PGE Skra Bełchatów zdobyła Superpuchar Polski. Dramatyczny mecz z Zaksą

Siatkarze PGE Skry Bełchatów zaczęli sezon od zdobycia Superpucharu Polski. Nie przyszło im to łatwo
W pierwszym w tym sezonie poważnym sprawdzianie bełchatowska drużyna nie mogła zagrać w najsilniejszym składzie. Karol Kłos i Michał Winiarski pojechali do Poznania, ale do normalnej gry jeszcze się nie nadawali. Tak więc Miguel Falasca miał jeden dylemat: Wojciech Włodarczyk czy Nicolas Marechal. Postawił na Francuza z polskim paszportem, który jest bardziej doświadczony, a poza tym chyba lepiej przyjmuje zagrywkę. A pod nieobecność Winiarskiego, z młodziutkim Kacprem Piechockim w roli libero to dość czuły punkt mistrzów Polski.

Pokazał to już pierwszy set, kiedy przy mocnych serwach bełchatowianie byli w sporych opałach. Największych na początku, gdy ostrzeliwał ich Dick Kooy. Na chwilę na boisku musiał pojawić się nawet Winiarski. Widać było jednak, że potencjał PGE Skry jest większy, choć przecież skład różnił się od optymalnego. Zaksa niwelowała przewagę zagrywką, ale na siatce czy w obronie lepsi byli podopieczni Falaski. Długo rozgrywał się Srecko Lisinac, ale w decydujących momentach pokazał ogromne możliwości zarówno w ataku, jak i w bloku. To Serb zdobył w pierwszym secie 24. i 25. punkt, dokładając do tego ostatnią zagrywkę, po której Lucas Loh przyjął piłkę na drugą stronę.

Największym mankamentem mistrzów Polski była nieumiejętność wykorzystania przewagi. Przy dwu- czy nawet trzypunktowej przewadze popełniali błędy, jakie im się zwykle nie zdarzają. A właściwie nie zdarzały, bowiem w Poznaniu grała drużyna z trzema nowymi zawodnikami, którzy ćwiczą razem od miesiąca. Dwaj z nich - Lisinac i Piechocki - w sumie mają 41 lat, czyli tylko o cztery więcej niż Paweł Zagumny.

Mariusz Wlazły w rozmowie z "Wyborczą" mówił, że mimo rozegrania 13 spotkań w mundialu nie czuje zmęczenia. Widać było jednak, że brakuje mu dynamiki i przypomnienia sobie, że z Nicolasem Uriarte gra się dużo szybciej niż z rozgrywającymi reprezentacji Polski. Ale mistrz nie jest uzależniony od swojego kapitana, bo ma Facunda Conte. Argentyńczyk jest w znakomitej formie, więc nic dziwnego, że był dla swojego rodaka ofensywną opcją nr 1. Za to Marechal atakował rzadziej, co nie znaczy, że gorzej.

W trzecim secie PGE Skra się zacięła, zwłaszcza w ataku. Punktów nie zdobywali ani Wlazły, ani Conte, aż w końcu pogubił się Uriarte, wystawiając piłki na wolne pole. Wysoką przewagę Zaksy zmniejszyli rezerwowi, ale mecz się przedłużył. W zespole z Kędzierzyna kapitalnie spisywał się eksbełchatowianin Paweł Zatorski. Bez niego mistrzom Polski byłoby dużo łatwiej, ponieważ ich niedawny kolega rewelacyjnie przyjmował i bronił.

W czwartym secie liderzy PGE Skry wzięli się do pracy. Wlazły i Conte zaczęli kończyć ataki, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 23:19. Ale stracili całą przewagę. Na szczęście mieli Wlazłego! Zmęczonego, ale niezawodnego.

PGE Skra - Zaksa 3:1

Sety: 26:24, 25:22, 20:25, 27:25

PGE Skra: Uriarte, Conte, Wrona, Wlazły, Marechal, Lisinac, Piechocki (libero) oraz Kłos, Brdjović, Winiarski, Muzaj, Włodarczyk

Zaksa: Zagumny, Loh, Wiśniewski Witczak, Kooy, Gladyr, Zatorski (libero) oraz Nimir, Możdżonek, van Dijk, Zapłacki

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały