Kolejna porażka PGE Skry Bełchatów. Nie pomógł nawet Mariusz Wlazły

PGE Skra Bełchatów przegrała po raz drugi w tym sezonie i ma tyle samo punktów co Asseco Resovia. W ostatniej kolejce przed świętami z Bełchatowa szczęśliwy wyjechał Jastrzębski Węgiel
Jeszcze w piątek wydawało się, że Mariusz Wlazły opuści trzeci kolejny mecz w PlusLidze. Powodem była kontuzja kręgosłupa i spowodowana nią przerwa w treningach. Choć kapitan drużyny wznowił już zajęcia, to wszystko wskazywało, że jeszcze nie znajdzie się w kadrze. - Nie chcemy ryzykować - mówił Tomasz Kuciapiński, fizjoterapeuta PGE Skry. A jednak Wlazły znalazł się w 12-osobowej kadrze na spotkanie z brązowym medalistą poprzedniego sezonu. Na boisku pojawił się przy prowadzeniu swojego zespołu 17:15, ale na krótko, bo jego zmiennik Nicolas Marechal grał bardzo dobrze.

Za to w Jastrzębskim Węglu nie było jego odpowiednika Michała Łaski, którego w podstawowej szóstce zastąpił Mateusz Malinowski. Nie na długo, bowiem w połowie pierwszego seta trener Roberto Piazza zmienił go na debiutanta w PlusLidze Guillaume Quesque, a rolę atakującego przejął Zbigniew Bartman. Były reprezentant Polski wcześniej nie potrafił sforsować bełchatowskiego bloku. Gdy przestał przyjmować, od razu jego skuteczność wzrosła. Do czasu...

W decydujących akcjach Bartman zawiódł. Najpierw uderzył piłkę w aut, następnie zablokował bo Facundo Conte (23:19). Michal Masny zmienił stronę, jednak Krzysztof Gierczyński został zatrzymany przez Karola Kłosa. Gospodarze objęli prowadzenie, choć nie musieli wznosić się na wyżyny umiejętności. Znów mieli problemy z zagrywką, oddając rywalom aż siedem punktów, przy tylko jednym zdobytym. Nadrobili to blokiem (6 pkt), co potwierdza, że jeśli już trafiali, nawet tak dobry rozgrywający jak Masny nie potrafił zmylić przeciwników. Inna sprawa, że bez Łaski potencjał ofensywny jastrzębskiej drużyny jest dużo słabszy. Stąd tylko 32-procentowa skuteczność w ataku w premierowej partii. Co ciekawe, goście zdecydowanie lepiej przyjmowali wtedy serwy.

Kibice nie nudzili się jednak, bo mecz był bardzo ciekawy, zacięty, z wieloma długimi akcjami. W PGE Skrze znakomicie spisywał się Michał Winiarski, który po kłopotach ze zdrowiem błyskawicznie wraca do formy z mistrzostw świata. Chyba nie ma w lidze drugiego zawodnika, który tak dobrze atakuje z tzw. wysokiej piłki. A to wielki atut przy niedokładnym przyjęciu czy kontrach. W przyjęciu tradycyjnie jest świetny, dlatego przeciwnicy starali się omijać go przy serwach.

W pierwszym secie zawodnicy z Jastrzębia popsuli tylko trzy zagrywki, a mimo to wyraźnie przegrali. W kolejnym postawili na ryzyko i to się opłaciło. Mimo aż sześciu pomyłek goście mieli inicjatywę. Przede wszystkim pokazali swój ogromny atut, jakim imponowali w poprzednim sezonie, czyli obronę. Damian Wojtaszek podbijał większość piłek lecących koło niego, a kontry kończył Malinowski, który z ostatniej opcji w ataku stał się pierwszym wyborem. Bełchatowianie mieli trzy setbole, ale młody zawodnik ze Śląska nie dał im ani jednej szansy. W końcu na zagrywkę poszedł Alen Pajenk i trafił idealnie między Winiarskiego i Conte. W ostatniej akcji pomylili się bełchatowscy Argentyńczycy i niespodziewanie był remis.

Zasłużony, bo siatkarze Jastrzębskiego Węgla oprócz dobrej gry pokazali charakter. Przeciwnik nie grał nadzwyczajnie, ale trzeba jeszcze umieć to wykorzystać. Podopieczni trenera Piazzy potrafili wykorzystać problemy PGE Skry na skrzydłach. Marechal nie grał źle, ale w najważniejszych momentach nie był killerem, czego wymaga się od atakujących. Gdy jeszcze zablokował się Winiarski, goście błyskawicznie uzyskali wysoką przewagę. Miguel Falasca ratował się zmianami: Marechala zastąpił Wlazły, a Kacpra Piechockiego Ferdinand Tille. Żeby zgadzała się liczba obcokrajowców, Srecko Lisinac musiał ustąpić miejsca Andrzejowi Wronie. I to ten ostatni dał swojej drużynie szansę na odrobienie strat. Po jego serwach pomylili się Bartman i Wojtaszek i przewaga zmalała z czterech do jednego punktu (21:22). Na więcej jastrzębianie jednak nie pozwolili, dzięki czemu objęli prowadzenie i zapewnili sobie przynajmniej punkt.

A PGE Skra już w trzecim kolejnym meczu u siebie nie potrafiła wygrać za trzy punkty. Przypomnijmy, że wcześniej sensacyjnie uległa Banimeksowi Będzin, a tydzień temu pokonała Cuprum Lubin tylko 3:2. W ostatnim tegorocznym spotkaniu w hali Energia musiała walczyć o jakąkolwiek zdobycz. Nadzieje jastrzębian na komplet punktów zostały rozwiane błyskawicznie. Potwierdziło się, że gdy mistrzowie Polski zaczynają zagrywać na normalnym poziomie, mało kto jest w stanie nawiązać z nią wyrównaną walkę. W trzech wcześniejszych setach bełchatowianie mieli trzy asy, a w czwartym o jednego więcej.

Wlazły, który został na boisku, atakował tak, jakby nie miał kontuzji. O tym, że nie jest w najwyższej formie, świadczyły popsute serwy. Skuteczni w tym elemencie byli tylko w czwartej partii. W tie-breaku znów rozdawali rywalom punkty niczym prezenty pod choinkę. A jastrzębianie wykorzystali szansę. Poprowadził ich do tego ten, który miał być najsłabszym punktem - Malinowski, wybrany na najlepszego zawodnika meczu.

PGE Skra - Jastrzębski Węgiel 2:3

Sety: 25:20, 27:29, 23:25, 25:18, 11:15

PGE Skra: Uriarte, Conte, Kłos, Marechal, Winiarski, Lisinac, Piechocki (libero) oraz Wlazły, Brdjović, Wrona, Włodarczyk

Jastrzębski Węgiel: Masny, Gierczyński, Czarnowski, Malinowski, Bartman, Pajenk, Wojtaszek (libero) oraz Quesque, Kosok, Filipow, Kańczok

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały