowski szkoleniowiec zostawił na boisku tylko Michała Winiarskiego i Daniela Plińskiego. Ale zmiennicy - Yosleyder Cala, Konstantin Cupković czy Wytze Kooistra - spisali się świetnie, odrabiając w końcówce dwupunktową stratę (z wyniku 22:24). - Nie mogłem nikogo zmienić, żeby ich nie spalić - tłumaczył Nawrocki, który imponował spokojem.

Nieskory zwykle do pochwał szkoleniowiec bardzo ciepło wypowiadał się o Aleksandarze Atanasijeviciu. Młody Serb zadanie ma niezwykle trudne, ponieważ musi zastąpić Wlazłego, jednego z najlepszych atakujących na świecie. W sobotę udało mu się to świetnie, bowiem skończył 14 z 19 ataków. - Mnie bardziej cieszą jego postępy w bloku i obronie. W ostatnim czasie poprawił się bardzo - komentował Nawrocki.

Siatkarze PGE Skry podkreślali, że niewiele wiedzieli o Egipcjanach, choć większość z zawodników Zamaleka to reprezentanci kraju i - co przypomniał ich trener - dwukrotni uczestnicy igrzysk olimpijskich. - Pokazali wiele zagrań, które nie są normalnymi w siatkówce - dziwił się Wlazły. Za to kolejny przeciwnik (w poniedziałek o godz. 18 czasu polskiego) jest już znakomicie znany, bo w ostatnich czterech latach spotkali się z nim już pięciokrotnie. Zawsze były to ważne mecze, bo Zenit Kazań to obecnie najlepsza drużyna w Europie, mająca w składzie czterech mistrzów olimpijskich z Londynu.

To faworyt grupy B i całych mistrzostw świata. Zresztą jego trener Władymir Alekno nie ukrywa, że przyleciał do Kataru po kolejny triumf. Mistrz Rosji zaczął turniej od spotkania z Al-Arabi Dauha, najlepszą drużyną Azji. Ale drugiego obok Trentino uczestnika wszystkich mistrzostw w Katarze nie można już lekceważyć, bo jest silny jak nigdy. Ma w składzie m.in. mistrza olimpijskiego z Pekinu Richa Lambourne'a, brązowego medalistę z Londynu Włocha Dante Boninfante czy Fina Mattiego Oivanena. Przypomnijmy, że drugi katarski zespół Al-Rayyan nastraszył Trentino, przegrywając tylko 2:3. Rosjanie wygrali 3:1.

Bilans spotkań PGE Skry z Zenitem jest korzystny dla rywali, którzy wygrali trzykrotnie, za każdym razem 3:2. Co ciekawe, wszystkie zwycięstwa zespół z Tatarstanu zwyciężał tylko w Łodzi. W 2009 roku w Katarze było 3:1 dla bełchatowian (w półfinale KMŚ), a dwa lata temu - w Lidze Mistrzów - taki sam wynik padł w Kazaniu.

- Teoretycznie Zenit ma w tym sezonie większy potencjał niż w Final Four - uważa Nawrocki. W szóstce jest dwóch nowych zawodników: kontuzjowanego środkowego Aleksandra Wołkowa zastępuje Aleksandr Abrosimow, a Williama Priddy'ego jego rodak Mattew Anderson. Ta ostatnia zmian z pewnością wzmocni siłę ataku, bo Amerykanin to jeden z najlepszych skrzydłowych na świecie. Jednak siła gry mistrza Rosji opiera się na Maksimie Michajłowie, który równie dobrze spisuje się w roli atakującego i przyjmującego.

Trenerzy PGE Skry już od kilku dni zajmują się analizą gry Zenita. - Obejrzeliśmy wszystkie jego mecze z tego sezonu. To bardzo silny rywal, któremu jednak zdarzają się przestoje - opowiada Nawrocki. Faworyt rozegrał trzy spotkania, wszystkie wygrywając po 3:2 (z Lokomotiwem Nowosybirsk, Fakiełem Nowy Urengoj i Uralem Ufa z Miguelem Falascą). - My zaś jesteśmy innym zespołem niż w poprzednim sezonie - zakończył. Wyniku nie chciał jednak wytypować. Na pewno jego podopieczni wyjdą na boisko znacznie bardziej skoncentrowani niż przeciwko Zamalekowi.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

PlusLiga 2017/18

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 29 30:7 10 0
2 PGE Skra Bełchatów 21 24:8 7 2
3 Espadon Szczecin 18 24:19 5 5
4 GKS Katowice 17 20:13 6 3
5 Jastrzębski Węgiel 17 19:13 5 4
6 Indykpol AZS Olsztyn 17 21:16 5 4
7 Asseco Resovia Rzeszów 16 19:15 6 3
8 ONICO Warszawa 16 20:18 5 5
9 Trefl Gdańsk 15 19:12 6 2
10 Cuprum Lubin 14 18:17 5 4
11 Cerrad Czarni Radom 10 16:21 3 6
12 MKS Będzin 10 15:23 4 6
13 Łuczniczka Bydgoszcz 10 11:19 3 6
14 Aluron Virtu Warta Zawiercie 5 10:26 1 8
15 Dafi Społem Kielce 5 6:24 2 7
16 BBTS Bielsko-Biała 2 8:29 1 9

  • Finał '6'